23 maja 2016

Skarby z Warszawskich Targów Książki 2016

Tegoroczne Warszawskie Targi Książki / Warsaw Book Fair stały pod znakiem mojego napadu na stoisko Motyleksiazkowe.pl




Dowiedziałam się, że dostępne będą egzemplarze antologii Obiecaj, w której znajduje się moje opowiadanie Najpierw dziecko. Antologia zawiera teksty autorów nominowanych do nagrody w konkursie organizowanym w ramach ubiegłorocznej edycji wrocławskiego Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania. Przy okazji, organizatorzy ogłosili właśnie temat tegorocznej edycji. Zatem Bydgoszczanie do piór! Może i ja spróbuję, choć nie jestem z Bydgoszczy i chociaż nic dwa razy się nie zdarza, ale co tam! 

Drugi ważny punkt mojej wizyty na targach to pierwsze historyczne spotkanie z Łukaszem Orbitowskim

 

Czytam go od czasów Tracę ciepło, czyli od 2007 r., a nawet opowiadań w Nowej Fantastyce. Tylko nigdy nie udało mi się dotrzeć na jego spotkanie autorskie. Aż nastał piątek! Wpadłam na ostatnie dziesięć minut. 

Autor odpowiadał akurat na pytania publiczności. Za chwilę pożegnał się i zgodził podpisać parę książek. Ja nie miałam żadnej, bo przerzuciłam się na czytnik. Już byłam przy drzwiach, już uspokajałam emocje związane ze spotkaniem idola z plakatu, gdy przypomniała mi się sytuacja, jak to nieomal zaprzepaściłam szansę na wywiad z innym idolem z plakatu. Gdyby nie stojący obok koledzy, którzy praktycznie sprzedali mi kopniaka na rozpęd, nie byłabym dziś autorką najdłuższego wywiadu, jakiego polskim mediom udzielił Peter Gade - najlepszy badmintonista w Europie. 

W piątek stanęłam przed podobnym problemem, tyle że obok zabrakło kolegów do pomocy. Sama musiałam podjąć męską decyzję. Zawróciłam, otworzyłam swój różowy pamiętniczek i poprosiłam Pana Łukasza o wpis zastępczy. Oto on:



Jeśli chodzi o ofertę książkową, z żalem wpatrywałam się w co najmniej 5 książek, które chciałabym mieć, ale wydawnictwa nie wymyśliły jeszcze, jak trafić do czytelników e-booków. Dlatego kupiłam sobie mapę na pocieszenie. Ale wtedy na scenę wkroczył mąż z datkiem (bo przecież nie można być na Targach i niczego nie kupić!) i takim oto sposobem wróciłam do domu z najnowszą powieścią Elif Shafak Uczeń architekta oraz 1945. Wojna i pokój Magdaleny Grzebałkowskiej. Autorka kupiła mnie swojego czasu błyskotliwym odczytem fragmentów książki, więc jej zakup był tylko kwestią czasu.



A Wy macie jakieś skarby?

18 maja 2016

Proza, która boli

Trudno pisać o tej książce, nie popadając w skrajny sentymentalizm, ale i nie spłycając dramatu, który się w niej rozgrywa. Jeden z bohaterów na kilkuset stronach szarpie się z wrogami, przyjaciółmi i ze sobą samym, z demonami we własnym umyśle i tymi jak najbardziej realnymi - w ludzkiej, myląco życzliwej skórze.



Małe życie Hanyi Yanagihary to tragedia człowieka, który wskutek doświadczeń z dzieciństwa tak skrajnie znienawidził siebie i swoje ciało, że wymierza mu bolesne kary i tylko one są w stanie przynieść mu ulgę. Chwilową. Na dodatek nie uważa, by w jakikolwiek sposób zasługiwał na dobro, które go spotyka w późniejszym, lepszym życiu.
Doświadczy tego mrowienia, tego dreszczu wstrętu, który dopada go w najszczęśliwszych i najpaskudniejszych chwilach i zadaje mu pytanie, za kogo się uważa, że sprawia kłopot tak wielu osobom, że przyznaje sobie prawo, by żyć dalej, gdy jego własne ciało mówi mu, że należy przestać.
A powiedzieć trzeba jasno, że w późniejszym życiu, tym drugim, zdawałoby się lepszym, spotyka go dużo miłości. Miłość to w tej książce bardzo ważny motyw. Jest wielka, trudna, cierpliwa, niezłomna, płochliwa i destrukcyjna.

O jakichkolwiek nieistotnych mankamentach nie warto nawet wspominać w świetle przytłaczającego bólu, jaki towarzyszy lekturze Małego życia. Jest to bowiem powieść dla ludzi o mocnej konstrukcji psychicznej. Najpierw każe wziąć głęboki wdech, potem odpocząć i dopiero wtedy podjąć chociaż próbę zmierzenia się z tym, co zostało powiedziane. A zadanie to niejednokrotnie okazuje się tak trudne, że niemożliwe.

Odczuwam mały niedosyt, ponieważ autorka na pewnym etapie powieści porzuciła osobiste historie dwóch z czwórki kumpli, a przecież życiorysy każdego z nich były interesujące, wyjątkowe. Mam jednak świadomość, że gdyby Yanagihara rozdzielała uwagę po równo między Jude'a, Willema, Malcolma i JB, nie zmieściłaby się w obrębie jednej powieści. Pozostaje mieć nadzieję, że swój talent do portretowania wyjątkowych postaci wykorzysta w kolejnych książkach.