30 grudnia 2015

Pokonać Zuckerberga

Mark Zuckerberg. Założyciel Facebooka. Wyzwanie pod nazwą Przeczytam 52 ksiażki w 2015 roku. Jeśli czytasz książki, na pewno o nim słyszałeś. O wyzwaniu, mam na myśli. Podjąłeś rękawicę? Udało się?

 

 
Skłamałabym, gdybym powiedziała, że Mark wysoko postawił mi poprzeczkę. Jedna książka na tydzień? Pikuś. Gdzie mam się podpisać?

Od czterech lat prowadzę zeszyt, w którym zapisuję tytuły, autorów i daty przeczytanych książek. Do niedawna dołączałam również krótkie recenzje. Może nie recenzje, a raczej garść odczuć na plus i na minus. Ku przestrodze. No i spojlery! Złapałeś się kiedyś na tym, że chwilę po przeczytaniu książki nie potrafiłeś powiedzieć, jak się skończyła? To już rozumiesz, dlaczego skrupulatnie notowałam sposób rozwiązania akcji.

Dzięki zeszytowi mam teraz czarno na białym, wyryte jak w kamieniu, że... nie wiem, jak Mark, ale ja wyzwaniu Zuckerberga stawiłam czoła celująco. 52 książki w roku 2015? Pikuś. Ja zakończyłam ten rok z nadwyżką. 

Udało mi się przeczytać 65 książek! 

Oto ich pełna lista. W jakim stopniu pokrywa się z Twoją?

Styczeń
Stephen King "Przebudzenie"
Peter May "Człowiek z wyspy Lewis"
Henry Carroll "Read this if you want to take great photographs"
Emily St. John Mandel "Station eleven"

Luty
Jose Carlos Somoza "Klara i półmrok"
Gavin Extence "Wszechświat kontra Alex Woods"
Scott Kelby "Sekrety mistrza fotografii cyfrowej"
Red Vonnegut "Na klęczkach"

Marzec
Kuba Wojtaszczyk "Portret trumienny"
Jose Carosl Somoza "Przynęta"
Łukasz Orbitowski "Zapiski nosorożca"


Kwiecień
Jackie Mac Mullan "Shaq bez cenzury"
Jolanta Czarkwiani "Nie waż się"
Jonas T. Bengtsson "Baśń"
Zygmunt Miłoszewski "Gniew"
Karolina Domagalska "Nie przeproszę, że urodziłam"

Maj

Charlie LeDuff "Detroit. Sekcja zwłok Ameryki"
Jonathan Carroll "Zaślubiny patyków"
Roman Praszyński "Córka Wokulskiego"
Stephen King "Mroczna wieża", t. I
"Nowe marzy" - antologia MFO 2014
Zygmunt Miłoszewski "Uwikłanie"
Stephen King "Ręka mistrza"





Czerwiec
Jonathan Carroll "Ucząc psa czytać"
Thomas Pynchon "W sieci"
Stephen King "Znalezione niekradzione"
Małgorzata Gutowska Adamczyk "Fortuna i namiętności. Klątwa"
Christian Eisert "Tydzień w Korei Północnej"
Arturo Perez-Reverte "Cierpliwy snajper"

Lipiec
Carlos Ruiz Zafon "Więzień nieba"
Marcin Wolski "Sodoma"
Daniel Silva "Portret szpiega"
Łukasz Orbitowski "Inna dusza"
Stephen King "Uciekinier"
Aleksandra Łojek "Belfast. 99 ścian pokoju"

Sierpień
Jo Nesbo "Człowiek-nietoperz"
Anne Lamott "Bird by bird"
Helen Fielding "Bridget Jones. Szalejąc za facetem"
Zadie Smith "Lost and found"
Gaja Grzegorzewska "Noc z czwartku na niedzielę"
Jessie Burton "Miniaturzystka"
Druscilla Campbell "Uwięziona"
Lily Kappel "Żony astronautów"




Wrzesień
Remigiusz Mróz "Ekspozycja"
Maryla Szymiczkowa "Tajemnica domu Helclów"
Eric-Emmanuel Schmitt "Kiedy byłem dziełem sztuki"
Filip Springer "13 pięter"
Alice Munro "Drogie życie"
Jakub Żulczyk "Ślepnąc od świateł"
Inga Iwasiów "Smaki i dotyki"

Październik
Julia Fiedorczuk "Nieważkość"
"Obiecaj" - antologia MFO 2015
Agata Tuszyńska "Narzeczona Schulza"
"Bierz mnie" - antologia opowiadań erotyczno-fantastycznych

Listopad
Karl Ove Knausgard "Moja walka", t. II
Lars Saabye Christensen "Odpływ"
Jonas Jonasson "Analfabetka, która potrafiła liczyć"
Michel Houellebecq "Uległość"
Anais Nin "Delta Wenus"
Weronika Murek "Uprawa roślin południowych metodą Miczurina"

Grudzień
Elżbieta Cherezińska "Saga Sigrun"
Sylwia Chutnik "W krainie czarów"
Daniel Silva "Posłaniec"
Lars Saabye Christensen "Półbrat"
Dominika Słowik "Atlas: Doppelganger

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziś tylko lista. Omówienia i dalsze podsumowania, rankingi i wszystko, co przychodzi nam do głowy z okazji końca jednego roku i początku kolejnego obiecuję niebawem.


Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

16 listopada 2015

Bierz mnie (Cielesne uciechy, gorące spojrzenia, złamane serca)


Bierz mnie

Cielesne uciechy, gorące spojrzenia, złamane serca


 antologia opowiadań zmysłowych pod redakcją Dawida Juraszka




Autorzy: Istvan Vizvary, Katarzyna Kowalewska, Stanisław Truchan, Katarzyna Uznańska, E. M. Thorhall, Grzegorz Piórkowski, Joanna Maciejewska, Bartłomiej Dzik, Radosław Lewandowski, Dawid Juraszek

Kategoria: fantastyka, sf, obyczaj, erotyka, opowiadania

Ludzie pióra płci obojga kochają nie tylko książki, i nie z samej jedynie literatury czerpią rozkosz – są przecież przede wszystkim kobietami i mężczyznami. Autorki i autorzy niniejszej antologii spłodzili oto dziewięć śmiałych opowiadań o tym, co najbardziej ludzkie, choć często i obce, dla czytelniczek i czytelników otwartych na nowe doznania.
Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość łączą się tu z miejscami bliskimi i dalekimi, nauka i magia z intymnością i pożądaniem, a piękność z potwornością; egzotyka splata się ze swojskością, subtelność z dosadnością, a miłość z seksem.
Z tego mariażu narodził się zbiór pobudzający zmysły i podniecający wyobraźnię, ale też dający do myślenia – nie tylko w długą, bezsenną noc.

Niniejszy post to niecnie wykorzystane przeze mnie materiały od  Wydawnictwa RW2010, ale myślę, że mi się upiecze ;-)

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

6 listopada 2015

Hasztag lipa




             W zamyśle jest to tekst o moich mękach twórczych, które mają miejsce tu i teraz. Dlatego może się zdarzyć, że post nie zostanie ukończony albo, co gorsza, okaże się nie mieć puenty. Piszę go, ponieważ od tygodni próbuję zerwać z ukrywaniem się za męskim narratorem i w końcu przemówić w prozie jako ja – kobieta. Próbuję zrewolucjonizować nie tylko swoje pisanie, ale i jestestwo, odrzucając inicjały K.A., które służą jako płciowy kamuflaż, na rzecz pełnoprawnej Katarzyny. Pragnę zrzucić patriarchalny gorset i uwolnić się od przemawiającego w moim imieniu męskiego delegata. Od dziś chcę wyrażać się wprost, sama za siebie.

            Niestety nie zawsze jest tak, że gdy zaśpiewasz „do re mi”, od razu biorą cię do chóru gospel. Czasami, wbrew nadziejom, dostajesz ataku kaszlu. Moje wielotygodniowe próby okazały się tak żenująco daremne, że nie napisałam ani jednego zdania prozy innej, niż użytkowa. Choć tu też rozczarowanie, ponieważ wyrażenia „kwota ogółem” czy „specyfikacja wysyłkowa” zdaniami nie są.
            Czy przytłoczyła mnie zdobyta na warsztatach wiedza, dzięki której zaczęłam zadawać sobie fundamentalne pytanie: co autor ma na myśli, a konkretnie: co chcę przez swój tekst powiedzieć? A jeśli, o zgrozo, niczego nie mam na myśli? Jeśli moje teksty to nic więcej, niż kleksy pozostawione przez gołębie na ławce w Dolince Służewieckiej? Czy może przygniotła mnie rada, by zwracać uwagę na melodię zdań, okraszona dopiskiem, by nie skupiać się na rzeczonej melodii w trakcie pisania, tylko dopiero po skończeniu? Kiedy wyrzucę już z siebie olśniewającą historię, postawię na kartce ostatnią kropkę i wypiję zasłużoną skrzynkę piwa? Ale nie. Rada odniosła odwrotny skutek, a dopisek podziałał z taką mocą, jak przestroga mamy, bym zimą nosiła czapkę. Moja kartka pozostaje pusta, wybitne zdania, jeśli w ogóle majaczą gdzieś w głowie, to w głębokich pokładach nieświadomości. Może dałoby się je wydobyć za pomocą hipnozy? Warto rozważyć opcje nadprzyrodzone, bo zwykły długopis, nawet jeśli się nie maże i dobrze leży w dłoni, nie posiada wystarczającej mocy.
            A może zwyczajnie jestem cienka jak dupa węża. Nie. Z tym się stanowczo nie zgadzam. Powtarzam sobie afirmacje, a jedną z nich jest, że nie znalazłam jeszcze ciekawego tematu i tyle. Może jeśli dziś pójdę inną drogą, skręcę w Batorego, zamiast w Rakowiecką, wtedy wpadnę na literacki motyw? I będzie on przystojny oraz elokwentny. A może opowieść przyniesie listonosz w przesyłce poleconej, bo wyjątkowo będę w domu, a historia nie skończy się na standardowym awizo? Może.
            Tymczasem czuję się jak chłopak z filmu „Frank”, który próbował komponować piosenki, jednak jedyne, co mu wychodziło, to dokumentowanie na aplikacji Instagram swojego twórczego zatwardzenia. Szwendał się ów chłopak po ulicach rodzinnego miasteczka, obserwował otoczenie i wymyślał teksty w stylu „kobieta w czerwonym płaszczu niesie parasolkę”. Klasa… Ale hasztagi dobierał świetne.
            Mój mąż ma takie spodnie od dresu. Wiąże je w pasie grubym sznurkiem. Ostatnio wyciągnął sznurek, zwinął go i położył na stole. I wyszedł. Patrzyłam na ten sznurek i zastanawiałam się nad zaproszeniem. A może by skorzystać? Definitywnie uciąć swoje męki? Ale nie, pomyślałam. Nie wolno się poddawać. A nuż sznurek okaże się przyczynkiem do świetnej historii. I kto wówczas ją spisze, kiedy ja będę dyndać u żyrandola z Ikei? No kto? A przecież pierwsze zdanie już jest gotowe, już czeka! „Szary sznurek pozostawiony na stole przez męża”. Błyskotliwe, prawda? Nie da się zaprzeczyć. Chłopak z filmu „Frank” zatytułowałby ten tekst „hasztag lipa”.
Pewnego razu w zakończeniu opowiadania użyłam tych samych słów, co w tytule. Zdobyłam wówczas nagrodę w ważnym konkursie literackim. Czy nie jest to świetny sposób na pokonanie blokady twórczej? Napisać tytuł i ostatnie słowa, wykorzystując zasadę „dwa w jednym”. A teraz wystarczy tylko wypełnić tekstem środek.
            

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska


28 października 2015

"Najpierw dziecko" - opowiadanie z antologii "Obiecaj"

Ze wstępu do antologii Obiecaj, która swoją premierę miała podczas Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania 2015:


 Przenikliwość autorów naprawdę zasługuje na komplementy.
Dariusz Sośnicki - redaktor antologii

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zapraszam do lektury mojego opowiadania Najpierw dziecko, które znalazło się w zbiorze.




antologia Obiecaj


Najpierw dziecko



– To już dziewiąte dziecko z probówki, które zaginęło od początku roku. Czwarte wyłowione z jeziora. Jak długo władze pozostaną obojętne na rzeź niewiniątek, która rozgrywa się na naszych oczach?

Rozciągnięta wszerz, a wciąż nieskazitelna – pomyślała Natu, machinalnie prostując plecy. Wpatrywała się w ekran małego, wysłużonego telewizora na opuszczonej stacji metra. Należał do trójki bezdomnych, którzy rozłożyli się wokół niego. Dziennikarka stała wśród domów ubogiej dzielnicy. Wszystko w niej było idealne, kok rudych włosów, dopasowany płaszcz, kozaki depczące zamarznięte kępy trawy. Nawet para wydobywała się z jej ust pod właściwym kątem – tak, by nie zasłaniać oczu zaglądających w głąb dusz skorumpowanych ludzi władzy. Natu chciałaby być tak samo odważna i bezkompromisowa. Tymczasem była bezdomna i bezrobotna. Kończyła jej się gotówka. Straciła wszystkie oszczędności.

Nie powinna dłużej patrzeć w telewizor. Na stację trafiła godzinę temu w poszukiwaniu kąta na noc. Była tu nikim. „Szczury z korytarzy” przepędzały ją z upatrzonych zakamarków na mokre klepisko. W niezniszczonych ciuchach ściągała podejrzliwe spojrzenia. Dlatego bez szemrania przemierzała dalsze zakątki, z nadzieją, że nikt nie zabierze jej butów, w których ukryła ostatnie pieniądze. Jednak to, co najcenniejsze, nosiła w tobołku na brzuchu. Gdyby zabrali zawiniątko, byłby to jej koniec.

Poprawiła tobołek i uciekła przed spojrzeniem starucha w wełnianej czapce, spod której wystawały tłuste strąki. Znów wgapił się w ekran telewizora. Jego nogi ginęły w stercie szmat. Dookoła walały się torby z bezwartościowym dobytkiem. Na torbach leżały dwie kobiety, śmierdziały moczem jak staruch.

Obraz zadrżał. Na ekranie zamiast dziennikarki pojawił się śnieg. Dziad warknął. Uniósł się na łokciu, z trudem zgiął jedno z owiniętych szmatami kolan i spojrzał na Natu.

– Zepsułaś, wywłoko – powiedział. Zgiął drugie kolano, jakby zamierzał wstać. W jego prawej dłoni błysnęło coś metalowego.

Natu czym prędzej wycofała się w głąb korytarza, wpadając na rozrzucone śmieci. Przyciskała do piersi tobołek. Modliła się, by Gigi nie zaczęła wołać o jedzenie. Problem w tym, że Gigi domagała się go co chwilę. I to bardzo głośno.

Zasłoniła córce usta i poszła dalej. Minęła ostatnią działającą żarówkę. Włączyła latarkę. Słabe, migotliwe światło podkreśliło upiorność korytarza. Z mroku wyłoniła się metalowa szafa. A więc Natu dotarła do miejsca, do którego zapuszczali się tylko najodważniejsi. Większość stąd nie wracała. Tak przynajmniej twierdził pijak, który ją tu posłał. Błagała bezgłośnie, by to była nieprawda. Po siedmiodniowej wędrówce na mrozie, z głodnym niemowlęciem, pozbawiona regularnego snu, chciała jedynie odpocząć. I żeby nikt nie zrobił im krzywdy. Bała się, że ktoś może je rozpoznać. Rzadko robiła zakupy, nie sypiała w hotelach, bo do tego potrzebny był dowód. A ona spaliła go razem z kartą płatniczą. Miała nadzieję, że dzięki temu dawca ich nie namierzy. Ledwie umknęła ze szpitala.

Wsunęła wolną dłoń do kieszeni. Wymacała nóż z kościaną rękojeścią. Wcześniej należał do faceta, który chciał buchnąć jej ostatnie pieniądze.