31 sierpnia 2016

Sielski sierpień

Niniejszą notką postanowiłam wrócić do tradycji fotoopowieści. 

Ponieważ buduję dom, nie dla mnie są w tej chwili wojaże zagraniczne czy wakacje w malowniczych zakątkach. Aparat miesiącami kurzył się i płakał, że go nie używam. Biedactwo. Współczułam i z rosnącym poczuciem winy omijałam go wzrokiem. Jednak w ubiegłym tygodniu portale pogodowe zaskoczyły mnie informacją o fali upałów. Wobec takich rewelacji rzadko pozostaję obojętna. Wzięłam szybki urlop, nie wzbudziłam podejrzeń szefowej, wsiadłam do pociągu relacji Warszawa - Kutno i w dwie godziny przeniosłam się w rodzinne strony. 

Aparat niemiłosiernie ciążył i zajmował pół plecaka. Gdyby nie kosztował tyle, ile kosztował, wcisnęłabym go komuś, kto ma wszystkie dyski w kręgosłupie na miejscu. Żeby tego było mało, miejsca na mamine mrożonki zostało tyle, co w kolejce do lekarza. Jednak przyroda wynagrodziła wszelkie trudy i uszczerbki na zdrowiu. Inspirująca i bujna jak kształty Kim Kardashian z ochotą pozowała do zdjęć. 

Dowody tego owocnego spotkania zamieszczam poniżej :-)

Zaczęłam na luzie od klasycznego byczenia się na leżaku, na kolorowej działce mamy.

dalie

Działka tonie w kwiatach, ganek tonie w nasionach na kolejny rok. Kwiatami spokojnie dałoby się obsiać całą powierzchnię, rezygnując z trawy.






















Gdybyście uznali, że to mało, bardzo proszę:


Ale udajmy się na spacer. Możliwości są trzy:

Spacer nad zalew, czyli jedno z miejsc, w których nie spotkasz nikogo, oprócz pani Haliny, która jest wszędzie. Po moim powrocie mama już wiedziała, że byłam nad zalewem i że miałam ze sobą aparat. Reszta szczegółów relacji została utajniona.

zalew

Można też zagubić się w lesie. Jednym z dwóch, bowiem moje rodzinne strony tak naprawdę ukryte są w lesie przed wzrokiem niepowołanych osób.


A jeśli idziemy przez las, to u jego wylotu przedzieramy się środkiem pola i trafiamy do mojej podstawówki :-)

sielanka

Podstawówka parę lat temu została zamknięta. Być może dlatego, że np. przy rzucie piłką lekarską zahaczało się o sufit sali gimnastycznej.

Szlak, z którego robiłam zdjęcie pokrywał się z tak zwaną pętelką, czyli trasą biegu, który pozwalał nam zaliczyć 45 minut wuefu, a przy okazji ukraść po drodze parę jabłek z czyjegoś podwórka. Tym razem nie kradłam jabłek, tylko sekrety domu za oknem ;-)


Ale ale... jesteśmy na wsi, czyli korzystamy z trzeciej opcji spaceru. Wieś jest spokojna i kolorowa...

wieś

Można by powiedzieć, że nawet pies z kulawą nogą mnie nie widział, ale...

gospodarstwo

Oto pojawił się ów fajny koleżka, który nie dość, że miał wszystkie łapy zdrowe, to z ochotą wziął udział w sesji zdjęciowej.

Podobnie zresztą jak jego parzystokopytne koleżanki.


wieś

 




















Choć ta druga spoglądała na mnie nieco podejrzliwie.

wieś

Łaciatym nie w głowie były jednak waśnie. Postanowiły oddać się relaksowi w cieniu na trawie.

wieś

1 sierpnia 2016

To nie jest pogodna notka

I wcale nie chodzi o deszcz.

Piszesz opowiadanie na MFO? Piszesz nową książkę?! W ogóle coś teraz piszesz?!

Nie. Nie. Nie.

Za wyjątkiem tych kilkunastu nieukończonych opowiadań, które po drugim akapicie uznaję za gówno i kasuję, nie napisałam niczego. Od października ubiegłego roku. 

Straciłam głos. To takie uczucie, jakbym założyła gorset i dwóch chłopa z całej siły ściągnęło i zawiązało sznurki. Nie mogę oddychać. 

Żaden z wymyślonych bohaterów nie jest fascynujący. Każda opisana przygoda jest nudna. Każde uczucie dziecinne. Humorystyczna uwaga irytująca. Nawet gdyby udało mi się ukończyć którykolwiek tekst, jestem pewna, że nie miałby pointy. Dlatego bezpieczniej nie kończyć.

Dławię się. 

Pozwoliłam sobie delikatnie wypuścić powietrze wczoraj. Po prostu ulżyło mi, że skończył się termin nadsyłania opowiadań na Międzynarodowy Festiwal Opowiadania. Skończyła się presja.

Mogę się łudzić, że gdy będę miała własny pokój... gdy uwolnię myśli od ważnych spraw... gdy przewiozę dwieście pięćdziesiątą taczkę z piachem... może wtedy... 

A może czas przestać podtrzymywać fikcję.

wyschło


P.s W pozostałych sprawach mam mniej wisielczy nastrój. Dlatego pozwoliłam sobie skupić się właśnie na nich.