18 maja 2016

Proza, która boli

Trudno pisać o tej książce, nie popadając w skrajny sentymentalizm, ale i nie spłycając dramatu, który się w niej rozgrywa. Jeden z bohaterów na kilkuset stronach szarpie się z wrogami, przyjaciółmi i ze sobą samym, z demonami we własnym umyśle i tymi jak najbardziej realnymi - w ludzkiej, myląco życzliwej skórze.



Małe życie Hanyi Yanagihary to tragedia człowieka, który wskutek doświadczeń z dzieciństwa tak skrajnie znienawidził siebie i swoje ciało, że wymierza mu bolesne kary i tylko one są w stanie przynieść mu ulgę. Chwilową. Na dodatek nie uważa, by w jakikolwiek sposób zasługiwał na dobro, które go spotyka w późniejszym, lepszym życiu.
Doświadczy tego mrowienia, tego dreszczu wstrętu, który dopada go w najszczęśliwszych i najpaskudniejszych chwilach i zadaje mu pytanie, za kogo się uważa, że sprawia kłopot tak wielu osobom, że przyznaje sobie prawo, by żyć dalej, gdy jego własne ciało mówi mu, że należy przestać.
A powiedzieć trzeba jasno, że w późniejszym życiu, tym drugim, zdawałoby się lepszym, spotyka go dużo miłości. Miłość to w tej książce bardzo ważny motyw. Jest wielka, trudna, cierpliwa, niezłomna, płochliwa i destrukcyjna.

O jakichkolwiek nieistotnych mankamentach nie warto nawet wspominać w świetle przytłaczającego bólu, jaki towarzyszy lekturze Małego życia. Jest to bowiem powieść dla ludzi o mocnej konstrukcji psychicznej. Najpierw każe wziąć głęboki wdech, potem odpocząć i dopiero wtedy podjąć chociaż próbę zmierzenia się z tym, co zostało powiedziane. A zadanie to niejednokrotnie okazuje się tak trudne, że niemożliwe.

Odczuwam mały niedosyt, ponieważ autorka na pewnym etapie powieści porzuciła osobiste historie dwóch z czwórki kumpli, a przecież życiorysy każdego z nich były interesujące, wyjątkowe. Mam jednak świadomość, że gdyby Yanagihara rozdzielała uwagę po równo między Jude'a, Willema, Malcolma i JB, nie zmieściłaby się w obrębie jednej powieści. Pozostaje mieć nadzieję, że swój talent do portretowania wyjątkowych postaci wykorzysta w kolejnych książkach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zanim skomentujesz, zapoznaj się z zasadami bloga :-)