25 maja 2015

Staram się nikomu nie wchodzić w drogę...

...czyli kolejny wywiad Karpia (znaczy udzielony przeze mnie).


Na fali niekwestionowanego sukcesu literackiego i rosnącej popularności udzieliłam wywiadu do Kwartalnika Urzędu Patentowego. Ja, tak zwany "człowiek z pasją". Nie wiem jeszcze, jak czuję się ze swoim gwiazdorskim statusem. Na razie czuję, że jest mi zimno i że zjadłabym zupę. Pomyślę o tym jutro.

Dziwi was, dlaczego akurat ten periodyk? 

K.A. Kowalewska

Jako wskazówka niech posłuży cytat z rozmowy na jego łamach:

Nie wiem, czy Kwartalnik wydawany przez instytucję, dla której pracuję, jest dobrym miejscem na takie zwierzenia.

Teraz znacie całą moją tajemnicę. Wiecie, gdzie mnie znaleźć w godzinach 8.00-16.00, kiedy nie piszę ;-)

Jeśli interesuje was, na jakie zwierzenia jednak się zdecydowałam oraz m.in. co ja w ogóle robię w tym Urzędzie, czego nie widać w kwiatkach na bluzce, kto inspirował moje dziecięce teatrzyki, co odziedziczyłam w genach po mamie, jakie mam dalsze pisarskie plany oraz oczywiście kilka słów o Pijanym skrybie i Autostopach, zapraszam na stronę Urzędu Patentowego RP. 

Całość wywiadu znajdziecie w zakładce z Kwartalnikami w formacie PDF, w najnowszym, żółtym numerze (patrz foto) na stronie 101, pod znaczącym tytułem "Pisarska wena". Kwartalnik dostępny jest w wersji papierowej w siedzibie Urzędu, ale wystarczy, że klikniecie tutaj :-)

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

11 maja 2015

Powieściowa jazda bez trzymanki?

Z koleżanką po piórze Kasią Sikorą potrafię godzinami rozprawiać o pisaniu. Taplamy się w kałużach teorii, zręcznie unikając pisania. Może nie zasłużyłyśmy sobie na miano mistrzyń prokrastynacji, zwłaszcza Kasia, która pisze już trzecią powieść, ale godzinki warsztatowego teoretyzowania nic nam nie zastąpi ;-)

 


Ostatnio rozmawiałyśmy o blokadzie twórczej i co z tego dla nas wynika. No bo blokada jest, za pisanie wziąć się nie potrafimy, znajdujemy tysiące zajęć zastępczych (gdzie wspominane teoretyzowanie to zaledwie ułamek). Zaczęłyśmy się zastanawiać, skąd taki problem, zwłaszcza u nas... tytan(ek?) pracy.

Obie piszemy z planem opartym na teorii Save the cat, zaczerpniętej od Blake'a Snydera. Ja (i chyba Kasia też) pierwszą (jedyną jak dotąd ukończoną) powieść pisałam bez planu. Czy problem z dokończeniem powieści leży właśnie w posiadaniu planu?, zastanawiałyśmy się.

Bo niby dzięki planowi, rozpisaniu powieści na sceny, mam azymut i pełne panowanie nad tekstem. Mogę wyjechać na trzy miesiące na Work&Travel do USA, a potem wrócić i zacząć w przerwanym momencie. Wystarczy sprawdzić, co zanotowałam na kolejnej żółtej karteczce.

Czemu jednak, mimo że karteczki mam zawsze przy sobie, nie piszę?

Planowaniu musi chyba towarzyszyć jakaś gwiazdka czy klauzula niedozwolona, której nie jestem świadoma.

Prawda jest taka, że momentami, gdy jako pisarka wiesz, co się wydarzy, bohaterowie są do znudzenia przewidywalni. Znasz ich na wylot, niczym cię nie zaskakują. Za zakrętem nie czai się żadna nowa przygoda. Nie tylko spodziewasz się wszystkich pułapek, ale i znasz wyjście, zanim w ogóle w nie wpadniesz.

A pisząc powieść bez planu, zawsze czeka niewiadoma. Możesz płynąć na fali nowych zdań, przygód bohaterów, razem z nimi, z taką samą intensywnością bać się, mieć marzenia i przeżywać porażki.

Do diaska, obie z Kasią mamy ochotę rzucić pisaną pod własne dyktando powieść i zabrać się za coś nowego, spontanicznego. 

Może wystarczy sam azymut, ogólny zarys, skoro za pierwszym razem to zdało egzamin?

Jak myślicie, koleżanki, koledzy po piórze? Która opcja lepsza?

Ps. Ten post powstał, by pokazać, jak w praktyce działa zjawisko prokrastynacji ;-)

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

7 maja 2015

"Pijany skryba" na gigancie! Unikalne pocztówki od Maćka Borowskiego!

Nie uprzedził o swoich planach. Nie spytał, co o tym myślę.


Kiedy tylko zaistniał w realu, założył dżinsy przetarte na kolanach, szczęśliwą koszulkę z Kurtem Cobainem 1967-1994, obie bluzy. Do plecaka-kostki zapakował pałkę, maczetę, nóż kuchenny, kartę zniżkową do Peek&Cloppenburg i zaświadczenie o cukrzycy. Wyłączył HTC z dotykowym ekranem po wujku Stanie oraz starego rozsuwanego samsunga ze słownikiem T9.

- Nie  szukaj mnie - powiedział. - Będę słał pocztówki.

I poszedł.

Maciek, mój Maciek, mój Pijany skryba wyruszył w podróż. Aż w końcu, w poniedziałek przyszła pierwsza kartka. Maciek żyje i ma się świetnie! Ufff! Mam nadzieję, że zachowuje się jak dżentelmen i nie prowadzi auta po pijaku. Bo jak ja się dowiem! Żartowałam. Maćku, korzystaj z wolności i wracaj, kiedy uznasz za stosowne.

Chcecie zobaczyć, gdzie do tej pory dotarł? 

K.A. Kowalewska Pijany skryba

Ach, czwartki w klubie Park. Ja owszem, pamiętam, ale co do Maćka mam wątpliwości. Kiedy chodziliśmy na HardZone, Maćka trzeba było holować... w obie strony ;-)


K.A. Kowalewska Pijany skryba

O rany! Najwyraźniej chłopak urządził sobie wycieczkę sentymentalną i szlaja się po imprezach w akademikach. Przypominam, że jest nieco starszy niż przeciętny student. A myślałam, że już wydoroślał.

Wczoraj przysłał kolejną pocztówkę. Obudziła się we mnie nadzieja, że jest w pobliżu, że niedługo się zobaczymy...


K.A. Kowalewska Pijany skryba
...ale na odwrocie dopisał: Przez chwilę się wahałem, ale sama rozumiesz... cała Polska czeka, cały świat!

Dopisał jeszcze  kilka ciepłych słów, tak na pocieszenie, ale ich nie zacytuję, są zbyt osobiste. W każdym razie mam nadzieję, że były prawdziwe, że historia się nie powtórzyła:

Wsiadłem do drugiego wagonu i momentalnie pojąłem rozmiar klęski. Pasażerowie, nieliczni o tej porze, wydali pomruk dezaprobaty i po kolei, kierowani podświadomą obawą, przesiedli się do pierwszego wagonu.

Zakładam, że nie wywalili go z tramwaju za lumpiarski wygląd ;-)

Dzisiaj okazało się, że znalazł sobie towarzystwo.

K.A. Kowalewska

Cóż, ciężko mi to skomentować, żeby nie urazić Maćka, ale teraz włóczy się po świecie, ma wyłączone obie komórki, więc może nie przeczyta tego posta. Jak widać na załączonym obrazku, odzyskał rzeźbę i udaje, że to jego nowa panna. Szkoda mi chłopaka, wciąż nie znalazł sobie dziewczyny na stałe. Chyba muszę mu jakoś pomóc.

Póki co, to wszystkie pocztówki. Dam znać, gdy dostanę coś nowego :-)

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska