30 stycznia 2015

Moja wielka trójka powieści postapo

Skompletowałam podium powieści post-apokaliptycznych, a wszystko dzięki przesympatycznej nomadce, która prowadzi tego bloga i obdarowała mnie powieścią, która zamknęła wielką trójkę i o której napomknęłam już tutaj.


Jest to ranking w pełni subiektywny. Książka musiała się tylko mieścić w kategorii powieść o świecie "po", o losach człowieka "po".

Zwycięzcą został Gwiazdozbiór psa Petera Hellera. Zachwycałam się nim już tutaj. Gwiazdozbiór nazywam książką, która zmieniła moje życie, a zwłaszcza styl pisania. Wciąż poszukuję bratniej duszy, która zauważy przekaz tej książki, ile stawia pytań: co dzieje się z człowiekiem w obliczu zarazy, jak radzi sobie w nowej rzeczywistości, jak zmieniają się relacje, jak zmienia się pojmowanie moralności, co robi z człowiekiem żądza przetrwania, czy każdy staje się zły, cyniczny, czy jest nadzieja? 

Na podobne pytania odpowiada zdobywca drugiego miejsca, czyli Droga Cormaca McCarthy'ego. Prozę amerykańskiej legendy poznałam nie tak dawno, ale zamierzam nadrobić stracony czas.

Cechą charakterystyczną obu powieści jest wyjątkowy nastrój. U Hellera pozornie niewiele jest uczić, jednak wszystko dzieje się między wierszami. U McCarthy'ego nastrój jest posępny. Obaj autorzy stosują patent, który na mnie oddziałuje: umieszczenie w smutnej, trudnej rzeczywistości psa (Heller) i dziecka (McCarthy). Obaj zrezygnowali z myślników dialogowych, co w moim odczuciu podkręca nastrój książek. Intryga jest odrealniona, jednak wciąż boleśnie prawdziwa. Czytelnik śledzi akcję, ale i zastanawia się nad tym, jak sam postąpiłby w danej sytuacji. Co ciekawe, zabieg ten nie utrudnia odbioru lektury, wszystko gra jak świetnie nastrojona orkiestra.

Miejsce trzecie to jedyna kobieta w zestawieniu. Mam na myśli Emily St. John Mandel i jej Station eleven - powieść wciągającą od pierwszej strony. Bo kto nie wsiąknie w książkę, która zaczyna się od śmierci aktora na deskach teatru i wybuchu śmiercionośnej epidemii grypy, jak również od cytatu z Czesława Miłosza.Książka ta jest inna, ma kilku głównych bohaterów. Poruszyła mnie, ponieważ kazała się zastanowić nad obecną sytuacją na świecie, która wielu ludzi stawia w obliczu osobistego kataklizmu. Kiedy ułożę w głowie myśli na jej temat, postaram się napisać coś więcej.

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

28 stycznia 2015

"Pijany skryba" oczami innych

Minęły dwa miesiące od publikacji Pijanego skryby i Maciek z ekipą zdążli już zaistnieć w internecie i blogosferze.

Pierwsza recenzja pojawiła się na ścianie facebookowej grupy Jak minął twój pisarski tydzień. Mogliście przeczytać ją tutaj. Autor recenzji porównał moje pisanie do Niziurskiego i to było dla mnie zaskakujące odkrycie. Mhm, czemu nie. Autor recki ucieszył mnie poszukiwaniem w Pijanym skrybie kobiecyzmów, które zdradziłyby mnie jako narratora, który tylko udaje mężczyznę. Raz mu się udało ;-)


Napisał tak:
I jeszcze druga sprawa: Kasia wcieliła się w faceta i ani razu nie wypadła z roli (no, może raz, gdy Maciek spojrzał na pewnego gościa i skonstatował, że ten jest ubrany w kardigan – w tym momencie, jak znam życie, wszyscy panowie sprawdzają w necie, czym jest kardigan, i zapoznają się przy okazji z pewnym epizodem wojen krymskich, a panie sprawdzają, co to były wojny krymskie).

Wiecie, co jest zabawne? Przeczytawszy ten fragment, odwróciłam się do męża i spytałam: "Wiesz, co to jest kardigan?" A on bez chwili zastanowienia: "Taki sweter zapinany z przodu na guziki". Tak że ten teges ;-)

Recenzją zaszczyciła mnie również Patrycja Żurek na łamach Gazety Mysłowickiej. Patrycja napisała: 
(...) jej proza ma w sobie coś charakterystycznego, co kojarzy mi się z beztroską dziecięcych lat, coś, co przywołuje wspomnienia szkolnych przygód, pierwszych miłości i czasu spędzanego poza domem.

Świetnie, o to właśnie chodziło! Całość recenzji tutaj 

O Skrybie pisał również Tomek Bobrowski, założyciel grupy  Tanie i dobre ebooki

Tomek odnalazł w powieści ślady Niziurskiego, Nienackiego, Bahdaja, a nawet szczyptę Sławomira Shuty i odrobinę Masłowskiej.

A oprócz tego napisał tak:
Jakież było moje ogromne zdziwienie, a raczej zadziwienie faktem, iż młoda, debiutująca Katarzyna Kowalewska pisze tak doskonałym stylem, piękną współczesną polszczyzną, ma niesamowitą sprawność łączenia różnych wątków i co najważniejsze, zlepiania ich w niesamowite, trzymające czytelnika w napięciu historie.
Młoda, hm... Fajnie :-) Całość recenzji tutaj 

Pewna gospodyni domowa, Ironia Kowalska, zaordynowała Skrybę jako lekarstwo na kaca. Zapropoponowała go mężowi po całonocnej balandze:
Gładko wchodzi, powiedziałam. Nie zrozumiał. Myślał, że proponuję mu drinka w ramach zaklinowania.
Cała historia tutaj 

Jestem przeszczęśliwa, że ludzie czytają moją książkę, a jeszcze bardziej, że mają przyjemność z lektury. Kwestią otwartą pozostaje, czy nie zawiodę ich kolejną powieścią? 


Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

19 stycznia 2015

Nowa powieść - wielki powrót

Zastanawiałam się w ubiegłym tygodniu, co robić dalej, dokąd iść w sensie literackim. W ciągu ostatnich miesięcy siedziałam głównie w krótkiej formie.

Napisałam trzy opowiadania:
  1. Do antologii Autostopy. Dziesięć opowiadań o wolności. Opowiadanie "Futro" to prezent czytelniczki, która wykupiła nagrodę "główny bohater". Tym sposobem opisana przez nią osoba stała się główną bohaterką mojego opowiadania, tytułową właścicielką futra. Żeby poznać jej losy, musicie uzbroić się w cierpliwość, ponieważ antologia ujrzy światło dzienne dopiero w marcu. Niebawem jednak będziecie mogli śledzić wieści z autostopowego podwórka, ponieważ intensywnie pracujemy nad uruchomieniem bloga.
  2. Na konkurs Mocne uderzenie, organizowany przez grupę Jak minął twój pisarski tydzień
  3. Napisałam też opowiadanie do antologii erotyczno-fantastycznej.

Stwierdziłam jednak, że czas wrócić do dłuższej formy. 

Rozważam napisanie drugiego tomu przygód Maćka i reszty. Właściwie można powiedzieć, że mam już ogólny plan. Wystarczy rozpisać go na sceny i do roboty. Tak myślałam jeszcze w zeszłym tygodniu, dopóki nie odkurzyłam porzuconej we wrześniu powieści.

Bałam się otworzyć plik, ponieważ z porzuconymi utworami tak to zwykle bywa, że się ich wstydzę. Ale nie tym razem. Przeczytałam prolog i nie dość, że nie zwymiotowałam na jego widok, to autentycznie się wciągnęłam. Czytałam dalej i stwierdziłam, że to naprawdę niezły pomysł i byłabym głupia, gdybym zarzuciła projekt. Czytałam tekst zupełnie "innymi oczami", obcymi, jakbym w ogóle nie ja to napisała. I nie spaliłam się ze wstydu. To dobrze wróży.

Tym oto sposobem wróciłam do powieści, której mam już ponad pięćdziesiąt stron. Nie byle co, prawda? Ze wstępnych informacji wynika, że będzie to powieść obyczajowa, z tajemnicą w tle. Losy kilku osób splatają się w jednym miejscu i... chyba żart, że zdradzę wam treść ;-)

To żeby nie tracić czasu, kończę notkę i idę pisać! Paaa!

18 stycznia 2015

Erotyczne SciFi? Wchodzę w to!

Dziś krótka kartka z kalendarza, a konkretnie odrobina wspomnień z roku 2014. Otóż druga połowa ubiegłego roku upłynęła mi pod znakiem krótkiej formy.

Oprócz opowiadania do konkursu Mocne uderzenie, napisałam tekst do antologii, którą wyda RW2010. Dobrze kojarzycie nazwę - to oni zaopiekowali się Pijanym skrybą

Bardzo się cieszę na ten projekt. Zadebiutuję opowiadaniem fantastyczno-erotycznym. Nie przesłyszeliście się. Będzie seks i Polska przyszłości. Więcej szczegółów nie zdradzę, ponieważ intensywne prace nad projektem mają rozpocząć się w połowie lutego. 


Opiekunem inicjatywy jest Dawid Juraszek, którego możecie kojarzyć z opowiadań publikowanych m.in. w Nowej Fantastyce, Science Fiction, Fantasy i Horror czy w Lampie. Fajnie, że pojawię się w nowym kontekście, zacnym gronie i że współpraca z RW2010 nadal rozwija się bez zarzutu.

Coś czuję, że 2015 to będzie literacko dobry rok!

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

15 stycznia 2015

Czarna komedia czeka na wyniki

Popełniłam tekst na konkurs Mocne uderzenie, organizowany przez grupę Jak minął twój pisarski tydzień. Tak naprawdę to już ich trzeci konkurs, w którym biorę udział. W pierwszym poszło mi tak sobie, w drugim całkiem świetnie. Moje opowiadanie Take a walk on the wild side zdobyło drugie miejsce w głosowaniu publiczności.

Tym razem mieliśmy za zadanie napisać horror, kryminał, thriller albo czarną komedię. Że nie znam się na żadnym z trzech pierwszych gatunków, wybrałam ostatni. Jest do śmiechu, mam nadzieję, i trochę trupów. Ogólnie masakra i makabra :-)


Nie podam tytułu opowiadania, ponieważ konkurs jeszcze trwa. Ogłoszenie wyników już w sobotę. Trochę się niecierpliwię ;-)

Obiecuję, że wrzucę tekst na bloga. Trzymajcie kciuki!

14 stycznia 2015

Symptom choroby

Station eleven Emily St. John Mandel to powieść o upadku ludzkości przetrzebionej przez śmiercionośną grypę. Właśnie zaczęłam ją czytać. Jest świetna. Wciąga od pierwszej strony. Zaczytana, prawie przejechałam swoją stację metra. Czy to objaw zachorowania na Station Eleven? 

Trudno wyobrazić sobie zmiany, jakie zaszły w życiu człowieka w wyniku epidemii. W chwili jej wybuchu na kartach książki, autorka każe czytelnikowi się nad tym zastanowić. Wystarcza jej jeden akapit, by wykpić przemijające mody, to, co obecnie niesłusznie uznajemy za najważniejsze.

Koniec internetu. Koniec mediów społecznościowych. Koniec przebijania się przez litanie marzeń, nieśmiałych nadziei, zdjęcia lunchów, wołania o pomoc, koniec wyrazów zadowolenia, informacji o statusie związku z towarzyszącym obrazkiem serca, całego lub złamanego, koniec planów dotyczących wieczornych spotkań, koniec błagania, skarg, pragnień, zdjęć dzieci w halloweenowych kostiumach misia albo papryczki. Koniec czytania i komentowania życia innych, które odrobinę łagodzi poczucie samotności. Koniec awatarów.

Station eleven

Station eleven to mocny tekst. Nie mogę się doczekać, co  wydarzy się na kolejnych stronach.

2 stycznia 2015

Skryba cieszy się z kolejnej recenzji!

A to dopiero miła wiadomość. Na facebookowej stronie Tanie i dobre ebooki pojawiła się recenzja Pijanego skryby. Dumą i radością napawa mnie wiele komplementów pod adresem książki, jednak najbardziej ucieszyła mnie wzmianka o "młodej, debiutującej Katarzynie K." ;-)))

Żartuję! Ale przywołanie w kontekście mojej powieści Niziurskiego, Bahdaja, Nienackiego, a nawet Shuty i Masłowskiej to wielki zaszczyt i olbrzymie wyróżnienie. Weź tu się człowieku nie spal!

Poniżej cała recenzja autorstwa Tomasza Bobrowskiego, któremu serdecznie dziękuję.


1 stycznia 2015

Czy chcesz być współczesnym Casanovą?

Wbrew pierwszym skojarzeniom, Casanova to nie kolejna odsłona Don Juana, to ktoś więcej, niż zwykły podrywacz. Jak wynika ze znalezionych informacji, włoski amant był również podróżnikiem, pisarzem, filozofem, matematykiem. Słowem: człowiekiem wielu talentów.

Dlatego Akademia Casanovy Tomasza Bobrowskiego to, można powiedzieć, poradnik dla uwodzicieli o rozszerzonym zakresie.


Dzieło krótkie, ale treściwe. Przeczytałam w mig, kierowana ciekawością, czy jako heteroseksualna kobieta, nabrałabym się na prezentowane przez autora sztuczki. Muszę powiedzieć, że owszem, ale nie dlatego, że są to rady z kategorii "sukces gwarantowany, inaczej zwrot pieniędzy", tylko dlatego, że zbiór rad pana Tomasza to raczej rzecz o pozytywnym myśleniu, o akceptacji samego siebie, o szacunku dla siebie i innych.

Autor postawił sprawę jasno: Moim celem jest wskazać ci możliwości i sposoby poznania kobiety twoich marzeń. Ważne jednak, że zanim rzucił czytelnika na głębokie wody ars amandi, kazał mu popracować nad samym sobą, poukładać sprawy, by wejść w nowy związek bez bagażu nierozwiązanych problemów. 

Jak?