14 kwietnia 2015

DKK Koński Jar, czyli o czym nie powinnam wspominać

Dyskusyjny Klub Książki
Nie wiem, czy w ogóle powinnam wspominać nazwę Dyskusyjnego Klubu Książki przy oddziale ursynowskiej biblioteki na Końskim Jarze, którego jestem aktywną członkinią, ponieważ w dyskusjach Klubu bierze udział coraz więcej osób i powoli, oprócz tego, że przestajemy się mieścić w lokalu, wypowiedź jednej osoby zaczyna ograniczać się do dwóch zdań, by każdy mógł wziąć udział w dyskusji.

To zarazem szczęście i nieszczęście Dyskusyjnego Klubu Książki Koński Jar, bowiem problem wynika właśnie z atrakcyjności klubu i świetnego regulaminu działania. Spotykamy się zawsze w ostatni czwartek miesiąca o 17:30. Dyskusję prowadzi bardzo oczytana, kulturalna młoda dama, świetna moderatorka - Ula, a członkinie klubu (bo w zasadniczej mierze to kobiety) prezentują pełen przekrój wieku, charakterów i opinii. Co znamienne nikt nie boi się wypowiedzieć własnego sądu, nawet jeśli jest inny niż większość opinii, nie narażając się na śmieszność ani negatywny odbiór. Wszystkie klubowiczki, co do jednej, szanują zdanie tej drugiej. Każda czytelniczka traktowana jest z najwyższą atencją, zwłaszcza przez pracownice biblioteki, co da się zauważyć od razu po przestąpieniu progu lokalu i co stanowi olbrzymią wartość spotkań.

Ale spotykamy się przecież, by czytać i omawiać literaturę. I tu znów należą się pochwały. Klub należy do sieci Dyskusyjnych Klubów Książki, pod patronatem Instytutu Książki, który zapewnia klubowiczom egzemplarze omawianych utworów. Przy obecnych cenach książki to informacja na plus. Poza tym klubowiczki mogą wspólnie wybierać "repertuar". Dzięki temu właśnie ja i pewna Małgosia "wydarłyśmy" dla naszego DKK powieść Petera Hellera Gwiazdozbiór psa, która, jak mówiłam w wywiadzie dla Strefy Autora, zmieniła moje pisarskie życie i którą zachwycałam się już tutaj.

Dzięki możliwości wyboru spośród wielu pozycji na liście lektur, w DKK Koński Jar omawiamy książki wszelkiej maści. Stare, nowe, biograficzne, fantastyczne, smutne i wesołe. Obowiązuje niepisana zasada, że każdy klubowicz ma prawo wybrać książkę najbardziej odpowiadającą jego gustowi.

W kwietniu omawiamy Baśń Bengtssona. Jestem już na 32-im procencie na Kindle'u i nie mogę się oderwać od lektury. Powieść jest przejmująca. Oto ojciec i syn. Oraz tajemnica. Ojciec jest wykształcony, mądry, jednak stale zmuszony do przeprowadzki i szukania nowej pracy. Tak naprawdę nie mamy pojęcia, kim jest, choć liczne ślady wskazują, że w przeszłości miał coś wspólnego ze środowiskiem akademickim. Tymczasem obecnie pracuje to jako ogrodnik, to pracownik firmy meblarskiej, całkowicie poniżej zdobytego wykształcenia. Opowiada swojemu dzieciakowi niestworzone rzeczy, chroniąc go przed brutalną rzeczywistością. Sam zresztą nie będąc świętym. Dzieciak jest w wieku ucznia szkoły podstawowej, do której nie chodzi. Ojciec sam uczy go rachunków, czytania i rozumienia świata (na swój sposób). Czasem wyręczają go postronni "nauczyciele", jak choćby staruszka, u której pracuje w ogrodzie.

Obok smutnych wydarzeń, w jakich bohaterowie biorą udział, nieustannie zaklinając rzeczywistość, czytelnik stara się znaleźć odpowiedź na podstawowe pytanie: kim jest ojciec chłopaka? Bo że jego czyny nie zawsze są zgodne z prawem, czytelnik nie ma wątpliwości.

Mam wrażenie, że odpowiedź kryje się w pierwszym zdaniu powieści, jednak muszę przeczytać ją do końca, by dowiedzieć się, czy mam rację. Niezależnie od tego, czy znajdę odpowiedź na nurtujące mnie pytanie, już teraz polecam Baśń

Uwaga: to zdecydowanie nie jest lektura lekka, łatwa i przyjemna.

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zanim skomentujesz, zapoznaj się z zasadami bloga :-)