26 lutego 2016

Z kim walczy Karl Ove

W najnowszym numerze Kwartalnika UPRP można przeczytać mój artykuł zatytułowany "Z kim walczy Karl Ove" na temat autobiografii Karla Ove Knausgarda Moja walka.



Pisałam go świeżo po lekturze trzeciego tomu. Dowiecie się między innymi, jak everyman staje się bohaterem bestsellera, jak działa wewnętrzny krytyk, co usłyszała żona Knausgarda i jeszcze więcej.

Cały artykuł można przeczytać np. w wersji PDF tutaj  (str. 163-165).

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

24 lutego 2016

Obgryzanie kanapy

Liz Gilbert to autorka bestsellera Jedz, módl się, kochaj, ale i pisarka/ kobieta, którą bardzo podziwiam. Jej wystąpienie w ramach konferencji TED uważam za wyjątkowo inspirujące. Myślę, że każdy, kto tworzy i miewa kryzysy twórcze powinien choć raz go posłuchać (a nawet zawsze w chwilach zwątpienia pt. "ja się do tego nie nadaję"). Pisarka odmitologizowuje obraz cierpiącego twórczego geniusza.

Wystąpienie Gilbert okazało się takim sukcesem, że w ubiegłym roku, nakładem wydawnictwa Rebis, ukazało się polskie tłumaczenie jej najnowszego utworu Wielka magia. Z rozmysłem piszę "utworu", ponieważ nie jest to powieść. Tekst nie jest również poradnikiem pisarskim (całe szczęście, bo tych mamy już bez liku), ale niejako rozwinięciem tego, co autorka powiedziała w czasie wystąpienia. Gilbert wyjaśnia, dlaczego pisze i dlaczego uważa, że działalność twórcza jest spoko.

(…) każdy z nas musi znaleźć sobie w życiu do robienia coś, co go powstrzyma przed obgryzaniem kanapy. Może się to stać naszym zawodem lub nie, ale musi to być zajęcie, które pozwoli nam się oderwać od przyziemnych obowiązków i wyrwie nas choćby na chwilę ze stałych i ograniczających ról w społeczeństwie.
 
Ponieważ od miesięcy żalę się, jeśli nie tu na blogu, to wszystkim dookoła, którzy jeszcze mnie znoszą, że zacięło mi się pióro, chciałabym wam opowiedzieć historią, którą wyczytałam w Wielkiej magii. Jeśli zdecydujecie się przeczytać książkę i wyłapiecie nieścisłości, wybaczcie - referuję z głowy.

Otóż Liz Gilbert ma kolegę dramatopisarza. Mężczyzna napisał sztukę, która okazała się wielką klapą. Krytyka nie pozostawiła na nim suchej nitki. Facet się załamał. Usiadł na ganku i koniec. Po autorze. Może, jak już wróci do świata żywych, zajmie się murarką albo księgowością?

Pewnego dnia podeszły jego dwie córki i poprosiły, żeby im pomalował rowery. Facet wziął się do pracy. Pomalował ramy na czerwono. Potem inny element w biało-czerwoną spiralę. Na koniec wziął się za upiększanie rowerów małymi kolorowymi gwiazdkami.

Nie musiał długo czekać, a pod jego gankiem pojawiła się koleżanka córek. Oczywiście też chciała kolorowy rower. Jak zachował się bohater opowieści? Chwycił pędzel i zrobił, o co prosiła. Za parę dni przyszła kolejna koleżanka. I tak dalej. Mężczyzna przyjmował zlecenia i cierpliwie dekorował rowery dziewczynek tak pięknie, jak tylko potrafił.

Minęło kilka tygodni, aż zauważył, że blokada twórcza puściła. Kierując swoją kreatywną energię na coś innego, prostego, pozbył się myśli o porażce, zdjął z siebie presję, oczyścił umysł i otworzył go na powrót do pisania.

Po przeczytaniu tej historii pomyślałam o maszynie do szycia, którą kupiłam w zeszłym roku i na której w ostatnich miesiącach uszyłam kilka woreczków, wykonałam parę poprawek, a teraz zbieram się do uszycia poszewek i nowego etui na czytnik. Poza tym zintensyfikowałam treningi badmintona (co akurat zakończyło się kontuzją kręgosłupa, ale kto by się przejmował takimi szczegółami ;-)) i sprawiało mi to wielką frajdę (i nadal sprawia, już po powrocie ze zwolnienia ;-)).

Rozumiecie, co mam na myśli? Też przez to przechodzicie?

Zobaczcie, co pisze Gilbert w Wielkiej Magii:

Każdy ruch pomaga przezwyciężyć niemoc twórczą, bo ruch zawsze przyciąga natchnienie. Powymachuj rękami. Stwórz coś. Zrób coś. Zrób cokolwiek.

A jeśli przypadkiem kiedyś natknie się na ciebie wielkość, niech cię przyłapie na ciężkiej pracy.

:-))) 

W piątek zaczęłam pisać opowiadanie. Może będzie fajne, ale nie chcę zapeszyć.

Pozdrawiam każdego, kto cierpi męki twórcze! Wycziluj ;-)

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska


4 lutego 2016

Zapoznaj się z treścią ulotki



            Wybierając się na wystawę fotografii wykonanych w odległym kraju, o którym wiem niewiele, najbardziej liczę na zdjęcia przedstawiające ludzi przy pracy, wykonujących codzienne zadania, bawiących się, odpoczywających w domu. Fotografie to tak naprawdę jedyny sposób, żeby poznać ludzi, którym nigdy nie uścisnę dłoni.

            Warszawskie Muzeum Azji i Pacyfiku po raz pierwszy odwiedziłam z okazji wystawy „Metamorfozy powojennej Japonii 1945-1964”. Byłam pod ogromnym wrażeniem tej kolekcji. Stanowiła niepowtarzalną sposobność dowiedzenia się czegoś o Japonii zupełnie innej niż teraz: zdewastowanej, podnoszącej się z gruzów, na wsi, w mieście, z daleka i z bliska. Wchodziłam do obcych mieszkań, przyglądałam się ludzkim dramatom, by na kolejnym etapie odnaleźć więcej uśmiechów – najpierw nieśmiałych, potem szerokich – na twarzach coraz bardziej wyprostowanych ludzi.
            Dlatego z wielkimi nadziejami wybrałam się na wystawę zatytułowaną „Imperium Kirgiza. Od Kirgistanu do Tadżykistanu”. Ciekawiło mnie, jak wygląda życie ludzi tego niewielkiego kraju, niemal całkowicie górzystego, gdzie zima trwa od października do maja. Powinnam jednak była najpierw zapoznać się z ulotką.
           
            Autorka fotografii – Magdalena Borowiec – o imperium Kirgiza mówi, że „to niezliczone pasma gór”, „wiatr, chłód i ostry blask słońca”, „wędrówka od pastwiska do pastwiska”. Gdybym wczytała się w opis wystawy, nie byłabym zdziwiona, że większość zaprezentowanych zdjęć skupia się na panoramie, krajobrazie. To zdjęcia, które kojarzą się ze słowami natura, samotność, surowość, asceza. Autorka oddała przedstawiony w opisie temat, ograniczając wybór do mniej więcej 20 fotografii.
            Dwadzieścia obrazów to mało, okrutnie mało. Zbliżenie, detal pojawiają się na wystawie „Imperium Kirgiza” w ilościach śladowych. Mało jest Kirgiza i jego zwyczajów w przepastnym pejzażu Kirgistanu. Moje oczekiwania nie zostały zaspokojone.
           


            Wypatrzyłam jednak dwa zdjęcia, za które autorce dziękuję.
            Na obu znajduje się kobieta. Nie wiem, czy to ta sama, czy dwie różne niewiasty. Pierwszy obraz przykuwa uwagę, krzyczy wręcz, żywą kolorystyką. Czaruje odcieniami czerwieni. Kobieta nie patrzy w obiektyw, dlatego muszę podejść bliżej, aby przyjrzeć się jej twarzy, dowiedzieć się czegoś więcej o osobie, która ukryła przede mną oczy – zwierciadło duszy. Patrzy w dół na coś, co znajduje się poza kadrem. Niekoniecznie jest piękna, ale dzięki perspektywie i światłu zachwyca urodą. Bijący od dołu blask podkreśla jej rysy. Być może światło odbija się od trzymanego w dłoni naczynia albo od wody. Tego nie wiemy. Kobieta kuca. Gotuje? Myje naczynia? Nie wygląda na wyczerpaną. Jest zrelaksowana, skupiona. Jedną rękę opiera na kolanie. Czym się zajmuje? To dla mnie tajemnica. Nic dookoła nie stanowi wystarczającej wskazówki, oprócz tego, że kobieta prawdopodobnie przebywa w pomieszczeniu. W jurcie?
            Na drugim zdjęciu moim oczom ukazuje się kolejna niewiasta. Uwagę przyciąga jednak drugi plan. Kobieta w białej chuście, siedząca przodem do fotografki, za stołem, na którym leży misa z owocami, jest niewyraźna. Ostrość skupiona jest pod ścianą za jej plecami. Stoi tam toaletka z dużym lustrem. Wyraźnie odbija się w nim sylwetka. Widzę starannie związany węzełek chusty, kształtne plecy, kolorowe owoce. Nie mam pojęcia, jak wygląda twarz kobiety, czy jest stara, czy młoda. Kolejna zagadka.
            Moją ulubioną cechą zarówno zdjęć, jak i powieści jest niedopowiedzenie, otwarte zakończenie. Kadry, które opisałam posiadają właśnie tę cechę. Co stoi przed moimi oczami, to jedno. Co poza kadrem, to zupełnie inna historia, którą sama mogę sobie napisać.
            Jeśli miałabym zdecydować, czy polecić wystawę „Imperium Kirgiza”, uprzedziłabym, że nie jest pokaźna, jej obejrzenie zajmuje zaledwie kilka minut i należy nastawić się raczej na panoramę niż detal. Warto jednak odwiedzić ją dla fotografii, które znajdują się na końcu korytarza.
            Uwaga: Muzeum przechodzi obecnie remont, dlatego pozostałe wystawy są zamknięte.

Imperium Kirgiza. Od Kirgistanu do Tadżykistanu
Muzeum Azji i Pacyfiku
10 stycznia – 28 lutego 2016

 Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

1 lutego 2016

Debiut blisko setki



Wojciech Tuszko to honorowy członek Związku Polskich Artystów Fotografików, fotochemik, współtwórca magazynu Fotografia, popularyzator fotografii, tłumacz, twórca haseł encyklopedycznych o fotografii, juror i krytyk. 

 

  

Nie byłoby nic dziwnego w wystawie zdjęć człowieka, który życie zawodowe poświęcił fotografii i zgromadził archiwum liczące kilkadziesiąt tysięcy negatywów, gdyby nie fakt, że w karierze Wojciecha Tuszko jest to pierwsza wystawa, debiut. Na dodatek debiutant ów liczy sobie dziewięćdziesiąt cztery wiosny. 

Zaprezentowanie jego dorobku stało się możliwe dzięki Pracowni Duży Pokój oraz Towarzystwu Inicjatyw Twórczych „ę”. Jednak najważniejszą postacią inicjatywy, oprócz rzecz jasna autora, jest Feliks Tuszko – jego wnuk, kurator wystawy, dzięki któremu kilkudziesięcioletnia kariera dziadka została w tak piękny sposób uhonorowana. 

Wernisaż odbył się 28-go stycznia i zgromadził liczne grono zainteresowanych. Niemal niemożliwe stało się obejrzenie wszystkich zdjęć z bliska, nie mówiąc o dostaniu się do samego artysty, otoczonego przez wianuszek przyjaciół i fotografów. (Pozostawało zgłębienie stykówek przez szkło powiększające ;-))



Wystawa Wojciecha Tuszko to 38 fotografii typowo reportażowych oraz migawek z życia prywatnego, wykonanych w latach 1960-1990. Przyciągają uwagę techniką, perspektywą, tematem oraz emocjami.



W przemowie otwierającej Wojciech Tuszko stwierdził: Nie podoba mi się ta wystawa – czym wywołał gromki śmiech i oklaski. Po pierwsze prezentuje zdjęcia od Sasa do Lasa, a ja wolę, kiedy mają wspólny temat. Poza tym są czarno-białe, a ja robiłem również zdjęcia kolorowe. Autor stwierdził ponadto, że wystawa jest jego debiutem, ponieważ, mimo że przez całe życie fotografią zajmował się zawodowo, nigdy nie wykonywał zdjęć z zamiarem artystycznym. Fotografowałem wyłącznie, żeby wiedzieć, o czym piszę.

Moim zdaniem to bardzo ciekawa wystawa. To zbiór wspomnień Polski kilku ostatnich dekad w ujęciu, jakiego nie znajdziemy w podręcznikach czy gazetach. Mam zamiar wybrać się na nią ponownie, żeby przystanąć, zastanowić się, z dala od typowych dla wernisażu tłumów. Zachęcam gorąco.






Wystawa trwa do 01.03.2016 w Pracowni Duży Pokój (ul. Warecka 4/6, wejście od ul. Kubusia Puchatka).

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska