1 sierpnia 2016

To nie jest pogodna notka

I wcale nie chodzi o deszcz.

Piszesz opowiadanie na MFO? Piszesz nową książkę?! W ogóle coś teraz piszesz?!

Nie. Nie. Nie.

Za wyjątkiem tych kilkunastu nieukończonych opowiadań, które po drugim akapicie uznaję za gówno i kasuję, nie napisałam niczego. Od października ubiegłego roku. 

Straciłam głos. To takie uczucie, jakbym założyła gorset i dwóch chłopa z całej siły ściągnęło i zawiązało sznurki. Nie mogę oddychać. 

Żaden z wymyślonych bohaterów nie jest fascynujący. Każda opisana przygoda jest nudna. Każde uczucie dziecinne. Humorystyczna uwaga irytująca. Nawet gdyby udało mi się ukończyć którykolwiek tekst, jestem pewna, że nie miałby pointy. Dlatego bezpieczniej nie kończyć.

Dławię się. 

Pozwoliłam sobie delikatnie wypuścić powietrze wczoraj. Po prostu ulżyło mi, że skończył się termin nadsyłania opowiadań na Międzynarodowy Festiwal Opowiadania. Skończyła się presja.

Mogę się łudzić, że gdy będę miała własny pokój... gdy uwolnię myśli od ważnych spraw... gdy przewiozę dwieście pięćdziesiątą taczkę z piachem... może wtedy... 

A może czas przestać podtrzymywać fikcję.

wyschło


P.s W pozostałych sprawach mam mniej wisielczy nastrój. Dlatego pozwoliłam sobie skupić się właśnie na nich. 

4 komentarze:

  1. Wena na pewno do Ciebie wróci :) Jestem tego pewna!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam podobnie. Z ta różnicą, że ja swoje gnioty kończę. Może chodzi o to, że mam już z górki. Ale Tyś młoda, zdolna, Kasiu, nie desperuj. Wena Ci się przyczaiła, lecz kiedyś znowu tryśnie jako z tej studni artezyjskiej! Całuski. Hania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co prawda poza mailami i listą rzeczy do zabrania na działkę, nie piszę, ale sprawa odczuć, dotyczących "weny" (na jakimkolwiek polu) jest uniwersalna, a co za tym idzie, obrzydliwie upierdliwe poczucie beznadziei i wiary w siebie. Jak mawiał klasyk: MASAKRA! Ale (matko kochana, zawsze jest jakieś "ale), jako osoba posiadająca znacznie więcej na liczniku, zapewniam, że masz, dziewczyno, Wenę, przez duże "W". Ona czeka spokojnie na swoje: wie, ile zamieszania w Twoim życiu, ile taczek do załadowania - samo się nie zrobi. Ona jest wygodnicka, dlatego czeka na swój pokój, żeby nie rzec - gabinet;) Odsiej myśli, zakończ dzieło jako fizyczna, a Wena sama się wprosi.
    Wiem, co mówię.

    Iwona (nie do końca Anonimowa)

    OdpowiedzUsuń

Zanim skomentujesz, zapoznaj się z zasadami bloga :-)