30 listopada 2014

Pierwsza, historyczna recenzja "Pijanego skryby"! Bać się czy nie bać?

Pierwszy czytelnik skończył czytać Pijanego skrybę i na stronie pewnej grupy pisarskiej podzielił się swoimi wrażeniami.

Ja mogę mu tylko podziękować i być z siebie dumna. 

Dzięki, Rhino Cerus!

Jeśli nie przekona was recenzja autorstwa Rhino, już nic was nie przekona ;-)

Świt ebooków
Plakat reklamowy w szóstym numerze "Świtu ebooków"
 „PIJANY SKRYBA” PRZECZYTANY: O intrydze i przedstawionej historii nic wam nie opowiem, zapomnijcie! Ale jedno jest dla mnie pewne: powrócił Edmund Niziurski w piękniejszej, kobiecej wersji i osobie Kasi Kowalewskiej! Wiem, nie macie pojęcia kim był Edmund Niziurski. W skrócie: jeden z najpopularniejszych pisarzy mojego pokolenia, twórca poczytnych książek dla dorosłych i młodzieży, cechujących się charakterystycznym, nieco absurdalnym humorem słownym, a takie książki, jak: „Księga urwisów”, „Sposób na Alcybiadesa”, „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa”, „Klub włóczykijów”, czy „Siódme wtajemniczenie” znane były wszystkim.
Świadomie, czy nieświadomie, Kasia poszła tą drogą, co jest bardzo trudnym wyzwaniem. I zdała świetnie egzamin! Powieść czyta się lekko, historia wciąga, ale nie to świadczy o sile tekstu Kasi. Humor, humor i jeszcze raz humor! Ta książka to gejzer humoru, ironicznego, sarkastycznego, ciągle obecnego i inteligentnego. Kasia stworzyła postać Maćka, niepoukładanego trzydziestolatka nie mającego pomysłu na siebie, który zostaje wciągnięty w wir zdarzeń, których nie ogarnia. Ale Maciek nie ma wyjścia, musi brnąć i zderzać się ciągle z sytuacjami daleko przekraczającymi jego skromne możliwości pojmowania, a mającymi swoje korzenie w tajemnicach rodzinnych z przeszłości.
Tworząc tę postać Kasia dokonała dużej sztuki: stworzyła supersympatycznego antybohatera, człowieka mającego właściwie same słabości, ale zdającego sobie z tego sprawę, desperacko walczącego z samym sobą, aby te słabości przełamać i podchodzącego do tej walki z szaleńczą powagą, determinacją i nieustającą nadzieją, że może tym razem się uda. Ale też z pewnym filozoficznym pogodzeniem się z nieuchronną, kolejną klęską. Współczesny Buster Keaton. I jeszcze druga sprawa: Kasia wcieliła się w faceta i ani razu nie wypadła z roli (no, może raz, gdy Maciek spojrzał na pewnego gościa i skonstatował, że ten jest ubrany w kardigan – w tym momencie, jak znam życie, wszyscy panowie sprawdzają w necie, czym jest kardigan, i zapoznają się przy okazji z pewnym epizodem wojen krymskich, a panie sprawdzają, co to były wojny krymskie). Poznajemy jego kolegów, na pierwszy rzut oka odbiegających nieco od ideału przyjaciół, jakich chcielibyśmy mieć. Jednak przy bliższym poznaniu zyskują: nadprzerośnięty mięśniak Mario i jego brat, emo-młodzian Sylwek kontaktujący się z otoczeniem tylko poprzez komputer. Przedstawiona została również Kinga, która poruszyła serce albo jakiś inny organ naszego bohatera, jednak sami zrozumiecie w trakcie lektury, jak trudna będzie ta relacja.
Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie styl i język: proste, komunikatywne, ale na wysokim literackim poziomie. Tą opowieść czyta się bardzo dobrze, język uwypukla humor, tworzy świat taki, jakim widzi go Maciek, czyli pełny zagrożeń i nieprzyjemnych niespodzianek.
Czy mam uwagi krytyczne? Niewiele, bo jest to bardzo dobra opowieść, a humor jest perełką, dla której warto przeczytać tę książkę, aby naładować baterie pozytywnymi fluidami. Ja chyba inaczej rozwiązałbym ostatnią scenę, ale taki sposób zakończenia historii, jaki zastosowała Kasia, też ma swój sens i siłę. Kasia zrobiła to tak, jak zrobiłby pewnie Edmund Niziurski, więc nic już nie mówię.
Kasia jest rasową jajcarą, z niesamowitym poczuciem humoru i wyjątkową umiejętnością wyłapywania naszych dziwactw i absurdów. Kasiu, jestem pod wrażeniem i autentycznie rozbawiony. Z przyjemnością będę sięgał po Twoją książkę, bo gdziekolwiek się ją nie otworzy, można przeczytać fragment i poprawić sobie humor. Na zakończenie ponownie załączę próbkę, bo jednak to jest najlepszy sposób, aby zrozumieć, z kim mamy do czynienia. Scena wizyty w wioskowej knajpie, gdzie większość gości to kibice Widzewa, a nasi bohaterowie są z Warszawy…
„Wypadki potoczyły się błyskawicznie. Po pół godzinie i kilku piwach przy naszym stoliku wylądowali kibice Widzewa. Mili, radośni ludzie, którzy tak jak my lubili wyjść wieczorem na miasto. Zbliżone upodobania pozwoliły przypieczętować naszą przyjaźń. Powiedzieliśmy, że jesteśmy polskimi emigrantami, którzy na chwilę przyjechali z Australii, oraz że lubimy krykieta. Nie był to idealny wybór dyscypliny, bowiem młodzieńcy nieśmiało dopytywali się o naszą orientację seksualną, zwłaszcza Sylwester nie budził ich zaufania. Do grona podejrzanych dołączył następnie Mario, po tym jak zdjął bluzę i obnażył ramię. Niestety, musieliśmy się legitymować znajomością krykieta, słów cofnąć się nie da, ani czasu wrócić. (…) Jednak (kibice) nie budzili mojego zaufania, więc postanowiłem mieć na nich baczenie. Niestety, trwało to krótko, bowiem dobiegł końca okres mojej trzeźwości, resztę wypadków streścił mi potem Mario. (…) Po jakimś czasie zacząłem zjeżdżać z siedzenia pod stół, ilekroć odstawiłem kufel i nie miałem się czego przytrzymać. Szkło to niestabilna podpora. Gdy za jego pomocą próbowałem utrzymać równowagę, przewracało się, a ja wraz z nim. Znikąd ratunku, więc lądowałem pod krzesłem, co spotykało się z dezaprobatą klienteli baru. Nie rozumiem, przecież nie zaglądałem im do talerza albo, co gorsza, nie usiłowałem wyjeść frytek. Pomimo nagannej postawy koledzy stali za mną murem.
- Tylko wy jesteście prawdziwymi przyjaciółmi i wróble – lamentowałem.
Mario zapytał jednego z dwudziestolatków, w jakim celu przyszli do baru. Nie wiem, którego pytał, bo zlewali mi się w jedną masę. Ciekawe zagadnienie, za które pochwaliłem Mario post factum, byłem bowiem zdania, że przeciwnicy integracji nie powinni się pchać do lokalu w państwie członkowskim Unii Europejskiej.”
Czy muszę dodawać, że mimo szczerych chęci naszym bohaterom nie udało się wyjść z tego baru bez szwanku..?

Jeszcze raz serdecznie dziękuję, Rhino. Maciek przyłącza się do podziękowań. Teraz zajęty jest remontem, a jak mu to wszystko pójdzie, cóż... chyba muszę napisać część drugą!

1 komentarz:

Zanim skomentujesz, zapoznaj się z zasadami bloga :-)