24 lutego 2016

Obgryzanie kanapy

Liz Gilbert to autorka bestsellera Jedz, módl się, kochaj, ale i pisarka/ kobieta, którą bardzo podziwiam. Jej wystąpienie w ramach konferencji TED uważam za wyjątkowo inspirujące. Myślę, że każdy, kto tworzy i miewa kryzysy twórcze powinien choć raz go posłuchać (a nawet zawsze w chwilach zwątpienia pt. "ja się do tego nie nadaję"). Pisarka odmitologizowuje obraz cierpiącego twórczego geniusza.

Wystąpienie Gilbert okazało się takim sukcesem, że w ubiegłym roku, nakładem wydawnictwa Rebis, ukazało się polskie tłumaczenie jej najnowszego utworu Wielka magia. Z rozmysłem piszę "utworu", ponieważ nie jest to powieść. Tekst nie jest również poradnikiem pisarskim (całe szczęście, bo tych mamy już bez liku), ale niejako rozwinięciem tego, co autorka powiedziała w czasie wystąpienia. Gilbert wyjaśnia, dlaczego pisze i dlaczego uważa, że działalność twórcza jest spoko.

(…) każdy z nas musi znaleźć sobie w życiu do robienia coś, co go powstrzyma przed obgryzaniem kanapy. Może się to stać naszym zawodem lub nie, ale musi to być zajęcie, które pozwoli nam się oderwać od przyziemnych obowiązków i wyrwie nas choćby na chwilę ze stałych i ograniczających ról w społeczeństwie.
 
Ponieważ od miesięcy żalę się, jeśli nie tu na blogu, to wszystkim dookoła, którzy jeszcze mnie znoszą, że zacięło mi się pióro, chciałabym wam opowiedzieć historią, którą wyczytałam w Wielkiej magii. Jeśli zdecydujecie się przeczytać książkę i wyłapiecie nieścisłości, wybaczcie - referuję z głowy.

Otóż Liz Gilbert ma kolegę dramatopisarza. Mężczyzna napisał sztukę, która okazała się wielką klapą. Krytyka nie pozostawiła na nim suchej nitki. Facet się załamał. Usiadł na ganku i koniec. Po autorze. Może, jak już wróci do świata żywych, zajmie się murarką albo księgowością?

Pewnego dnia podeszły jego dwie córki i poprosiły, żeby im pomalował rowery. Facet wziął się do pracy. Pomalował ramy na czerwono. Potem inny element w biało-czerwoną spiralę. Na koniec wziął się za upiększanie rowerów małymi kolorowymi gwiazdkami.

Nie musiał długo czekać, a pod jego gankiem pojawiła się koleżanka córek. Oczywiście też chciała kolorowy rower. Jak zachował się bohater opowieści? Chwycił pędzel i zrobił, o co prosiła. Za parę dni przyszła kolejna koleżanka. I tak dalej. Mężczyzna przyjmował zlecenia i cierpliwie dekorował rowery dziewczynek tak pięknie, jak tylko potrafił.

Minęło kilka tygodni, aż zauważył, że blokada twórcza puściła. Kierując swoją kreatywną energię na coś innego, prostego, pozbył się myśli o porażce, zdjął z siebie presję, oczyścił umysł i otworzył go na powrót do pisania.

Po przeczytaniu tej historii pomyślałam o maszynie do szycia, którą kupiłam w zeszłym roku i na której w ostatnich miesiącach uszyłam kilka woreczków, wykonałam parę poprawek, a teraz zbieram się do uszycia poszewek i nowego etui na czytnik. Poza tym zintensyfikowałam treningi badmintona (co akurat zakończyło się kontuzją kręgosłupa, ale kto by się przejmował takimi szczegółami ;-)) i sprawiało mi to wielką frajdę (i nadal sprawia, już po powrocie ze zwolnienia ;-)).

Rozumiecie, co mam na myśli? Też przez to przechodzicie?

Zobaczcie, co pisze Gilbert w Wielkiej Magii:

Każdy ruch pomaga przezwyciężyć niemoc twórczą, bo ruch zawsze przyciąga natchnienie. Powymachuj rękami. Stwórz coś. Zrób coś. Zrób cokolwiek.

A jeśli przypadkiem kiedyś natknie się na ciebie wielkość, niech cię przyłapie na ciężkiej pracy.

:-))) 

W piątek zaczęłam pisać opowiadanie. Może będzie fajne, ale nie chcę zapeszyć.

Pozdrawiam każdego, kto cierpi męki twórcze! Wycziluj ;-)

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska


8 komentarzy:

  1. https://www.youtube.com/watch?v=qR02e8HKaZQ

    OdpowiedzUsuń
  2. A co, jeśli ktoś nawet porażki nie doznał i w ogóle jest letni? Od jakiego dna ma się odbić z tym malowaniem rowerków? ;) Siebie mam na myśli! Może by tak za sprzątanie się wziąć? Też ciężka praca i niech się wtedy na mnie natknie wielkość. A na Ciebie, Kasiu, przy jakiej robocie? H.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siema, Haniu ☺ Naprawdę bierzesz to tak dosłownie czy tylko się droczysz? A może jesteś na nie bo nie 😉

      Usuń
    2. Siema, Haniu ☺ Naprawdę bierzesz to tak dosłownie czy tylko się droczysz? A może jesteś na nie bo nie 😉

      Usuń
    3. Trochę się droczę. Ale z tym sprzątaniem to nie ściema. Może wtedy coś na mnie spłynie.

      Usuń

Zanim skomentujesz, zapoznaj się z zasadami bloga :-)