22 grudnia 2016

Leń kontra redaktor

Wiecie, jakich redaktorów lubię najbardziej? 

Takich, którzy kreślą mój tekst i przerabiają na swoją modłę.

A jakich nie lubię?

Tych, którzy są na tyle uprzejmi, by prawie nie ingerować w tekst, a sugestie ewentualnych poprawek umieszczać w komentarzach, w tonie luźnym, spekulacyjnym, dającym mi wolność wyboru.

Niestety moje lenistwo kicha na wolność wyboru. Moje lenistwo chce, by redaktor wykonał za nie całą robotę. Poprawić, zaliczyć, mieć z głowy, zapomnieć. Lenistwo nie chce ślęczeć nad już napisanym tekstem. Ono chce odpoczywać i tygodniami rozmyślać o wielkim sukcesie, jakim było ukończenie jakiegokolwiek opowiadania. :-)

Tyle, jeśli chodzi o śmichy chichy.

redakcja

W ubiegłym tygodniu dostałam od redaktora dwa poprawione teksty. Wykonał świetną robotę. Jego czujność i bystre oko uratowały mnie przed ośmieszeniem. Po latach pracy jako tłumacz, którego wszystkie tłumaczenia były czytane przez weryfikatorów, a następnie po napisaniu wielu opowiadań, którym redaktorzy zgodzili się poświęcić uwagę, całkowicie uodporniłam się na tego typu krytykę. Nie walczę o każde słowo jak o własne dziecko. Pochylam z pokorą głowę i poprawiam tekst wedle sugestii, szczęśliwa, że mój pierwszy czytelnik, fachowiec, zadbał o to, by świat nie ujrzał niedopracowanego bubla.

Jak zwykle wyrażam wielki szacun dla pracy redaktorów, dla dostrzegania niuansów w stylu niemożność obliczenia wysokości fali, jeśli się nie ma w ręku dokładnej mapy hipsometrycznej. ;-)

Siedzę, poprawiam, główkuję. A lenistwu tłumaczę, że ma wymówkę od mycia okien.

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

19 grudnia 2016

Małe świąteczne cudeńka

Uwaga: zanim przeczytasz ten wpis, wyrzuć wszystkie cukierki - możesz zemdleć z przesłodzenia.

Nie ma lepszego momentu, niż czas okołoświąteczny, na opowiedzenie niewiarygodnie miłej historii. W końcu to teraz spełniają się wszystkie marzenia. Teraz do twoich rąk może trafić coś, o czym nawet nie śmiałeś marzyć.Tak przynajmniej twierdzą w reklamach.

salon
Wyobraź sobie, że lubisz czytać książki. To akurat łatwe, skoro trafiłeś na mojego bloga. Interesują cię historie zwykłych, choć nietuzinkowych ludzi. Lubisz również fotografować. Właściwie książki i fotografia są ze sobą powiązane. Z przyjemnością przeglądasz zdjęcia zrobione przez "prawdziwego" człowieka. Zdjęcia z duszą, kawałki świata, jakimi widział je autor.

Na koniec wyobraź sobie, że budujesz dom. Interesuje cię wszystko, co ma związek z wzornictwem i wyposażeniem wnętrz. Chcesz, by twój nowy dom odzwierciedlał twoją osobowość, by był wyjątkowy. Wybierasz niebanalne detale, których próżno szukać w katalogach i popularnych salonach meblowych.

Zakładasz konto na instagramie.

Zamieszczasz obrazy chwil, które uwieczniłeś, obserwujesz zbiory zdjęć, które cię inspirują. Czasem coś "polubisz", czasem napiszesz "super", "ale fajne".

Pewnego dnia dostajesz prywatną wiadomość.

Ktoś pisze do ciebie po angielsku, z przeciwległego krańca kuli ziemskiej. Dziękuje ci za wsparcie, za "lajki". Ma dla ciebie nietypową propozycję. Prezent. Mówi, żebyś zajrzał na jego stronę i wybrał sobie prezent na Gwiazdkę. 

Twoja pierwsza reakcja? Niemożliwe. To musi być spam. Tego typu historie nigdy się nie zdarzają, a jeśli już, to kryje się za nimi jakiś podstęp. Jesteś obyty w świecie internetu i myślisz, że pewnie chcą sobie zwiększyć liczbę odwiedzin.

Żartuję. Nie zapędzasz się aż tak daleko ze swoimi przypuszczeniami. Poza tym wygrywa ciekawość. Wchodzisz w to.

Co znajdujesz?

albumTwoim oczom ukazuje się strona australijskiego wydawnictwa, które wyszukuje interesujące osoby o ciekawych pasjach. Osoby te odnalazły swoje wyjątkowe miejsca na ziemi i postanowiły urządzić je w niepowtarzalnym stylu.

Wydawca odwiedza te magiczne miejsca, zbiera ciekawe historie, fotografuje oryginalne wnętrza i w swoich książkach prezentuje je czytelnikom.

A teraz przenieśmy się do rzeczywistości, bo to wcale nie była reklama ani jakaś motywująca opowiastka na święta, tylko prawdziwa historia.

Australia
Wydawnictwo Of The World Books  istnieje naprawdę i naprawdę obdarowało mnie Gwiazdkowym prezentem.


Wybrałam książkę Artist Spaces, prezentującą domy i pracownie artystów, oczarowanych rejonami Złotonośnych pól australijskiej Wiktorii. Tam tworzą, tam mieszkają, tam nawiązują relacje.



Lauren Mitchell, lokalna autorka, która zebrała opowieści malarzy, rzeźbiarzy, twórców instalacji, napisała we wstępie: przestrzeń każdego artysty jest faktycznym odzwierciedleniem jego własnego wnętrza.


Of The World Books
Z okazji świąt i nadchodzącego roku życzę ci wielu radości (nie tylko wywołanych przez prezenty) i możliwości życia zgodnie ze sobą, we własnej inspirującej przestrzeni.


Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska