17 lipca 2015

Wróg przyjacielem, przyjaciel wrogiem, czyli "Portret szpiega" Daniela Silvy

* (...) otworzył swój biznesowy notatnik i z pamięci naszkicował piękną młodą kobietę o kruczoczarnych włosach. To był portret kobiety z odkrytą twarzą, myślał Gabriel. Portret szpiega.


Gabriel to izraelski szpieg i niespełniony genialny malarz. Porzuciwszy burzliwą szpiegowską przeszłość, zostawiwszy za drzwiami ofiary, zabite z zimną krwią i te przypadkowe, które pozostawiły trwały ślad w jego duszy, wiedzie spokojne życie w Kornwalii u boku żony Chiary. Odwiedza londyńskie galerie, zaciera ręce na myśl o odrestaurowaniu odkrytego niedawno obrazu Tycjana.

Pewnego dnia jednak islamscy terroryści dokonują zamachu w Kopenhadze i Paryżu. W Gabrielu otwierają się stare rany, wracają nieprzyjemne wspomnienia. Gabriel spaceruje z żoną ulicami Londynu, gdy nagle spostrzega mężczyznę w zbyt grubym płaszczu jak na tę pogodę, który zmierza dziwnym, lecz dla szpiega w stanie spoczynku - znawcy jakże charakterystycznym krokiem w stronę tłocznego Covent Garden. Gabriel jest pewny, że za chwilę do ofiar zamachowców z Kopenhagi i Paryża dołączą dziesiątki Londyńczyków.

Nie powiem, co dalej, ponieważ fabuła powieści szpiegowskiej Daniela Silvy Portret szpiega pochłonie was już od pierwszych stron. Mam tylko jedną prośbę: przed rozpoczęciem lektury, nie czytajcie opisu wydawcy. Jest zbyt szczegółowy. Odbierze wam wiele przyjemności obcowania z książką.

Daniel Silva

To idealna lektura na wakacje, która nie mam pojęcia, jak znalazła się w moich zbiorach. Ani nie pamiętam, żebym ją kupiła, ani, żeby ktoś mi pożyczył. Ale jest i jej czytanie było dużą gratką.

Zalety Portretu szpiega? Sprawna prosta fraza, dialogi, dzięki którym przez książkę po prostu się przebiega, wyraziści, zróżnicowani bohaterowie, wydarzenia rozgrywające się na wielu szerokościach geograficznych, liczne zwroty akcji, możliwość przyjrzenia się światu, który jest niedostępny dla zwykłego Kowalskiego.

Co znajdziesz w powieści Silvy? Walkę dobra ze złem, próby rozpracowania siatki terrorystycznej przez cichych, pozostających w cieniu bohaterów, którzy z jednej strony zabijają z zimną krwią, z drugiej - są czyimiś małżonkami, przyjaciółmi, przegląd broni i technik szpiegowskich, akcję osadzoną w bieżących wydarzeniach, przyjaciół, którzy stają się wrogami, wrogów, którzy stają się przyjaciółmi, podwójnych agentów, tarcia Zachód vs świat Islamu, interesy polityczne na najwyższym szczeblu, a przede wszystkim dobrą rozrywkę.

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to do literówek, które zaczynają dominować pod koniec powieści. Tłumaczenie jest niezłe, ale tylko niezłe. Jeśli chodzi o geopolityczne tło Portretu szpiega, autor nie uniknął uogólnień i tendencyjności. Mógłby pokusić się o szerszy kontekst.

Tak czy inaczej genialny malarz - genialny szpieg Gabriel pojawia się na kartach innych powieści Daniela Silvy, po które zamierzam sięgnąć.

* Jest taki truizm dotyczący przesłuchań. Prędzej czy później wszyscy zaczynają mówić. Nie tylko terroryści, ale również zawodowi oficerowie wywiadu.

Ciekawe, jak przemówi do was Portret szpiega.

*Oba cytaty pochodzą z powieści.

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska


16 lipca 2015

OPOWIADANIE "Witajcie w naszej bajce"

Konkursy pisarskie! Ile to się człowiek nadenerwuje, paznokci poogryza, kółek wokół boiska przebiegnie! Wygram, nie wygram? Objadą mój tekst, nie objadą?

Dawno dawno temu napisałam na pisarski konkurs wigilijny opowiadanie Witajcie w naszej bajce. Ludzie powiadają, że sportretowałam w nim pewien typ mężczyzny. To była dla mnie wiadomość tyleż nowa, co onieśmielająca, bo... dość powiedzieć, że miło słyszeć, że moje opowiadanie posiada dodatkowe znaczenia, płaszczyzny ;-)

Przed chwilą dwoje piszących fajnych ludków przypomniało mi o tym opowiadaniu. Jeden piszący ludek podobno nawet się śmiał i twierdzi, że to cały on. Zatem i wy się pośmiejcie i powiedzcie, czy widzicie w głównym bohaterze jakiś bliski wam typ mężczyzny, czy...



Witajcie w naszej bajce

            – Musiałem poczekać, aż wyjdą – słyszę. Głos Pana Kleksa jest głęboki, rezonuje jakby Piotr Fronczewski wcale nie grał w filmie, a śpiewał w operze. Siedzę przed telewizorem, urzeczona, oczy wielkie jak cebule. Rodzina poszła na pasterkę, ja zbojkotowałam. Jestem w ostatniej klasie liceum. Najwyższy czas postawić na swoim. Kiedy matka kazała mi na dzisiaj założyć spodnie w kant i fioletowy sweter na guziki, mniej więcej od tego momentu mam własne zdanie. Zostałam sama, plus pies pod stołem – Witek. Tak jest dobrze. Gapię się na film z dzieciństwa i to zostanie między nami. Miałam napisać opowiadanie o przyjaźni, ale przerwałam w połowie. Na obecnym etapie życia kicham na przyjaźń. Odkładam zapisane kartki na stół. Innym razem.
            Pod stołem stęknął pies. Może mu się śni, że jest w raju, gdzie przecina śnieg żółtymi ścieżkami, które nigdy nie przestają parować, a miska ugina się pod hałdą świeżych kości. Kleks wyjawia Adasiowi przepis na zupę kwiatową w trzech smakach. Zupa kwiatowa w trzech smakach! Wolałabym zamiast kapusty z grochem, która mnie będzie męczyć do jutra. Fronczewski macha ręką i w wazonach materializują się frezje, na ścianie wyskakują kielichy kwiatów a la clip art. Efekty w filmach z lat osiemdziesiątych rozczulają mnie. Są realistyczne jak moje marzenia o życiu w ciepłych krajach.
            Witek gramoli się spod stołu. Ledwo ma siłę, za dużo zjadł na kolację wigilijną. Nie lubię karpia, a psu też się coś od życia należy. Przysiada na tylnych łapach jak posąg obok pufy, na której wyciągam nogi szczelnie zawinięte w koc. Za bardzo mi wiało przez artystyczne dziury w dżinsach. Witek łeb trzyma prosto, nieruchomo, oczy wbite w ekran, ogląda film razem ze mną. Czar wczesnego Fronczewskiego działa na wszystkie gatunki.
– Dlatego nie odezwałem się przy pierwszej gwiazdce.
Odwracam głowę w stronę Witka. Marszczę brwi. Krzyżujemy spojrzenia. Pies patrzy na mnie błękitnymi oczami jak moje, w czarnych obwódkach. Witek to husky. Ma minę jakby wszystko rozumiał. Cholera, patrzy jakby zdążył ułożyć w głowie traktat filozoficzny i postanowił się nim ze mną podzielić. Unoszę bezbronnie ręce i wciągam powietrze do płuc. Witkowi ani drgnie powieka. Wypuszczam powietrze dopiero po chwili i przenoszę wzrok z powrotem na ekran. Kleks każe Adasiowi zanieść zupę do jadalni. Nuda. Znów patrzę na psa. Podnosi zad, przechodzi dwa ospałe kroki w moją stronę i włazi przednimi łapami na pufę. Rośnie jak kolos, w końcu to duży pies, i zbliża pysk do mojej twarzy. Jego mokry czarny nos znajduje się dziesięć centymetrów od mojego białego i jeszcze bardziej mokrego. Złapałam przedwczoraj katar.
Odsuwam jego pysk w bok. Przytrzymuję, żeby mieć nieco przestrzeni życiowej. Czuję, jak jego opór słabnie, więc opuszczam dłoń i ukrywam ją z powrotem pod kocem. Zdążyło mi się zrobić zimno. Kleks znika z kadru, uczniowie akademii rozkładają talerze na stole. Zachodzę w głowę, co ma z tym wspólnego pierwsza gwiazdka. Przecież będą jedli zwykły obiad. Żadna to uroczysta kolacja wigilijna. Kątem oka obserwuję Witkowy pysk.
– No co? – pyta nagle. – Przecież by padli na zawał, gdybym się przy nich odezwał jako pies. Tylko ty tutaj wierzysz w bajki.
– O, wypraszam to sobie! – prycham, wyrywam ręce spod koca i wyrzucam w górę w geście na papieża. Dopiero po chwili orientuję się, że rozmawiam z psem. Opuszczam ręce. Pocieram palcami podbródek. Coś tu nie gra.
– Opowiesz mi bajkę? – pyta głosem faktycznie podobnym do Fronczewskiego, który robi teraz deser, dwie pastylki na porost włosów i cztery piegi. – Tu jestem – dodaje pies, by zwrócić na siebie uwagę. Przesuwa łapy na moje uda, wciąga tyłek na pufę, wykonuje sekwencję chwiejnych kroków, zgina się w paragraf i klapie na moim podołku. – No, jesteś całkiem wygodna. Teraz możesz zaczynać.
– Co…? – bąkam tylko, bo choć na usta ciśnie mi się milion pytań, wszystkie są w esperanto.
– Bajkę chcę – mówi i kładzie pysk na mojej dłoni. Unosi rekinie oczy do góry, ja patrzę w to czarno-białe oblicze i dalej niczego nie rozumiem. – Tyle piszesz, więc może coś opowiesz? Sam sobie kartek nie przerzucę. Mogę je co najwyżej zjeść – dodaje i rozciąga fafle w szelmowskim uśmiechu.
Nie wierzę w bajki, ale je lubię. Zazwyczaj występuje w nich zła czarownica, przy całej plejadzie pozytywnych bohaterów. Czarownica to moja matka. Ja jestem sklonowanym super-bohaterem, który zadaje jej ostateczny cios na sto sposobów okraszonych krwawym sosem.
Stwierdzam, że Witek jest miły w dotyku. Zdążyłam go pogłaskać parę razy, skoro już jest w zasięgu dłoni. Zazwyczaj nie należy do typów towarzyskich. Zupełnie jakbyśmy byli z jednego miotu. Sierść Witka działa jak pierzyna, rzecz o tej porze roku przydatna. Robi mi się ciepło, w końcu. Stwierdzam, że choćby za to bajka mu się należy. Niech stracę. Będzie szybko i na temat. Bohater zginie w pierwszej scenie. Powiedzmy, że wyjedzie na wakacje. Uda się na plażę, rzuci ręcznik, wsłucha się w szum fal, podelektuje ciepłem. Piasek skrzy się w słońcu jak niebo w nocy na Mazurach. Bohater wskoczy do oceanu. Lazurowa woda, odprężenie. Sama się rozmarzyłam. W jednej chwili wypływa obok rekin. Robi klap zębami i po bohaterze. The end. Odejście z miejsca wypadku, szeroki plan, ocean, palmy, piasek, ręcznik coraz mniejszy, w tle muzyczka na ukulele. Witajcie na wyspach hawajskich!
Ściszam telewizor, odkładam pilota na kartki z niedoszłym kandydatem do Nike. Pytam Witka, o czym sobie życzy.
– Nie wiem! – warczy. – Opowiedz przygodę na Alasce, o najbardziej niebezpiecznym wyścigu psich zaprzęgów.
Jego pomysł kłóci się z moją wizją. Po pierwsze za bardzo wieje chłodem, po drugie Witek i zaprzęg? Litości. Klepię go z politowaniem po łbie.
– Wituś, kto jak kto…
To chyba jedyny husky na świecie, którego lenistwo przyćmiło naturalną potrzebę wleczenia sań przez dziesiątki kilometrów po zamarzniętej, białej ziemi.
Witek błyskawicznie prostuje łapę. Poduchy twarde od chodzenia po asfalcie miażdżą moją wątrobę. Zaciskam zęby, starając się nie uronić łzy.
– Ty płaczesz? – pyta. Teraz ja warczę. – Bo zacznę wyć i zbiegną się sąsiedzi.
– Wszyscy są na pasterce – cedzę przez zęby. – Poszli o własnych siłach. Na dwóch łapach! Dasz wiarę?
– Lepiej mnie podrap za uchem i przystąp do opowieści – Czuję jak napór łapy słabnie, a z mojego brzucha dobiega gulgot, który w tłumaczeniu z Morse’a znaczy Pomocy! – Obiecuję, że potem odpowiem na wszystkie twoje pytania. Nie chciałabyś wiedzieć, co się stało z koszulką Sex Pistols?
– Ty gadzie! – Blokuję uderzenie łapy, nim znów przerobi moją wątrobę na tarczę strzelecką.
– Należę do innego gatunku, moja pani. Wiedziałabyś, gdybyś spędzała czas na biologii, zamiast z koleżankami na przystanku.
– Skąd wiesz?

15 lipca 2015

Ja i Ty

Masz swoją stronę na Facebooku i kanał na You TubeKrąg Twoich wyznawców dzieli się utworami, które pomagasz im stworzyć. Grywasz w filmach, występujesz w najnowszej powieści Stephena Kinga. Współpracujesz z najlepszymi z najlepszych. Vincent van Gogh, Pablo Picasso, Ernest Hemingway, Ryszard Kapuściński zaufali Tobie i odnieśli sukces.


Moleskine, usłysz mnie, bo o Tobie mowa.

Elegancja. Nowoczesność. Funkcjonalność. Precyzja wykończenia. Perfekcja wykonania. Zakochałam się w Tobie od pierwszego wejrzenia.

Od wczoraj jesteś mój.

Moleskine

To nie przypadek, to przeznaczenie. Nim pojawiłeś się w moim życiu, uwielbiałam kolor taki jak Twój, miękkie, kremowe, gładkie kartki oraz tę tylną kieszonkę i gumkę, które chronią przed utratą ważnych karteczek.

Jesteś pisarskim Mercedesem. Niektórzy kupują Cię i boją się używać, zarysować. A ja już wiem, jak idealnie współpracujesz z moim ołówkiem.

Czy będzie to miłość odwzajemniona? Tak, pod warunkiem że pomożesz mi napisać wiekopomne dzieło. 

Zaczynamy?
Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

14 lipca 2015

KONKURS: WAKACJE Z "PIJANYM SKRYBĄ"!!!

Wiesz, kto powiedział: Ten maszt złamany! Dopadnę go i wyrwę mu kłaki z brody! Nos ustawię na jednej linii z twarzą za pomocą pięści, a jaja rozbiję na patelni!?


Słyszałeś, kto wygrał bitwę na kury? Co skrywa pudełko od przekupki ze Zgierza? Co łączy punk rocka z wojskiem polskim? Co można ukryć w męskich spodniach? 

Chcesz zdobyć wyjątkową nagrodę związaną z Pijanym skrybą? Taką, którą będziesz mieć jako jedyny na świecie?!

Weź udział w konkursie na wakacje z Pijanym skrybą!!!

K.A. Kowalewska Pijany skryba


Etap 1 - Pakowanie

Spakuj swój egzemplarz Pijanego skryby (papierowy lub ebook). Jeszcze go nie masz? Tutaj (na dole) znajdziesz listę sklepów.

Weź aparat fotograficzny (albo komórkę, tablet).

Etap 2 - Wakacje

Zrób Skrybie zdjęcie na tle miejsca, w którym spędzasz wakacje.

Wybierz coś charakterystycznego dla tego miejsca. Na przykład, jeśli jesteś w Indiach, pokaż, jak Skryba gapi się na Tadż Mahal (w wersji "e" ustaw na czytniku okładkę). Jeśliś we Wrocławiu, niech Skryba przywita się z krasnalem. Wczasy w Pieninach? Zrób fotę, jak chłopak po górach się wspina!

Koncepcję i realizację zostawiam Twojej inwencji i wyobraźni. Ty wybierasz miejsce, aranż, tło, światło, kolory, rekwizyty.

Etap 3 - Formalności

Udostępnij na swoim FB tę notkę lub informację o konkursie z mojej strony FB K.A. Kowalewska. Daj innym szansę udziału w konkursie!

Nie znasz jeszcze mojej strony FB K.A. Kowalewska? Szybciutko zlajkuj, żeby wiedzieć na bieżąco, co w trawie piszczy. Będę tam umieszczać konkursowe wieści!

Prześlij mi zdjęcie, jak Ci wygodnie: wstawiając w komentarzu pod konkursowym postem na FB K.A. Kowalewska albo na maila streetkarp[małpa]gazeta.pl

Podaj jakiś kontakt do siebie! Ułatw mi sprawę!

Etap 4 - Po powrocie z wakacji

Na przesłanie zdjęcia lub zdjęć (Tak, możesz przysłać kilka, ale pliz, z różnych miejsc, nie pod różnymi kątami!) masz czas do końca sierpnia.

Potem ja przeprowadzę ze sobą poważną rozmowę i, kierując się własnym widzimisię, wybiorę zwycięzców. Jest tylko jeden warunek: muszę otrzymać wystarczającą liczbę zgłoszeń. Z czegoś trzeba wybrać. Jeśli nie, będę zmuszona odwołać konkurs i przerzucić nagrody na inny cel.

Ilu będzie zwycięzców? Ile nagród?

Dwóch / dwoje / dwie...

Ale za to jakie! Unikatowe!

Wyobraź sobie, że będziesz jedyną na świecie osobą, która nosi taką ekotorbę lub taką koszulkę z Pijanym skrybą!

Wakacje z Pijanym skrybą

Wszystko jasne?

Świetnie! Jeśli nie, pisz do mnie, pytaj! Kto pyta, nie błądzi.

Tymczasem korzystaj z wakacji, wypoczywaj, szalej! Ja czekam na Twoje zdjęcia ze Skrybą i opowieści dziwnej treści. Wiesz, z Maćkiem to różnie bywa, trzeba się pilnować i mieć oczy dookoła głowy.

Co mogę powiedzieć na koniec?  
POWODZENIA!!!

A nie, jeszcze trochę regulaminowego drobnego druczku ;-)

1. Zdjęcie musi być Twoje.
2. Nagrody wysyłam tylko do Polski.
3. Wyrażasz zgodę na nieodpłatne wykorzystanie przeze mnie zdjęcia do celów promocyjnych.

To już koniec tej notki. Uff! ;-)
  
Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska