29 kwietnia 2015

Przepis na Skrybę (na trzeźwo ;-))

Przy tym oto zagraconym biurku narodził się Maciek i Pijany skryba.


Pijany skryba

Spotykam się często z pytaniami: co należy zrobić, żeby wydać książkę? 

Odpowiedź: napisać ją.

Ale jak?

Odpowiedź: chcecie,  żebym Wam podała zestaw gotowych składników?

Tak, tego właśnie chcemy!

Ok, ale czy jesteście gotowi na taki przełom? Czy świat jest na to gotowy?!

Jesteśmy! Jest!

Ok. To proste. Cała tajemnica znajduje się na biurku, przy którym powstał Pijany skryba

Oto trzynaście składników niezbędnych do napisania powieści:

1. Puszczona na maksa głośno składanka Blink 182;
2. Kilka medali dowartościowujących autorkę w częstych chwilach zwątpienia i wywołujących w czytelnikach bloga efekt "wow";
3. Kolorowe karteczki na dobry nastrój, można też nakleić je sobie na powieki, gdy chce się spać, a słońce jeszcze nie zaszło;
4. Pasta do zębów dla dzieci o smaku podobnym do ulubionych gum autorki;
5. Pińcet notesów wszelkiej wielkości;
6. Cały wazon długopisów, choć autorka pisze na laptopie;
7. Kalendarz ze z rzadka przekładanymi kartkami (bo kto ma czas myśleć o upływie czasu, gdy Maciek w tarapatach);
8. Owijki do rakiet badmintonowych (nie samym Maćkiem autorka żyje);
9. Legalne oprogramowanie, dziatki (hyhyhy);
10. Medal z Janem Pawłem II przypominający autorce o jasnej stronie człowieka;
11. Przezroczysta taśma klejąca w zastępstwie za taśmę srebrną, którą jak wiadomo, można naprawić wszystko, a jeśli nie udało ci się czegoś naprawić srebrną taśmą, znaczy że miałeś za mało srebrnej taśmy;
12. Lampka (nieużywana, ale pasuje do wystroju);
13. Aparat fotograficzny w bajeranckiej zielonej torbie (do uwiecznienia tego całego bajzlu).

Gotuj przez kilka miesięcy, często mieszając. Na koniec dopraw do smaku. Dasz spróbować? ;-)

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

24 kwietnia 2015

Fury bez komóry

Od butów, nart, sanek po samoloty i auta z silnikami wodorowymi. Deutsches Museum prezentuje wystawę środków transportu, z których wiele nie wyszło poza fazę prototypu.


Nie jestem fanką motoryzacji, więc nie wiem, czy to, na co patrzyłam, powinno zrobić na mnie wrażenie. Ale stofografowałam kilka fur z tak zwanej efektownej, dolnej perspektywy. I jak, dałyby radę na Zakopiance?

Alfa Romeo

ewolucja transportu

23 kwietnia 2015

"Pijany skryba"! Papier! Jest!!!

Pijany skryba  w wersji papierowej! Stop. 


Sumptibus


Już można go kupić! Stop. 
Gdzie? 

Ano na przykład tutaj:



A teraz cała Polska kibicuje Kasi i Maćkowi, żeby nakład rozszedł się w dwa dni, dodrukom nie było końca, recenzenci rozpływali się w zachwytach, środki na koncie przekroczyły górny limit, a Komitet Noblowski podjął jedyną słuszną decyzję.


I Ty możesz zostać znawcą uniwersum Maćka Borowskiego! 
Idź do sklepu już dziś!

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

15 kwietnia 2015

Autoportret ulotny

Autoportret na lotnisku Okęcie.


Najpierw zauważyłam światło słoneczne przebijające się przez szklaną ścianę od strony płyty lotniska, rzucające refleksy na przeciwległe panele. Potem na panelach dostrzegłam siebie. To była postać ulotna, sam cień, a jednak bardzo wyraźny. Przyglądałam się jej, idąc kilka dobrych metrów.

Aż w końcu przełamałam się i wyciągnęłam komórkę.

K.A. Kowalewska

Za chwilę dołączył do mnie ktoś i już zrobiło nas się czworo.

K.A. Kowalewska


Znany psychiatra Antoni Kępiński powiedział: Autoportret składa się z części świadomej i nieświadomej. Racja! Nie mam pojęcia, co wówczas przycupnęło na moich plecach.

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

14 kwietnia 2015

DKK Koński Jar, czyli o czym nie powinnam wspominać

Dyskusyjny Klub Książki
Nie wiem, czy w ogóle powinnam wspominać nazwę Dyskusyjnego Klubu Książki przy oddziale ursynowskiej biblioteki na Końskim Jarze, którego jestem aktywną członkinią, ponieważ w dyskusjach Klubu bierze udział coraz więcej osób i powoli, oprócz tego, że przestajemy się mieścić w lokalu, wypowiedź jednej osoby zaczyna ograniczać się do dwóch zdań, by każdy mógł wziąć udział w dyskusji.

To zarazem szczęście i nieszczęście Dyskusyjnego Klubu Książki Koński Jar, bowiem problem wynika właśnie z atrakcyjności klubu i świetnego regulaminu działania. Spotykamy się zawsze w ostatni czwartek miesiąca o 17:30. Dyskusję prowadzi bardzo oczytana, kulturalna młoda dama, świetna moderatorka - Ula, a członkinie klubu (bo w zasadniczej mierze to kobiety) prezentują pełen przekrój wieku, charakterów i opinii. Co znamienne nikt nie boi się wypowiedzieć własnego sądu, nawet jeśli jest inny niż większość opinii, nie narażając się na śmieszność ani negatywny odbiór. Wszystkie klubowiczki, co do jednej, szanują zdanie tej drugiej. Każda czytelniczka traktowana jest z najwyższą atencją, zwłaszcza przez pracownice biblioteki, co da się zauważyć od razu po przestąpieniu progu lokalu i co stanowi olbrzymią wartość spotkań.

Ale spotykamy się przecież, by czytać i omawiać literaturę. I tu znów należą się pochwały. Klub należy do sieci Dyskusyjnych Klubów Książki, pod patronatem Instytutu Książki, który zapewnia klubowiczom egzemplarze omawianych utworów. Przy obecnych cenach książki to informacja na plus. Poza tym klubowiczki mogą wspólnie wybierać "repertuar". Dzięki temu właśnie ja i pewna Małgosia "wydarłyśmy" dla naszego DKK powieść Petera Hellera Gwiazdozbiór psa, która, jak mówiłam w wywiadzie dla Strefy Autora, zmieniła moje pisarskie życie i którą zachwycałam się już tutaj.

Dzięki możliwości wyboru spośród wielu pozycji na liście lektur, w DKK Koński Jar omawiamy książki wszelkiej maści. Stare, nowe, biograficzne, fantastyczne, smutne i wesołe. Obowiązuje niepisana zasada, że każdy klubowicz ma prawo wybrać książkę najbardziej odpowiadającą jego gustowi.

W kwietniu omawiamy Baśń Bengtssona. Jestem już na 32-im procencie na Kindle'u i nie mogę się oderwać od lektury. Powieść jest przejmująca. Oto ojciec i syn. Oraz tajemnica. Ojciec jest wykształcony, mądry, jednak stale zmuszony do przeprowadzki i szukania nowej pracy. Tak naprawdę nie mamy pojęcia, kim jest, choć liczne ślady wskazują, że w przeszłości miał coś wspólnego ze środowiskiem akademickim. Tymczasem obecnie pracuje to jako ogrodnik, to pracownik firmy meblarskiej, całkowicie poniżej zdobytego wykształcenia. Opowiada swojemu dzieciakowi niestworzone rzeczy, chroniąc go przed brutalną rzeczywistością. Sam zresztą nie będąc świętym. Dzieciak jest w wieku ucznia szkoły podstawowej, do której nie chodzi. Ojciec sam uczy go rachunków, czytania i rozumienia świata (na swój sposób). Czasem wyręczają go postronni "nauczyciele", jak choćby staruszka, u której pracuje w ogrodzie.

Obok smutnych wydarzeń, w jakich bohaterowie biorą udział, nieustannie zaklinając rzeczywistość, czytelnik stara się znaleźć odpowiedź na podstawowe pytanie: kim jest ojciec chłopaka? Bo że jego czyny nie zawsze są zgodne z prawem, czytelnik nie ma wątpliwości.

Mam wrażenie, że odpowiedź kryje się w pierwszym zdaniu powieści, jednak muszę przeczytać ją do końca, by dowiedzieć się, czy mam rację. Niezależnie od tego, czy znajdę odpowiedź na nurtujące mnie pytanie, już teraz polecam Baśń

Uwaga: to zdecydowanie nie jest lektura lekka, łatwa i przyjemna.

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

10 kwietnia 2015

Wywiady ze mną

Zastanawiam się, jak zacząć posta, do którego wkleję linki do wywiadów, których udzieliłam. 

 

Czy powinnam iść w sterowany narcyzm, który powoli staje się moją specjalnością zakładu (Mam nadzieję, że nie myślicie, że ja naprawdę wierzę w swoją sławę. To takie żarty, co nie?), czy lepiej przyznać, że uważam, iż jedynie bawię się w pisanie, raczkuję i, choć tego bardzo pragnę, nie mam pojęcia, czy moje pisarskie poletko na zawsze pozostanie w granicach skromnej działki letniskowej, czy może rozrośnie się kiedyś do rozmiarów Sahary? 

Nie, Sahara to jednak słaba analogia, bardzo jałowa i pusta. Niech moja przyszłość pisarska kojarzy się raczej z Puszczą Amazońską z jej imponującym szlakiem wodnym, największym i najgęstszym lasem, bogactwem roślin oraz niezwykłych, unikalnych zwierząt. Niech równie różnorodne i urozmaicone będą moje przyszłe teksty.

wywiadyWłaściwie robię to dla siebie. Chcę zgromadzić w jednym miejscu wszystkie moje pozapowieściowe wyskoki. Choćby po to, by za parę lat pośmiać się z siebie. Czuję się skrępowana, ale jednocześnie miło mi, że ktoś zaprasza mnie do rozmowy, zadaje ciekawe pytania, że w ogóle jest zainteresowany tym, co mam do powiedzenia, mimo że nie jestem ekspertem w żadnej dziedzinie.





Dzięki niebanalnym pytaniom mogłam więc opowiedzieć:

  • dlaczego mam szczególny sentyment do Sylwka z Pijanego skryby, jakie znaczenie w kreowaniu bohaterów mają gitarzyści znanych kapel, co zrobić z człowiekiem, któremu jest smutno

  • o wsłuchiwaniu się w opinie mądrych ludzi i o byciu upartym osłem
 
  • kto kazał mi napisać Pijanego skrybę, o sposobie na unikanie sucharów, co pisanie ma wspólnego z kawiarniami, o pisaniu z trzewi

  • o tym, jak się nazywam ;-) i dlaczego futro jest wyjątkowe
 
  •  kim zostanę, kiedy będę dorosła i co jest fajnego we wspólnym pisaniu antologii
 
  • a na deser o moim uzależnieniu od badmintona!!!


Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

7 kwietnia 2015

Nie!, zrobię okładkę tak, jak ja ją sobie wyobrażam



Maciej Kaźmierczak

Maciej Kaźmierczak – rocznik ’96. Pisarz, grafik, redaktor. Tak pisze o sobie w skrócie na stronie na Facebooku. W dziale CV prezentuje imponujący dorobek pisarski sześćdziesięciu publikacji obejmujących opowiadania, szorty i drabble. A ma dopiero dziewiętnaście lat! Maciej to człowiek, któremu kutnowskie liceum (gdzie pobiera nauki) nadało podczas VI Przeglądu Działań Twórczych Harenda tytuł „Supertalent”.


Maciek to człowiek, który zaprojektował moją okładkę. I wiecie co? Zgodził się ze mną o tym porozmawiać.


Maćku, po pierwsze gratuluję świetnej okładki. Jak to się stało, że akurat Ty ją zaprojektowałeś?
Jest mi naprawdę miło, że okładka przypadła Ci do gustu.
To, że akurat ja ją zaprojektowałem, jest, można śmiało powiedzieć, kwestią przypadku. RW2010 zorganizowało niegdyś konkurs na pewną okładkę. Gdybym nie miał już gotowego projektu, który pasował, zapewne później nie wziąłbym udziału w konkursie na okładkę właśnie do „Pijanego Skryby”, do którego zostałem następnie zaproszony. Dostałem pewne dyspozycje i czas na wykonanie projektu.

Idealnie wstrzeliłeś się w mój gust. Kiedy zobaczyłam Twój projekt, poczułam, jakbyś znał mnie od zawsze. Wyjaśnijmy czytelnikom, że poznaliśmy się dopiero po fakcie. Wyszukałam na Facebooku Twoje nazwisko, żeby osobiście wyrazić zachwyt nad okładką. Jak Ci się udało mnie tak odczytać? Czy posiadasz jakiś szósty zmysł?
Szósty zmysł na pewno by się przydał, aczkolwiek może to jedynie kwestia wczucia się w klimat tekstu, do którego tworzy się grafikę. Nie znaliśmy się wcześniej, ale może jednak zostały nawiązane jakieś telepatyczne więzi, dzięki którym stworzyłem coś, co mogłoby by być wyrazem naszej długotrwałej znajomości, gdyby ta rzeczywiście istniała.

Czym dysponowałeś, kiedy zaczynałeś pracę nad okładką?
Dysponowałem dość szerokim materiałem – opisem książki, twoim własnym jej streszczeniem i autorskim pomysłem na okładkę – o ile dobrze pamiętam składającym się z wordowskich grafik :) Gdy zobaczyłem, jakie masz wymagania, trochę się przestraszyłem – w zasadzie pomysł był, wystarczyło go wykonać.

Hahaha! Oczywiście celem moich wordowskich grafik było rozśmieszyć wszystkich naokoło, zwłaszcza profesjonalistów. Ale powiedz, jak udało Ci się prawie zupełnie zignorować moje sugestie, by w efekcie zaproponować tak doskonały projekt: sto razy lepszy od tego, co autorka miała na myśli? (Śmiech.)
Nie lubię mieć ustalonego z góry, co mam wykonać. Niech będą sugestie, drobne podpowiedzi, ale gdy zobaczyłem, że okładka jest już właściwie zaplanowana, jak już powiedziałem – trochę się przestraszyłem. A strach przerodził się w bunt – stwierdziłem: Nie!, zrobię okładkę tak, jak ja ją sobie wyobrażam. Co prawda na początku próbowałem stworzyć coś w konwencji, którą zaproponowałaś, jednak ta rozmywała się przy każdej kolejnej modyfikacji, aż w końcu niemal całkowicie odbiegła od propozycji. I o to mi chodziło! :)

Katarzyna Kowalewska
Nawet nie wiesz, jak mi ulżyło, że tak się stało. Powiedz, dlaczego akurat taki projekt?
Pierwotnie projekt odzwierciedlał w pewien sposób twoje wytyczne – zawierał trzy przedstawione od pasa w dół postaci – Maćka, Maria i Sylwka. Próbowałem dodać jakiś szczegół, który zasugerowałaś, jednak nic mi tam nie pasowało. To był ten moment, w którym stwierdziłem, że ostatecznie nie chcę się opierać na konkretnych sugestiach. Zostawiłem jedynie centralnie usytuowane nogi, które uległy powiększeniu, dodałem kurę, o której było wspomniane w streszczeniu, a która naprawdę mi się podobała (nie mogło zabraknąć czegoś na wzór aureoli). Gdy miałem już te elementy, pozostało dopasowanie reszty szczegółów – tła, czcionki, kolorów. W tym przypadku liczy się kwestia kompozycji - co bardziej pasuje. Po kilku próbach ostatecznie pozostało czerwone tło, ciemnożółty tytuł, białe nazwisko.   


Czytałeś „Pijanego skrybę”? Jaka wiedza jest Ci tak naprawdę potrzebna w projektowaniu?
Przy robieniu okładki do „Skryby” czytałem jedynie streszczenie, opis i Twoje sugestie. Ale to mi wystarczyło do zobrazowania sobie klimatu książki; poza tym sporo rozmawiałem z redaktorką wydawnictwa, która „Skrybę” czytała, więc, pośrednio bo pośrednio, ale miałem wgląd w treść. Przy projektowaniu okładki jest to naprawdę wiele. Niekiedy wykonuje się coś w oparciu o opis, wcześniejszą wersję okładki, jeżeli taka istniała, drobnych sugestii autora lub wydawcy, znając przy tym jedynie tytuł lub opis. Zupełnie inaczej jest np. przy wykonywaniu ilustracji – tutaj trzeba mieć cały tekst, który należy przeczytać. Więc jak by nie patrzeć, przy robieniu okładki jest mniej czytelniczej pracy, można się skupić na samym „rysowaniu”, które jednak wymaga o wiele więcej wysiłku – nie rzadko kilku, a nawet kilkunastu wersji jednej grafiki.

Czy technika, w jakiej wykonałeś grafikę do „Pijanego skryby” to Twoja „specjalność zakładu”? Opowiedz o innych swoich projektach.
Od początku swojej przygody z grafikami przeszedłem przez kilka technik. Na początku były to po prostu rysunki wykonywane ołówkiem lub długopisem, potem przerzucane na komputer. Najczęściej niektóre elementy poprawiałem w fotoszopie, coś dorysowywałem, dodawałem jakiś efekt. Z czasem rysowanie na komputerze zaczęło mi się coraz bardziej podobać, coraz więcej elementów dodawałem do zeskanowanego rysunku. W końcu pomyślałem, czemu by czegoś nie stworzyć niemal od podstaw w tej formie. W ten sposób powstało kilka ilustracji do Szortalu Na Wynos. Pierwszą serią ilustracji tego typu były rysunki do zbioru Marcina Rusnaka (choć szkice do niektórych nadal robiłem na kartce). Wtedy jeszcze nie zajmowałem się robieniem okładek – o ile zabawą czernią i szarościami byłem zafascynowany, tak nie wyobrażałem sobie, abym mógł coś dobrego zrobić za pomocą wielu kolorów, na okładkę. Mimo wszystko zacząłem bawić się z projektami do własnej książki, potem poproszono mnie o zrobienie frontu do antologii „Zombiefilia”, której też byłem współautorem. Mogę się przyznać, że pierwsza wersja była zła – wykonana jak wcześniejsze ilustracje. Połowie autorów się podobała, połowie nie. Wtedy zacząłem myśleć o czymś innym – prostym, ale kolorowym. Udało się i bardzo spodobało. Tak powstała ostateczna wersja i tak zaczęła się moja przygoda z okładkami. 

Jak Ci się pracowało nad okładką do „Pijanego skryby”? To była droga przez mękę czy pestka?

3 kwietnia 2015

Wesołych Świąt od "Pijanego skryby" ;-)

Żaden baranek, żadne jajeczka, tylko kurak! Z wytrzeszczem!


Miłego czasu z rodziną, a po Świętach wracamy z wywiadem z Maćkiem Kaźmierczakiem i już niebawem z papierową ksiażką :-))

Pijany skryba

1 kwietnia 2015

Poznajcie się: okładka papierowego Skryby


Patrzę na nią od dwóch dni i nie mogę się napatrzyć. Na tego kuraka z wytrzeszczem, który tak fajnie został powtórzony na grzbiecie, na wszystko inne, co wygląda tak profesjonalnie.


Papierowa okładka już jest, Pijany skryba się drukuje, a zapowiadany wywiad z autorem grafiki Maćkiem Kaźmierczakiem tuż, tuż. Dowiecie się więcej o naszej współpracy, zrozumieniu bez słów, o innych, nie tylko graficznych projektach Maćka i idę o zakład, że ten dziewiętnastolatek (!!!) z Kutna zrobi na Was ogromne wrażenie.

A teraz idę dalej radować oczy niniejszym widokiem: