11 maja 2015

Powieściowa jazda bez trzymanki?

Z koleżanką po piórze Kasią Sikorą potrafię godzinami rozprawiać o pisaniu. Taplamy się w kałużach teorii, zręcznie unikając pisania. Może nie zasłużyłyśmy sobie na miano mistrzyń prokrastynacji, zwłaszcza Kasia, która pisze już trzecią powieść, ale godzinki warsztatowego teoretyzowania nic nam nie zastąpi ;-)

 


Ostatnio rozmawiałyśmy o blokadzie twórczej i co z tego dla nas wynika. No bo blokada jest, za pisanie wziąć się nie potrafimy, znajdujemy tysiące zajęć zastępczych (gdzie wspominane teoretyzowanie to zaledwie ułamek). Zaczęłyśmy się zastanawiać, skąd taki problem, zwłaszcza u nas... tytan(ek?) pracy.

Obie piszemy z planem opartym na teorii Save the cat, zaczerpniętej od Blake'a Snydera. Ja (i chyba Kasia też) pierwszą (jedyną jak dotąd ukończoną) powieść pisałam bez planu. Czy problem z dokończeniem powieści leży właśnie w posiadaniu planu?, zastanawiałyśmy się.

Bo niby dzięki planowi, rozpisaniu powieści na sceny, mam azymut i pełne panowanie nad tekstem. Mogę wyjechać na trzy miesiące na Work&Travel do USA, a potem wrócić i zacząć w przerwanym momencie. Wystarczy sprawdzić, co zanotowałam na kolejnej żółtej karteczce.

Czemu jednak, mimo że karteczki mam zawsze przy sobie, nie piszę?

Planowaniu musi chyba towarzyszyć jakaś gwiazdka czy klauzula niedozwolona, której nie jestem świadoma.

Prawda jest taka, że momentami, gdy jako pisarka wiesz, co się wydarzy, bohaterowie są do znudzenia przewidywalni. Znasz ich na wylot, niczym cię nie zaskakują. Za zakrętem nie czai się żadna nowa przygoda. Nie tylko spodziewasz się wszystkich pułapek, ale i znasz wyjście, zanim w ogóle w nie wpadniesz.

A pisząc powieść bez planu, zawsze czeka niewiadoma. Możesz płynąć na fali nowych zdań, przygód bohaterów, razem z nimi, z taką samą intensywnością bać się, mieć marzenia i przeżywać porażki.

Do diaska, obie z Kasią mamy ochotę rzucić pisaną pod własne dyktando powieść i zabrać się za coś nowego, spontanicznego. 

Może wystarczy sam azymut, ogólny zarys, skoro za pierwszym razem to zdało egzamin?

Jak myślicie, koleżanki, koledzy po piórze? Która opcja lepsza?

Ps. Ten post powstał, by pokazać, jak w praktyce działa zjawisko prokrastynacji ;-)

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

11 komentarzy:

  1. hahhahah Kasia, wspaniale ukazałaś działanie zjawiska! Jak już Ci wspominałam spaliłam w kominku plan trzeciej powieści, dwie pierwsze pisałam bez planu, a mimo to powstały. Wracając do trzeciej spaliłam jej plan i poczułam się wolna jak ptak. Muszę jeszcze odreagować i będę pisać dalej (mam jedną dziesiątą tekstu), ale w ramach palenia staników… hm planów, zabrałam się za powieść numer cztery, niech żyje wolność i swoboda! Dzisiaj między lepieniem pierogów i odbieraniem dziecka tj w godzinę, machnęłam cztery strony! Tak się pisze jak szef w postaci planu nie dynda nad głową. Siadaj i pisz, Kochana, będzie dobrze! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! A ja zasiadlam do kontynuacji opowiadania i stwierdziłam, że już sam pomysł jest beznadziejny i prowadzi do nikąd. Podałam i wyrzuciłam. I zaraz przyszedł mi do głowy nowy pomysł i wydaje mi się , że nie kiepski . Idę pisać ☺

      Usuń
    2. Ha! A ja zasiadlam do kontynuacji opowiadania i stwierdziłam, że już sam pomysł jest beznadziejny i prowadzi do nikąd. Podałam i wyrzuciłam. I zaraz przyszedł mi do głowy nowy pomysł i wydaje mi się , że nie kiepski . Idę pisać ☺

      Usuń
  2. Zdecydowanie... nie mam pojęcia. King pisze bez planu, ale on jest już starym wyjadaczem. Ja zaczęłam od pięknego pomysłu wyjściowego i fabuła rozeszła mi w szwach, jak jakaś sukienka wypchana tu i ówdzie przez grubaskę-słonicę. A teraz mam skończone plany dwóch opowiadań i jednej książki. Plan nie wyklucza swobody i improwizacji twórczej. Jest jedynie mapą. A czy z niej skorzystasz i w jakim stopniu...

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasia, jak idzie pisanie bez planu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie! Wczoraj nasmarowałam ze 3 strony, dziś ruszam po więcej :-D
      A Ty jak?
      Czy ja dobrze zrozumiałam, że spaliłaś wszystkie swoje żółte karteczki na temat hotelu??!! Jak się z tym czujesz? Piszesz dalej hotel czy coś nowego?

      Usuń
  4. Spaliłam plan Hotelu! Czuję się z tym znakomicie. Na razie robię sobie przerwę w pisaniu tej powieści, za dużo nad tym myślałam, projekt stracił świeżość. Ale żeby nie tracić czasu zabieram się za kolejną powieść. Bez planu. Znam początek i zakończenie, a reszta się sama napisze;) A potem… dopiero jak skończę pisać, zrobię sobie plan, ale o tym już przy najbliższym spotkaniu Kaś;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde! Szaleństwo! Ja mój plan mam pod biurkiem, przodem do ściany. Nie mogę na niego patrzeć ;-)
      No, świetny pomysł na pierwsze spotkanie Kaś!

      Usuń
  5. Napisałam trzy rzeczy dłuższe (dwie powieści i jedne wspomnienia) oraz kilka(naście?) opowiadań WYŁĄCZNIE według zasady: "Może wystarczy sam azymut, ogólny zarys". Czy to są dzieła literackie z najwyższej półki, śmiem wątpić - ale tak, bez karteczek i planów w punktach itp., piszę i już. Tzn. pisałam, bo na razie tylko postuję i bloguję. Pozdrawiam Was, Kasie, moje koleżanki pisarki!
    Hania

    OdpowiedzUsuń
  6. P.S. Kasiu Ko, Twój system obsługi rzuca mi coraz większe kłody pod nogi. Najpierw nie chciał mnie zatwierdzić jako konkretną osobę, tylko kazał byc Anonimowym - ale i tu kazał udowadniać, że nie jestem automatem, teraz jeszcze i tego mu mało, każe mi wpisywać jakieś cyferki. Eskaluje! Zobaczymy, jaką trudność wymyśli dla mnie następnym razem. ;)

    OdpowiedzUsuń

Zanim skomentujesz, zapoznaj się z zasadami bloga :-)