29 grudnia 2014

Prawo kontra religia, czyli najnowsza powieść McEwana

Brytyjska ustawa o dzieciach z 1989 roku została uchwalona, by zabezpieczyć dobro dzieci w kontekście działania rodziców, władz, sądów i innych agencji rządowych. Poprawka do ustawy z 2004 roku rozszerzyła uprawnienia władz w zakresie interwencji w najlepszym interesie dzieci. 

Na tych dokumentach opiera się najnowsza powieść angielskiego pisarza Iana McEwana The Children Act, na którą w Polsce musimy jeszcze poczekać. Jednak intryga nie toczy się jedynie wokół interpretacji rządowej uchwały. Nie tak to działa u McEwana. W The Children Act na pierwszy plan wychodzą ludzie.


Główna bohaterka powieści - Fiona Maye jest sędzią orzekającym w sprawach dzieci. Jest szanowana, jej decyzje oparte są na wiedzy i głębokiej analizie. Jej kariera przeżywa rozkwit. Natomiast sprawy osobiste nagle zaczynają się gmatwać. Mąż Jack oświadcza pewnego dnia, że pragnie "przed śmiercią" przeżyć jeszcze raz prawdziwy, namiętny romans. Proponuje żonie otwarte małżeństwo. Niestety wszystko wskazuje na to, że bardziej stawia ją przed faktem dokonanym, niż pozwala na wspólne podjęcie decyzji. Oznajmia, iż jego niespełna trzydziestoletnia asystentka jest zwarta i gotowa. Pakuje walizkę i opuszcza dom, utrzymując jednocześnie, że wcale nie pragnie końca małżeństwa.

Fiona może jedynie odprowadzić go wzrokiem, a następnego dnia po prostu zmienić zamki w drzwiach. Jest rozczarowana, jest wściekła. Jest po pięćdziesiątce i do tej pory nie znalazła czasu na dzieci. Ma tylko pracę.

22 grudnia 2014

Wesołych świąt!

Karp macha płetwą,
śledź łypie okiem,
Kasia pozdrawia w związku z nowym rokiem!

Dużo radości w nadchodzące święta!

A teraz dla śmiechu jedzące zwierzęta :-)


Ps. Wiem, że muszę jeszcze popracować nad swoim haiku, a najlepiej, jeśli zostanę przy prozie :-)))

W każdym razie myślę o was ciepło i życzę fajnych świąt i przełomowego roku 2015!

20 grudnia 2014

Merlin prognozuje powrót PRLu

Kolejki kilkakrotnie zakręcające wokół sklepu to wspomnienie sprzed ponad dwudziestu lat. Nikt za nimi nie tęskni. Nikt, oprócz sieci sklepów Merlin, znanych z internetowej sprzedaży książek.


Powyższe zdjęcie nie zostało wykonane kilka dekad temu, tylko w dniu dzisiejszym pod punktem odbioru przy stacji metra Stokłosy. 

Kolejka tej długości stała przed punktem na pół godziny przed zamknięciem, więc niekoniecznie musi być zaskoczeniem. Jednak czy w dzisiejszych czasach to normalne? W miejscu, które nie sprzedaje nowego iPhone'a ani najnowszego tomu Harry'ego Pottera?

Rozumiem, że w przyszłym tygodniu są święta. Jednak czy to dobry pomysł reklamować na stronie sklepu prezenty last minute i świąteczne promocje sportowe, gdy punkty odbioru nie radzą sobie z liczbą klientów?

15 grudnia 2014

WYGRAJ "PIJANEGO SKRYBĘ" NA ŚWIĘTA!

Zmęczony/-a lepieniem co roku tych samych nudnych pierogów i patroszeniem oślizgłego karpia? ;-)

ZAPROTESTUJ JUŻ DZIŚ!

Główny bohater "Pijanego skryby" - Maciej ma dość wrażliwe podniebienie. Przygotowaną przez Kingę kolację z owoców morza potraktował jak wadliwy towar. Zwrócił :-D

Wyobraź sobie, że możesz cofnąć czas i to ty wybierasz się na kolację z Maciejem.

Co zamówisz? Zaproponuj menu na wasz wspólny wieczór.

Twórca najbardziej oryginalnego i smakowitego menu wygra powieść ze specjalną dedykacją.

Wpisz swoją propozycję w komentarzu na stronie FB Pijanego skrybyK.A. Kowalewska lub tutaj, pod notką.

Masz czas do końca tygodnia.

NIE MYŚL O PRODUKTACH I GARNKACH!!!

Tym razem do kuchni zagonimy Maćka! :-D :-D :-D


13 grudnia 2014

Londyn i jego ludzie, czyli totalnie nieobiektywne wspomnienia ze stolicy pewnego królestwa

Londyn kojarzy się z czarnymi taksówkami, czerwonymi budkami telefonicznymi, The London Eye, Tower Bridge, Tamizą, Trafalgar Square, 10 Downing Street, Buckingham Palace, Globe - teatrem szekspirowskim, Tate Modern Gallery i cała masą zabytków i miejsc, o których czytałam w podręcznikach do kultury i historii brytyjskiej.

Mnie Londyn kojarzy się z ludźmi. Całą masą rdzennych mieszkańców i jeszcze większą liczbą imigrantów z niezliczonymi historiami. Przede wszystkim kojarzmy mi się jednak z pewną rodziną, która zaprosiła mnie do siebie i zgodziła się pokazać "swój" Londyn. Dzięki wspólnym spacerom i wycieczkom, ciekawym opowieściom, ich ulubione miejsca stały się także moimi.

A oto, co zarejestrowały nasze aparaty, czyli Londyn i okolice subiektywnie, z mapą i bez. Bez planu, bez stresu, z niekończącymi się rozmowami i odkrywaniem tego, co najlepsze w nowych przyjaciołach.

Wizyta w Londynie była po części przygodą literacką. Miałam tu przeżyć swój pierwszy wieczór autorski z okazji wydania Pijanego skryby. Miałam też po raz pierwszy w życiu spotkać się oko w oko z moją pisarską przyjaciółką - Zuzą, która ugościła mnie tak wspaniale, że wciąż od nowa przyzwyczajam się do warszawskiej codzienności. 

Oczekiwanie na spotkanie. Tak sobie je wyobrażam. Zatrzymujesz się, pogrążasz w myślach. Machinalnie wpatrujesz się w rozkład jazdy pociągów, autobusów, myśląc, czy wszystko zagra, czy się polubimy, czy będziemy miały o czym rozmawiać, czy nie okażemy się osobami z dwóch różnych światów:

Wszelkie obawy okazały się bezpodstawne. Dla mnie to przyjaźń od pierwszego wejrzenia. Dla niej... próba przełamania się i pokazania na zdjęciu swojego wizerunku. Wciąż nad tym pracujemy :-)

Pierwsze chwile w Londynie to przede wszystkim moja fascynacja jego graficznością:


To próba ukazania go w niebanalny sposób. 

Tu, usiłując wytłumaczyć Zuzie planowany fortel, czyli że zamierzam zrobić zdjęcie londyńskiego oka oczami innego fotografa, przekonałam się, że czasem trzeba uważać, kogo zamierzasz wykorzystać do swoich celów. Akurat trafiłam na Polaka, który usłyszał każdy detal mojego niecnego planu :-)

8 grudnia 2014

Dowód ostateczny

Wyobraź sobie, że jesteś normalnym facetem w średnim wieku, masz żonę, dzieci, dobrą pracę, jesteś naukowcem, lekarzem, nie stronisz od sportu, lubisz przygodę i pewnego ranka zupełnie bez przyczyny zaczyna boleć cię kręgosłup. Po chwili ból przenosi się na głowę. W ciągu następnych kilkudziesięciu minut...

zapadasz w śpiączkę.

Przeżycie to opisał w książce Dowód Eben Alexander - absolwent studiów medycznych Uniwersytetu Duke'a, pracownik szpitali w Massachusetts i Harvardzie, profesor nadzwyczajny, który operował niezliczonych pacjentów za pomocą najnowszych zdobyczy technicznych. Autor ponad stu pięćdziesięciu rozdziałów i artykułów do recenzowanych periodyków medycznych. Człowiek, który poświęcił się nauce, który przywiązywał umiarkowane znaczenie do wiary, a w 100% do szkiełka i oka.


Można powiedzieć, że sześć dni w śpiączce, gdy jego mózg atakowany był przez pałeczki okrężnicy, których pojawienie się stanowiło wielką zagadkę medycyny, spędził właściwy człowiek, specjalista od działania mózgu.

Gdy jego szanse na przeżycie stawały się coraz mniejsze, ryzyko śmierci urosło do 90%, rodzina dojrzała do decyzji o pożegnaniu, doktor Alexander otworzył oczy i podziękował za wyjęcie rurki respiratora.

Wrócił, zszokował lekarzy i rodzinę powrotem do pełni sprawności umysłowej i opowiedział, o tym...

5 grudnia 2014

Wychodzę już z lodówki :-)))

Mam dobrą wiadomość dla tych, którzy polegli w walce człowiek kontra maszyna, czyli którym nie udało się kupić Pijanego skryby za pośrednictwem strony Wydawnictwa RW2010.

Kowalewska Pijany skryba
plakat ze "Świtu ebooków"

Powieść można już nabyć w wielu sklepach z ebookami, w tym u największych szych ;-)

Oto linki:

Zatem, od wyboru do koloru! Otwierasz lodówkę, a tam między masłem a szynką ja! :-))

Pozdrawiam i czekam na wasze recenzje!

2 grudnia 2014

Must-read dla e-czytelnika

Internetowy savoir-vivre, buźki i kapitałki, hejty i bany, strach przed e-książką, znak wodny i tajemnice czytelnictwa. Wszystko to w szóstym numerze kwartalnika Świt ebooków.


Wydawany, rzecz jasna, na e-papierze, Świt ebooków powinien zainteresować czytelników e-książek. Poznałam go stosunkowo niedawno, gdy zaczęłam zastanawiać się nad potencjałem e-czytelnictwa w Polsce, lecz zamierzam jak najszybciej nadrobić lekturę wcześniejszych numerów. Zwłaszcza, że kwartalnik można za darmo pobrać z sieci.

Najnowszy numer to prawie 300 stron materiału. Czyta się go od deski do deski. Przede wszystkim ze względu na zróżnicowanie tekstów.

Zaczyna się od interesującego materiału Łukasza Kielbana na temat netykiety, czyli dobrych obyczajów w sieci. Czysty, wolny od błędów i udziwnień styl, szacunek w komentarzach, czytanie regulaminów, niespamowanie linkami - o tym powinien pamiętać użytkownik blogów, forów i portali.

A może zainteresują was felietony.

30 listopada 2014

Pierwsza, historyczna recenzja "Pijanego skryby"! Bać się czy nie bać?

Pierwszy czytelnik skończył czytać Pijanego skrybę i na stronie pewnej grupy pisarskiej podzielił się swoimi wrażeniami.

Ja mogę mu tylko podziękować i być z siebie dumna. 

Dzięki, Rhino Cerus!

Jeśli nie przekona was recenzja autorstwa Rhino, już nic was nie przekona ;-)

Świt ebooków
Plakat reklamowy w szóstym numerze "Świtu ebooków"
 „PIJANY SKRYBA” PRZECZYTANY: O intrydze i przedstawionej historii nic wam nie opowiem, zapomnijcie! Ale jedno jest dla mnie pewne: powrócił Edmund Niziurski w piękniejszej, kobiecej wersji i osobie Kasi Kowalewskiej! Wiem, nie macie pojęcia kim był Edmund Niziurski. W skrócie: jeden z najpopularniejszych pisarzy mojego pokolenia, twórca poczytnych książek dla dorosłych i młodzieży, cechujących się charakterystycznym, nieco absurdalnym humorem słownym, a takie książki, jak: „Księga urwisów”, „Sposób na Alcybiadesa”, „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa”, „Klub włóczykijów”, czy „Siódme wtajemniczenie” znane były wszystkim.
Świadomie, czy nieświadomie, Kasia poszła tą drogą, co jest bardzo trudnym wyzwaniem. I zdała świetnie egzamin! Powieść czyta się lekko, historia wciąga, ale nie to świadczy o sile tekstu Kasi. Humor, humor i jeszcze raz humor! Ta książka to gejzer humoru, ironicznego, sarkastycznego, ciągle obecnego i inteligentnego. Kasia stworzyła postać Maćka, niepoukładanego trzydziestolatka nie mającego pomysłu na siebie, który zostaje wciągnięty w wir zdarzeń, których nie ogarnia. Ale Maciek nie ma wyjścia, musi brnąć i zderzać się ciągle z sytuacjami daleko przekraczającymi jego skromne możliwości pojmowania, a mającymi swoje korzenie w tajemnicach rodzinnych z przeszłości.
Tworząc tę postać Kasia dokonała dużej sztuki: stworzyła supersympatycznego antybohatera, człowieka mającego właściwie same słabości, ale zdającego sobie z tego sprawę, desperacko walczącego z samym sobą, aby te słabości przełamać i podchodzącego do tej walki z szaleńczą powagą, determinacją i nieustającą nadzieją, że może tym razem się uda. Ale też z pewnym filozoficznym pogodzeniem się z nieuchronną, kolejną klęską. Współczesny Buster Keaton. I jeszcze druga sprawa: Kasia wcieliła się w faceta i ani razu nie wypadła z roli (no, może raz, gdy Maciek spojrzał na pewnego gościa i skonstatował, że ten jest ubrany w kardigan – w tym momencie, jak znam życie, wszyscy panowie sprawdzają w necie, czym jest kardigan, i zapoznają się przy okazji z pewnym epizodem wojen krymskich, a panie sprawdzają, co to były wojny krymskie). Poznajemy jego kolegów, na pierwszy rzut oka odbiegających nieco od ideału przyjaciół, jakich chcielibyśmy mieć. Jednak przy bliższym poznaniu zyskują: nadprzerośnięty mięśniak Mario i jego brat, emo-młodzian Sylwek kontaktujący się z otoczeniem tylko poprzez komputer. Przedstawiona została również Kinga, która poruszyła serce albo jakiś inny organ naszego bohatera, jednak sami zrozumiecie w trakcie lektury, jak trudna będzie ta relacja.
Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie styl i język: proste, komunikatywne, ale na wysokim literackim poziomie. Tą opowieść czyta się bardzo dobrze, język uwypukla humor, tworzy świat taki, jakim widzi go Maciek, czyli pełny zagrożeń i nieprzyjemnych niespodzianek.
Czy mam uwagi krytyczne? Niewiele, bo jest to bardzo dobra opowieść, a humor jest perełką, dla której warto przeczytać tę książkę, aby naładować baterie pozytywnymi fluidami. Ja chyba inaczej rozwiązałbym ostatnią scenę, ale taki sposób zakończenia historii, jaki zastosowała Kasia, też ma swój sens i siłę. Kasia zrobiła to tak, jak zrobiłby pewnie Edmund Niziurski, więc nic już nie mówię.
Kasia jest rasową jajcarą, z niesamowitym poczuciem humoru i wyjątkową umiejętnością wyłapywania naszych dziwactw i absurdów. Kasiu, jestem pod wrażeniem i autentycznie rozbawiony. Z przyjemnością będę sięgał po Twoją książkę, bo gdziekolwiek się ją nie otworzy, można przeczytać fragment i poprawić sobie humor. Na zakończenie ponownie załączę próbkę, bo jednak to jest najlepszy sposób, aby zrozumieć, z kim mamy do czynienia. Scena wizyty w wioskowej knajpie, gdzie większość gości to kibice Widzewa, a nasi bohaterowie są z Warszawy…
„Wypadki potoczyły się błyskawicznie. Po pół godzinie i kilku piwach przy naszym stoliku wylądowali kibice Widzewa. Mili, radośni ludzie, którzy tak jak my lubili wyjść wieczorem na miasto. Zbliżone upodobania pozwoliły przypieczętować naszą przyjaźń. Powiedzieliśmy, że jesteśmy polskimi emigrantami, którzy na chwilę przyjechali z Australii, oraz że lubimy krykieta. Nie był to idealny wybór dyscypliny, bowiem młodzieńcy nieśmiało dopytywali się o naszą orientację seksualną, zwłaszcza Sylwester nie budził ich zaufania. Do grona podejrzanych dołączył następnie Mario, po tym jak zdjął bluzę i obnażył ramię. Niestety, musieliśmy się legitymować znajomością krykieta, słów cofnąć się nie da, ani czasu wrócić. (…) Jednak (kibice) nie budzili mojego zaufania, więc postanowiłem mieć na nich baczenie. Niestety, trwało to krótko, bowiem dobiegł końca okres mojej trzeźwości, resztę wypadków streścił mi potem Mario. (…) Po jakimś czasie zacząłem zjeżdżać z siedzenia pod stół, ilekroć odstawiłem kufel i nie miałem się czego przytrzymać. Szkło to niestabilna podpora. Gdy za jego pomocą próbowałem utrzymać równowagę, przewracało się, a ja wraz z nim. Znikąd ratunku, więc lądowałem pod krzesłem, co spotykało się z dezaprobatą klienteli baru. Nie rozumiem, przecież nie zaglądałem im do talerza albo, co gorsza, nie usiłowałem wyjeść frytek. Pomimo nagannej postawy koledzy stali za mną murem.
- Tylko wy jesteście prawdziwymi przyjaciółmi i wróble – lamentowałem.
Mario zapytał jednego z dwudziestolatków, w jakim celu przyszli do baru. Nie wiem, którego pytał, bo zlewali mi się w jedną masę. Ciekawe zagadnienie, za które pochwaliłem Mario post factum, byłem bowiem zdania, że przeciwnicy integracji nie powinni się pchać do lokalu w państwie członkowskim Unii Europejskiej.”
Czy muszę dodawać, że mimo szczerych chęci naszym bohaterom nie udało się wyjść z tego baru bez szwanku..?

Jeszcze raz serdecznie dziękuję, Rhino. Maciek przyłącza się do podziękowań. Teraz zajęty jest remontem, a jak mu to wszystko pójdzie, cóż... chyba muszę napisać część drugą!

25 listopada 2014

Dziś premiera!

Oł jeee!!!

Pijany skryba już od kilku godzin jest do kupienia na stronie wydawnictwa RW2010! Premiera na stronie głównej! Zresztą, sami kliknijcie tutaj.

Za kilka dni powieść pojawi się też na wszelkich portalach, za pomocą których można kupować ebooki, typu merlin, gandalf, empik, publio... Okazji do zakupu prezentu gwiazdkowego będzie wiele ;-)

Kupujcie, propagujcie! To już się zaczęło. Kochani piszący przyjaciele urządzili mi na Facebooku niesamowitą promocję. Sprzedaż leci do góry! Same miłe wiadomości. Dzięki, kochani :-)))

Pojawiły się prośby o autografy ;-) Wiem, że ebook dosyć ciężko podpisać, ale znalazłam rozwiązanie. Kiedy już kupisz książkę, napisz do mnie, podaj e-mail, a wyślę Ci okładkę z autografem, a może nawet ze specjalną dedykacją ;-)

Uwaga, procedura kupowania książki przez stronę wydawnictwa jest oryginalna, ale dla chcącego nie ma nic trudnego. Aby ubiec wszelkie wątpliwości, oto instrukcja robienia zakupów.

Pamiętajcie, że po zarejestrowaniu się na stronie, trzeba najpierw doładować konto, inaczej mówiąc "kupić złotówki". Klikacie "doładuj konto", a strona w prosty sposób przekieruje Was do przelewu internetowego. Na Pijanego skrybę potrzebujecie 10 PLN. Po doładowaniu konta, po prostu pobieracie plik w interesującym Was formacie.

Pojawił się temat wieczoru autorskiego. Będę go niebawem omawiać, więc czekajcie cierpliwie. No i przyjdźcie! Żebym nie musiała ściągać żuli z ulicy, żeby robili mi klakę ;-)

Mam też zaproszenie do wywiadziku. Tak że niebawem więcej zakulisowych informacji o Pijanym skrybie, moim pisaniu, motywacji, chwilach zwątpienia, idealnym czytelniku, itd. itp. Będzie ciekawie. Dam znać, kiedy i gdzie ukaże się wywiad.

Dzięki, że byliście ze mną! A teraz zapraszam do czytania i komentowania. 

Dajcie znać, czy chcielibyście darmowe demo. Podeślę na maila.

Wpadajcie tutaj, wpadajcie na stronę powieści i moją stronę autorską na FB

21 listopada 2014

English with Kindle

Stare dobre Penguin Books. Przypomniałam sobie o nich podczas pakowania pudeł z książkami.

Te czasy, gdy uczyliśmy się angielskiego i byliśmy bardzo ambitni. Gdy nie zaspokajały nas podręczniki (jak English is fun, który nie zachęcał nawet okładką) ani dodatkowe ćwiczenia.

Zapisywaliśmy się do biblioteki British Council, płacąc horrendalny, jak na tamte czasy, abonament. Albo oszczędzaliśmy na własne egzemplarze Penguin Classics.

Moja klasyka Penguina faktycznie jest teraz stara, ale nie powiedziałabym, że dobra. Jeśli już użyć w odniesieniu do niej tego przymiotnika, to raczej jest "dobra do odstraszenia od nauki angielskiego i czytania w ogóle". To książki wydane na papierze toaletowym, których czcionka wymaga użycia lupy, a interlinia ma szerokość w granicach błędu statystycznego. I ten niesamowicie klejony grzbiet, który pozwala na otwarcie książki tylko w jednej trzeciej.

Dziś nauka angielskiego poprzez czytanie to żaden problem. Dziś mamy Kindle.

Kindle paperwhite
Zacznijmy od tego, za pomocą urządzenia możemy kupić dowolną książkę dowolnego autora już w dniu premiery. I przeczytać ją, zanim jakiekolwiek polskie wydawnictwo zdecyduje się na tłumaczenie.

Ale to jeszcze nic.

20 listopada 2014

Oficjalna data premiery!

Stało się. Choć kruche ego wolałoby odwlekać tę chwilę jak najdłużej, choć obawa przed tym, jak książka zostanie przyjęta, czy ktokolwiek ją kupi, czy komukolwiek się spodoba, czy znajomi nie będą starali się być przesadnie mili, data premiery Pijanego skryby już została ustalona.

Kowalewska
Autor okładki: Maciej Kaźmierczak
Jest to najbliższy wtorek, 25 listopada 2014 r. Zapamiętam tę datę do końca życia. Pewnie nawet lepiej niż datę własnego ślubu, którą to od czasu do czasu muszę podglądać na obrączce. Z tym grawerem to był jednak dobry pomysł.

Mam nadzieję, że Was nie rozczaruję. Jeśli liczycie na rozrywkę, humor, przygodę, bohaterów z krwi i kości, szybką akcję, postaram się dostarczyć Wam właśnie tego. Jeśli wolicie się bawić, zamiast pochylić nisko nad przełomowym dziełem, prawdopodobnie traficie pod właściwy adres.

Lubię tę książkę, lubię moich bohaterów, lubię rozrywkę. Nigdy nie kreowałam się na kogoś, kim nie jestem i nikomu nie będę wciskać kitu, że moją twórczością planuję zdobyć nagrodę literacką. Pisanie po prostu sprawia mi przyjemność, a bawienie ludzi jeszcze większą. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie, że się ze mną pośmiejecie.

Mój bohater ma na imię Maciek. Jest facetem łączącym w sobie cechy różnych postaci, które lubię. Ba! Posiada nawet kilka moich cech charakteru (które lubię lub nie ;-) ).

Co jeszcze?

Bycie Maćkiem to łatwizna. Wystarczy żyć ze spadku, mieć dobrze zbudowanego kumpla, wracać do domu nad ranem i podrywać dziewczyny o dziwnym głosie. Aha, i wypiąć się na rodzinę. Lecz gdzieś w środku imprezy, gdzieś między Brzeską a Targową, ktoś robi Maćkowi kuku, ktoś okrada mieszkanie, ktoś zostawia mu list. A to dopiero początek kłopotów.
Wyjście z tarapatów ma zapewnić makieta, latynoska córka polskiego Amerykanina i podróż do przeszłości. Kto wygra bitwę na kury? Co skrywa pudełko od przekupki ze Zgierza? Co łączy punk rocka z wojskiem polskim? Kim jest człowiek w gumofilcach? Jak klątwa voodoo działa na odległość? Co można ukryć w męskich spodniach?
Na te i inne pytania odpowie Maciek i jego ekipa komorników. 

 Gorąco zapraszam do świata Maćka już w najbliższy wtorek!

19 listopada 2014

Honor kryminału uratowany

Trzeciego listopada umieściłam na blogu apel Czytacze na pomoc. Pojawiło się sporo obiecujących propozycji książkowych.

Jedną z nich był Czarny dom Petera Maya, który właśnie skończyłam czytać.

Znacie moje zdanie na temat kryminałów. Nie przepadam za nimi. Ich suchość i schematyczność sprawia, że z mam ochotę przerzucić się na Norę Roberts. Na szczęście Czarny dom przełamał złą passę. Spodobał mi się i z przyjemnością go polecam.

Akcja rozgrywa się na szkockiej wyspie i jest to jedna z zalet powieści. Autor doskonale poradził sobie z opisaniem wyspiarskiego klimatu, charakterystycznych cech społeczności, podejścia do religii, moralności, problemów w szkole, z rodzicami, rozrywek, sposobu załatwiania spraw. Opisał również pewien ważny dla mieszkańców miasteczka rytuał, o którym nie będę opowiadać. Sami przeczytacie.

Opowieść prowadzona jest dwutorowo. Z jednej strony policjant Fin, który dawno przeprowadził się na ląd, wraca na rodzinną wyspę, by rozwikłać zagadkę morderstwa, jak się wydaje, powiązanego z innym, w sprawie którego prowadził śledztwo. Fin spotyka się ze znajomymi z dzieciństwa i obserwuje, jakie zmiany zaszły w miasteczku i ludziach, których kiedyś znał.

Równolegle Fin prowadzi pierwszoosobową opowieść o swoim dzieciństwie na wyspie. Czytelnik ma okazję poznać i porównać jego przyjaciół sprzed lat z tym, jak wyglądają i zachowują się obecnie. Poznają też szereg sytuacji, w jakich znalazł się Fin i jakie doprowadziły go do punktu, w którym jest obecnie. Jego historia nie jest różowa.

Warto przeczytać tę książkę z wielu względów. Nie tylko dla świetnego opisu wyspiarskiej społeczności, dla wielotorowej, wciągającej, stopniowo rozwijanej opowieści, pełnej zwrotów akcji, trudnych momentów i dylematów, ale i choćby dla płynnego warsztatu autora, dzięki któremu czujemy zapach wody, bryzy, słyszymy krzyk ptaków, wyobrażamy sobie zmurszałe od deszczu deski, kobiety ze zniszczonymi włosami i sprawiających problemy nastolatków.A najbardziej dla zaskakującej końcówki. Kilkakrotnie!

Takie kryminały mogę czytać i chętnie sięgnę po drugi tom trylogii. Dzięki, Jaśku ;-)

Uwaga: powieść tę czytałam w oryginale, więc nie wypowiadam się na temat polskiego tłumaczenia. Z reguły jednak nasi tłumacze wykonują kawał świetnej roboty, więc nie mam żadnych obaw.

Czytaliście Czarny dom Maya? Podobał wam się?

15 listopada 2014

Don't try this at home ;-)

Dziś będzie lekko. W końcu jest sobota.

Jak zauważyliście, często wstawiam śmieszne filmy z psami. Dlaczego? Bo psy lubię najbardziej, traktuję je jak pełnoprawnych domowników, kontakt z nimi stanowi dla mnie niewyczerpalne źródło radości.

I wiecie co? Osobiście miałam do czynienia z jednym takim zabawnym koleżką. Wystarczyło spojrzenie w jego błękitne, rekinie ślepia, że przeszedł łapami po moim brzuchu, wspomnienie jak spacerował po krawężniku, jak rozciął mi usta, okazując radość ze spotkania, a poziom moich hormonów szczęścia wykraczał poza skalę.

Jedno z moich ulubionych zdjęć tego koleżki nosi tytuł "don't try this at home".


Już wiecie dlaczego? Dodam, że obyło się bez kontuzji karku ;-)

12 listopada 2014

Wielki finał!

Dziś wielki finał! Za nieco ponad godzinę zamykamy pierwszy etap naszego eksperymentalnego projektu literackiego Wykup Słowo.

Świętowałyśmy już, gdy udało nam się zebrać 100% kwoty. W tej chwili, aż trudno uwierzyć, mamy 113%. Przekraczające budżet środki zostaną dobrze zagospodarowane. Pozwolą nam na szerzej zakrojoną promocję antologii.

Jeden z gadżetów do wygrania

O godzinie 18:00 oficjalnie przejdziemy do drugiego etapu, czyli pisania opowiadań do antologii "Autostop(y) - dziesięć opowiadań o wolności". Będzie to równie wspaniały etap. Poprzedni i nowy obfitują we wzloty i upadki, chwile radości, zaskoczenia i nerwówki. 

Jedna z Autostopowiczek, Zuza Muszyńska, postanowiła opisać 55 dni z życia projektu Wykup Słowo w swoim niepowtarzalnym stylu. Jest i śmiesznie, i nostalgicznie. Polecam notkę na jej blogu Jak zostałam autostop(owiczką)

Nie potrafiłabym tego lepiej opisać ;-)


10 listopada 2014

Doniesienia z 1984

Dawno, dawno temu, wracając z pracy do domu, mijałam stoisko z używanymi książkami. Że obok takich kramów nie potrafię przejść obojętnie, zajrzałam do pudeł.

Najpierw przetarłam oczy ze zdumienia, a potem upewniłam się, że to prawda. Połowę oferty, z pięć wypchanych po brzegi pudeł, stanowiła stara Sci-Fi.

Do domu wróciłam z godzinnym opóźnieniem, po opróżnieniu pobliskiego bankomatu (jak dobrze, że tam był), z niedopiętą torebką i dodatkową reklamówką w ręku. Miałam trochę miejsca na regale, więc moja półka z Sci-Fi urosła tego dnia do popisowych rozmiarów.


Lubię starą SF, ponieważ... jest urocza. Zwłaszcza napisane trzydzieści, pięćdziesiąt i więcej lat temu powieści, które opisują życie ludzkości setki lat po nas. Wyobraźnia autorów opierała się na wydarzeniach i osiągnięciach tamtych czasów. Starali się oni, by przedstawione światy i sytuacje wyglądały futurystycznie. W rezultacie dzisiejszy czytelnik uwielbia stare powieści fantastyczno-naukowe nie tylko dla rozgrywających się w nich wydarzeń, burzliwych losów bohaterów, ale i np. dla sytuacji i wynalazków w nich opisywanych, które są po prostu uroczo zabawne.

3 listopada 2014

Czytacze na pomoc!

Mam od jakiegoś czasu problem. Nie wciąga mnie większość książek, które próbuję czytać. Odkąd przyjęłam zasadę nieczytania na siłę, zrobiło się jeszcze gorzej. Porzucam je po 50 stronach, po rozdziale, ba! po kilku kartkach!

Co gorsza, to książki z polecenia. W większości z polecenia osób, które bezbłędnie trafiają w mój gust.

Dlaczego więc smutny los odrzucenia spotkał tylu autorów?

Ake Edwardson - kolejna nieudana próba zbratania się z kryminałami. Wydał mi się zbyt suchy.
Patricia Cornwell - i znów, ale jakiś dziwny początek.
Wiesław Myśliwski "Traktat o łuskaniu fasoli" - ale cssso? Żheee mi sjeee pszysnęłoo?
Anne Bronte "Lokatorka Wildfell Hall" - próba powrotu do klasyki. Krzyczałam z przerażenia, przedzierając się przez chaszcze kwiecistej mowy.
Graeme Simsion "Projekt Rosie" - fajne... przefajnowane.
Jonathan Safran Foer "Strasznie głośno, niesamowicie blisko" - artystyczna proza. Nie rozumiem sztuki.
John Grisham "Bractwo" - próba powrotu do normalności. Dlaczego przerzucałam kartki rozdziałów, które dotyczyły więziennych rozpraw?



Teraz prośba do was. Naprawdę wielka prośba. Mam sporo czasu na czytanie, a coraz mniej książek do wyboru. 

Pomóżcie! Polećcie książki, które wywołały u was efekt "łał", bo nie mam nawet o czym pisać recenzji.

2 listopada 2014

Fajny bajer

Obiło ci się o uszy wyrażenie "fajny bajer"? Jeśli znasz mnie osobiście, to pewnie tak.

Fajnym bajerem nazywa to, co wygląda szpanersko, ale interesuje mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg. Na zastosowanie takiego bajeru u siebie szanse widzę zerowe.

Dzięki portalowi booklips.pl miałam okazję przeczytać artykuł na temat nowego, prototypowego narzędzia pisarskiego Hemingwrite. Oto link to artykułu

Urządzenie wygląda tak (w jednej z wersji kolorystycznych):

źródło: Hemingwrite
Prawda, że szpanerskie? Pomyśleć tylko o lansie w Starbucksie.

Zanim przejdę do konkretów, tylko jedno metafizyczne pytanie: czy przedrostek "Heming" jest przypadkowy, czy ma docelowo zwiększyć grupę odbiorców?

A teraz konkrety: 

28 października 2014

Zdążyć przed katastrofą budowlaną

Mieszkasz w kawalerce i pochłaniasz książki chochlą? Nie potrafisz minąć księgarni, nie wchodząc do środka? Tak tylko, pogapić się, powąchać, dotknąć. A następnie wynosisz minimum trzy nowe zdobycze. A potem zabierasz je do domu i... tak, jesteś o włos od katastrofy budowlanej.

Książki sypią ci się na głowę. Na regałach poustawiane są w dwóch rzędach, u góry, z boku i jako podpierające regał filary (zbyteczne). Ustawiasz wieżyczki na podłodze. Już dawno nie widziałeś dywanu. Wczoraj potknąłeś się o Grishama. Dziś nie możesz znaleźć ostatniego Kinga. A przecież gdzieś tu był. Gdzieś między Shafak i Gretkowską. A może chował się za Hemingwayem?

Partner grozi ci eksmisją. Grozi paleniem książek na stosie. "One są wszędzie! Weź coś z tym zrób!!!" A ty rozkładasz bezradnie ręce, bo niby co masz zrobić, skoro lubisz czytać? Biblioteki, owszem, są fajne, ale nie mają na składzie nowości.

Nie załamuj się. Mam dla ciebie rozwiązanie. Z chwilą, gdy znalazłam się w twoim położeniu, uruchomiłam kilka szarych komórek i oto w moim przedpokoju, tuż pod sufitem znalazły się dodatkowe półki. A teraz przejdź się po mieszkaniu i pomyśl, ile takich pięter mógłbyś zainstalować w swoim przedpokoju? I salonie, kuchni, sypialni...


To jak? Do roboty? Znam świetnego fachowca, który potrafi takie półki zrobić i zamontować. Tak, wiem, miałam ułatwione ;-)))

22 października 2014

Bez magicznego napoju

Elif Shafak napisała w Czarnym mleku:

W przeciwieństwie do Alicji z Krainy Czarów nie muszę pić magicznego napoju ani kurczyć się do rozmiaru kciuka, by znaleźć się w innym wymiarze, bo to nie moje ciało, lecz jaźń udaje się w tę podróż.

 Pijany skryba

Choć w książce fragment dotyczy czegoś innego, dla mnie to idealny opis pisarskiej wyobraźni. Ta myśl będzie mi dziś towarzyszyć podczas pisania opowiadania specjalnego do antologii "Autostop(y)". Mam już cztery strony. Moja bohaterka znalazła się w trudnym położeniu, wyjątkowy narrator komentuje jej losy, dwie sprytne i dosyć wkurzające postacie próbują wcisnąć swoje trzy grosze. Ciekawa jestem, co będzie dalej.

Wielkimi krokami zbliża się też premiera Pijanego skryby. Chyba wiem, czym obdaruję rodzinę na Gwiazdkę ;-)

17 października 2014

Co zdarzyło się w wannie?

Co jest pasją Katji Tomczyk? Dlaczego Hanka Mody czasem nie może spać? Kim zostanie Kasia, kiedy dorośnie? Na te i inne pytania ja, Hanka Mody i Katja - pomysłodawczyni projektu Wykup słowo odpowiedziałyśmy wczoraj na antenie radiowej Czwórki.



W reportażu na temat naszego projektu redaktor Olga Mickiewicz stwierdziła:

Postanowiły wspólnie wydać antologię opowiadań, których motywem przewodnim jest wolność. Tylko jak to zrobić, nie mając pieniędzy ani znajomości w świecie literatury?

Skorzystałyśmy z portalu crowdfundingowego polakpotrafi.pl 

Zebrałyśmy już 85% potrzebnej kwoty, a ledwo co przekroczyłyśmy półmetek akcji.

Reportaż w Czwórce zatytułowany Każdy może kupić słowo, nie tylko zdradza szczegóły projektu, ale i mówi o nas samych. O Gabrysi urodzonej w czepku, o Zuzie nomadce, o Magdzie, która pisze, bo nie jest tchórzem, o Klaudii, którą pisanie uszczęśliwia. 

Z rozmowy dowiecie się, dlaczego Hanka nie może powiedzieć "nie", dlaczego Katja wróciła po latach do pisania, co jest dla mnie największą przyjemnością.

Każdy może kupić słowo, czyli od marzeń o świetnej figurze do antologii!

Link do nagrania znajduje się tutaj

Zachęcam do poznania trzech autorek, które z entuzjazmem opowiadają o swoim przedsięwzięciu. 

Bo jak powiedziała Katja: słuchaj, skoro one mogły, to ja też mogę!

15 października 2014

Przyjemność poprawiania

Nanoszenie poprawek przed rozesłaniem powieści do wydawnictw to nieszczególnie radosna czynność. Okazuje się, że tekst kuleje, i to na obie nogi. I najlepiej byłoby go napisać od nowa. Skreślanie i przestawianie fragmentów wykańcza nawet najwytrwalszych.

Już nie bawisz się razem z bohaterami. Teraz zauważasz, że na stronie siedemdziesiątej zrobili coś, co zupełnie do nich nie pasuje, a na sto trzeciej znaleźli się w niewłaściwym miejscu i czasie, w dodatku ich włosy samoistnie zmieniły kolor. Co gorsza, tekst roi się od błędów, na widok których twoja babcia upuściłaby gar z kapuśniakiem.

Dwa lata temu, gdy powstawał Pijany skryba, wpadłam na pomysł, jak uprzyjemnić sobie proces poprawiania powieści.

Zabrałam wydruk na wakacje :-)

poprawianie tekstu

Ciepły piasek, leżak, szum fal, chłodzący drink pod ręką i nawet kreślenie tekstu stało się przyjemne.
Jak radzisz sobie z ostatnim etapem tworzenia? Masz własne patenty?

9 października 2014

Historia kilku listów

W dzieciństwie co roku jeździłam na kolonie. Pochodzę z małej miejscowości, więc prosiłam tatę, żeby zapisywał mnie na kolonie w największych miastach, jakie znalazł na liście. Pragnęłam poznać wielki świat. Cieszyłam się, kiedy wracał z pracy i mówił:

- W tym roku jedziesz do Warszawy.

...albo do Zamościa, do Pruszcza Gdańskiego.

Pierwsze kolonie spędziłam w Poznaniu. Byłam małomówna, ani trochę przebojowa, nie przyciągałam najpopularniejszych koleżanek, nie zakochiwali się we mnie najładniejsi chłopcy. Za to poznałam K.


K. była dziewczyną ciepłą, sympatyczną, przyjazną i otwartą. Taka cicha smarkula jak ja czuła się przy niej bezpiecznie. Oczywiście K. nadal taka jest. (I być może nawet czyta ten wpis ;-) )

K. mieszkała na odległym krańcu Polski. Po dwóch tygodniach rozjechałyśmy się każda w swoją stronę. 

6 października 2014

Wynik głosowania na okładkę!

Jury I, tj. Wydawca i Autorka (zaraz, zaraz, przecież chodzi o mnie :-) ) - Kasia, przy pomocy Jury II, czyli czytelników i facebookowych przyjaciół, zdecydowało, że zwycięzcą konkursu na okładkę jest Maciej Kaźmierczak i jego "okładka z kurą".

Maciej Kaźnierczak

Czy wybór był trudny? Czy wynik jest zaskakujący? Nie. Ta okładka jest doskonała w każdym calu.

Przytoczę to, co napisałam na stronie Pijanego skryby:

Czuję, jakby Maciej znał mnie od piaskownicy. Idealnie wstrzelił się w mój sposób myślenia. Zachwyciłam się kurą z wytrzeszczonym okiem, trampkami, czcionką, kolorystyką! Wszystkim! Gdybym nie wiedziała, o czym jest książka, wykupiłabym cały nakład i wytapetowała sobie okładkami pokój:-)

A nawet jeśli nie, to wydrukuję na ładnym papierze i powieszę w ramce na ścianie. Okładka jest cudowna.

Sądząc po druzgocącej liczbie głosów oddanych na projekt Macieja, też nie macie co do tego wątpliwości.  


Wiem, że waszym zainteresowaniem cieszyły się również inne propozycje. W tym miejscu serdecznie dziękuję pozostałym autorom projektów. Wasze okładki też są świetne, ale tylko Maciej zajrzał w głąb mnie. Nie zna mnie, nie widział mnie na oczy, a jednak na podstawie mglistych wskazówek, własnej interpretacji i wyobraźni zaproponował coś, na widok czego mogłam powiedzieć "przecież to o mnie!". 

Dziękuję wszystkim za pomoc w głosowaniu, za pracę włożoną projekty, gratuluję Maciejowi i przerzucam siły na dalszą pracę nad książką. 

Do przeczytania w tym roku!

Ps. Można się jeszcze zastanowić nad pewnymi zbiegami okoliczności. Otóż mój główny bohater ma przecież na imię Maciej. W dodatku w dzieciństwie, w rodzinnej miejscowości, której wiele cech możecie odnaleźć w powieści, miałam kiedyś kumpla. Nazywał się Maciej Kaźmierczak. Czy to cokolwiek znaczy? Nie wiem. W każdym razie pozdrawiam wszystkich trzech Maćków ;-)

3 października 2014

Jak pies do jeża. Tylko po co?

Dostajemy wiadomość, że przyszła do nas paczka. Idziemy na pocztę, odebrać. Jest zapakowana w bezpłciowy papier, który niewiele mówi o zawartości. Oglądamy ją z każdej strony i... odstawiamy na półkę.

Leży tak kilka godzin, dzień, może nawet dwa. Dlaczego? Bo na przykład z chwilą otwarcia paczki zakończy się okres radosnego oczekiwania, bo dowiemy się, co jest w środku i zawartość może nas rozczarować, bo wyczekiwany przedmiot zmieni się w element szarej codzienności albo, dlatego że czeka nas masa roboty. Ponieważ dorabiamy sobie na boku, klejąc koperty albo składając długopisy, a w paczce znajduje się nowa dostawa materiałów ;-)

Źródło: New Old Stock
Przedwczoraj dostałam moją powieść z poprawkami redakcyjnymi. Wolę się nie przyznawać, ile godzin zajęło mi otwarcie maila z załącznikiem, choć laptop działał bez przerwy, a skrzynkę na gmailu mam wiecznie otwartą. Wolę nie mówić, ile ważnych spraw musiałam załatwić, łącznie z ukochanym praniem i zmiataniem podłogi. 

Dlaczego zwlekałam? 

2 października 2014

Pomóż mi wybrać okładkę

Zakończył się konkurs na okładkę powieści Pijany skryba

Czas na głosowanie.

Ja mam już swoje typy, ale chciałabym cię prosić, byś pomógł/pomogła mi dokonać jak najlepszego wyboru. To ja i Wydawnictwo podejmiemy ostateczną decyzję, ale liczą się dla nas opinie osób, które będą potem czytać moją powieść.

Poniżej prezentuję okładki, które przeszły do ścisłego finału. Kolejność pokrywa się z kolejnością, w jakiej do nas docierały.

Piszcie w komentarzach, którą byście wybrali i dlaczego. Pamiętajcie o tym, że komentujecie okładkę, a nie autora (który i tak na razie pozostanie anonimowy). Pamiętajcie, by nie urazić niczyich uczuć.

Głosowanie trwa do poniedziałku. Ciekawe, która z propozycji ozdobi moją powieść :-)

A teraz do dzieła!

1. Okładka z kurą

2. Okładka z psem

3. Okładka z kopniakiem

4. Okładka czarno-biała