15 października 2014

Przyjemność poprawiania

Nanoszenie poprawek przed rozesłaniem powieści do wydawnictw to nieszczególnie radosna czynność. Okazuje się, że tekst kuleje, i to na obie nogi. I najlepiej byłoby go napisać od nowa. Skreślanie i przestawianie fragmentów wykańcza nawet najwytrwalszych.

Już nie bawisz się razem z bohaterami. Teraz zauważasz, że na stronie siedemdziesiątej zrobili coś, co zupełnie do nich nie pasuje, a na sto trzeciej znaleźli się w niewłaściwym miejscu i czasie, w dodatku ich włosy samoistnie zmieniły kolor. Co gorsza, tekst roi się od błędów, na widok których twoja babcia upuściłaby gar z kapuśniakiem.

Dwa lata temu, gdy powstawał Pijany skryba, wpadłam na pomysł, jak uprzyjemnić sobie proces poprawiania powieści.

Zabrałam wydruk na wakacje :-)

poprawianie tekstu

Ciepły piasek, leżak, szum fal, chłodzący drink pod ręką i nawet kreślenie tekstu stało się przyjemne.
Jak radzisz sobie z ostatnim etapem tworzenia? Masz własne patenty?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zanim skomentujesz, zapoznaj się z zasadami bloga :-)