28 października 2015

"Najpierw dziecko" - opowiadanie z antologii "Obiecaj"

Ze wstępu do antologii Obiecaj, która swoją premierę miała podczas Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania 2015:


 Przenikliwość autorów naprawdę zasługuje na komplementy.
Dariusz Sośnicki - redaktor antologii

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zapraszam do lektury mojego opowiadania Najpierw dziecko, które znalazło się w zbiorze.




antologia Obiecaj


Najpierw dziecko



– To już dziewiąte dziecko z probówki, które zaginęło od początku roku. Czwarte wyłowione z jeziora. Jak długo władze pozostaną obojętne na rzeź niewiniątek, która rozgrywa się na naszych oczach?

Rozciągnięta wszerz, a wciąż nieskazitelna – pomyślała Natu, machinalnie prostując plecy. Wpatrywała się w ekran małego, wysłużonego telewizora na opuszczonej stacji metra. Należał do trójki bezdomnych, którzy rozłożyli się wokół niego. Dziennikarka stała wśród domów ubogiej dzielnicy. Wszystko w niej było idealne, kok rudych włosów, dopasowany płaszcz, kozaki depczące zamarznięte kępy trawy. Nawet para wydobywała się z jej ust pod właściwym kątem – tak, by nie zasłaniać oczu zaglądających w głąb dusz skorumpowanych ludzi władzy. Natu chciałaby być tak samo odważna i bezkompromisowa. Tymczasem była bezdomna i bezrobotna. Kończyła jej się gotówka. Straciła wszystkie oszczędności.

Nie powinna dłużej patrzeć w telewizor. Na stację trafiła godzinę temu w poszukiwaniu kąta na noc. Była tu nikim. „Szczury z korytarzy” przepędzały ją z upatrzonych zakamarków na mokre klepisko. W niezniszczonych ciuchach ściągała podejrzliwe spojrzenia. Dlatego bez szemrania przemierzała dalsze zakątki, z nadzieją, że nikt nie zabierze jej butów, w których ukryła ostatnie pieniądze. Jednak to, co najcenniejsze, nosiła w tobołku na brzuchu. Gdyby zabrali zawiniątko, byłby to jej koniec.

Poprawiła tobołek i uciekła przed spojrzeniem starucha w wełnianej czapce, spod której wystawały tłuste strąki. Znów wgapił się w ekran telewizora. Jego nogi ginęły w stercie szmat. Dookoła walały się torby z bezwartościowym dobytkiem. Na torbach leżały dwie kobiety, śmierdziały moczem jak staruch.

Obraz zadrżał. Na ekranie zamiast dziennikarki pojawił się śnieg. Dziad warknął. Uniósł się na łokciu, z trudem zgiął jedno z owiniętych szmatami kolan i spojrzał na Natu.

– Zepsułaś, wywłoko – powiedział. Zgiął drugie kolano, jakby zamierzał wstać. W jego prawej dłoni błysnęło coś metalowego.

Natu czym prędzej wycofała się w głąb korytarza, wpadając na rozrzucone śmieci. Przyciskała do piersi tobołek. Modliła się, by Gigi nie zaczęła wołać o jedzenie. Problem w tym, że Gigi domagała się go co chwilę. I to bardzo głośno.

Zasłoniła córce usta i poszła dalej. Minęła ostatnią działającą żarówkę. Włączyła latarkę. Słabe, migotliwe światło podkreśliło upiorność korytarza. Z mroku wyłoniła się metalowa szafa. A więc Natu dotarła do miejsca, do którego zapuszczali się tylko najodważniejsi. Większość stąd nie wracała. Tak przynajmniej twierdził pijak, który ją tu posłał. Błagała bezgłośnie, by to była nieprawda. Po siedmiodniowej wędrówce na mrozie, z głodnym niemowlęciem, pozbawiona regularnego snu, chciała jedynie odpocząć. I żeby nikt nie zrobił im krzywdy. Bała się, że ktoś może je rozpoznać. Rzadko robiła zakupy, nie sypiała w hotelach, bo do tego potrzebny był dowód. A ona spaliła go razem z kartą płatniczą. Miała nadzieję, że dzięki temu dawca ich nie namierzy. Ledwie umknęła ze szpitala.

Wsunęła wolną dłoń do kieszeni. Wymacała nóż z kościaną rękojeścią. Wcześniej należał do faceta, który chciał buchnąć jej ostatnie pieniądze.

9 października 2015

Wrocław w obrazach

Na Międzynarodowy Festiwal Opowiadania we Wrocławiu pojechałam przede wszystkim po uścisk dłoni prezesa. Udało się! Wprawdzie nagrody głównej nie zdobyłam, ale dyplom i pakiet książek znanych autorów owszem.


 Miałam okazję w ciekawej scenerii wysłuchać fragmentów książek przeróżnych autorów z Polski i ze świata. Tutaj nowym, nieopublikowanym jeszcze tekstem popisał się Jakub Żulczyk.


 W mieście, na ulicach też sporo się działo. Niektórzy nie wytrzymali presji życia codziennego.


 Inni byli zakochani. W partnerze albo też w sobie.


Psy prowadzały dzieci...


Dzieci prowadzały siebie...


Nie obyło się bez podejrzenia wrocławskiego klasyka - kłódek zakochanych.


Niestety mam dla niektórych nieprzyjemną wiadomość.


I nieważne, że los połączył Was z takim romantykiem!


Niektórym pisana jest przyszłość porzuconego, zlekceważonego Minionka. Papa...



5 października 2015

11. Międzynarodowy Festiwal Opowiadania - warsztaty dla finalistów

...czyli odkryj swoje wewnętrzne autobiograficzne ja.


Największe nadzieje, jeśli chodzi o obecność na 11. Międzynarodowym Festiwalu Opowiadania (MFO) we Wrocławiu, wiązałam z warsztatami pisarskimi (choć, oczywiście, nie pogardziłabym pięcioma tysiącami, które organizator przewidział dla zwycięzcy. Niestety nie dla mnie).

Warsztaty prowadzili po połowie Inga Iwasiów - krytyczka literacka, pisarka i Dariusz Sośnicki - poeta, tłumacz, eseista oraz redaktor pokonkursowej antologii Obiecaj

Inga Iwasiów
Spotkania nie toczyły się według wzorca, jaki sobie wyobraziłam (ćwiczenia, praca domowa, ciężka pisarska orka, sprawdziany, klasówki, odpytywania), ale otworzyły mi oczy na kilka podstawowych prawd związanych z pisaniem. Sama byłam zaskoczona. Nie mogłam uwierzyć, że rozpoczynając jakieś opowiadanie, nie zadaję sobie fundamentalnego pytania: co chcę przekazać światu, co chcę przez ten tekst powiedzieć? 


Zrobiliśmy taką rundkę. Każdy musiał w jednym zdaniu zawrzeć temat swojego opowiadania, myśl przewodnią, prawdę, którą ukazuje i to wcale nie było takie łatwe. Ja? Nic trudnego! Opowiadanie "Najpierw dziecko" dotyczy zabiegu in vitro. Proszę bardzo! Krótko i węzłowato! Ale co w związku z in vitro? Przecież opowiadanie nie stanowi zapisu z przebiegu prodecury. Ano właśnie.

Ja, Magda Niziołek-Kierecka i antologia
Inne pytania były równie ważne. Np. dlaczego wybieram akurat takiego narratora i jak to wpływa na opowieść. Czy narrator wszechwiedzący to dla mojego tekstu dobry wybór? A może lepiej powiedziałabym, co mam do powiedzenia, gdybym wykorzystała swoje wewnętrzne autobiograficzne ja? (Tu następuje prywatne mrugnięcie okiem do Magdy ;-) )

Znów razem - Autostopowiczki
Podczas powarsztatowych rozmów często wracałyśmy z Magdą do tego stwierdzenia, w którym tak naprawdę zawiera się myśl: ile jestem gotowa dać z siebie tekstowi? Czy wolę zdecydować się na posłanie trzecioosobowego delegata, stworzyć dystans, czy wziąć narrację na siebie, narazić się na możliwość, że ktoś utożsami zdarzenia ze mną? Trzymać się bezpiecznej drogi czy iść na całość? A może powstrzymują mnie jakieś własne ograniczenia? Gorset, którego nie jestem w stanie rozluźnić. Tylko co zrobić, kiedy narrator pierwszoosobowy nie ma dostępu do wszystkich zdarzeń? 

Poruszaliśmy również bardziej przyziemne zagadnienia: korespondencja z wydawcą (kogo wybrać, co robić, jeśli wymiana maili się przeciąga), spotkanie z wydawcą (jak się korzystnie zaprezentować), umowa (o co walczyć, co odpuścić, by traktowali mnie jak solidnego partnera). Konkret, konkret i jeszcze raz konkret.

To, plus prywatne konsultacje z Ingą i Dariuszem, stanowi ogromny kapitał dla początkującego autora. Tylko notować i stosować!


Co jeszcze nam się przydało? Indywidualne spotkania z pisarzami - gwiazdami MFO. Każdego dnia po zakończeniu warsztatów odwiedzali nas goście festiwalu. Spotkania w luźniej atmosferze pozwoliły na rozmowę o tym, co dla nas, początkujących, najważniejsze. Autorzy zrezygnowali z promowania najnowszego dzieła na rzecz opowiadania nam o swojej pisarskiej drodze, metodach, grupach wsparcia, kursach.

Colin Barrett tłumaczył się m.in. z otwartych zakończeń, brania na warsztat małej społeczności, w której żyje. Julia Fiedorczuk zmierzyła się z tezą, czy da się pogodzić pisanie z macierzyństwem. Jon Boilard obalił mit pisarza szukającego natchnienia. Boilard to człowiek, który wstaje rano, pisze przez dwie godziny, zabiera dzieci do szkoły i jedzie do normalnej pracy w korporacji.

Spotkanie z Colinem Barrettem

Julia Fiedorczuk

Doceniłam też odczyty fragmentów opowiadań. Nie tylko słuchanie pisarzy czytających swoje teksty, ale i własne występy publiczne. Napiszę o tym niebawem.

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska