13 lutego 2015

Kasiu, ale znowu?

Z udziałem w konkursach na opowiadanie jest tak z piciem wódki, zarzekasz się, że więcej tego nie zrobisz, po czym w podskokach, jak kolorowy, prostoduszny motylek lecisz z kartkami, wołając: to ja, to moje! Weźcie mnie! Pokażcie światu moje nowe, rewolucyjne dzieło! Na szczęście kac po konkursie nie jest tak straszny, jak po wódce, nawet gdy masz już swoje lata. Chyba że nie po drodze ci z krytyką i porażką. Ale wtedy, stary, nawet klin ci nie pomoże.


Teraz uwaga: moja grupa pisarska Jak minął twój pisarski tydzień? ogłosiła dziś czwarty w historii swojego istnienia konkurs na opowiadanie. (Tylko, jeśli chcesz wziąć udział, musisz być członkiem grupy. Jak by co, mogę uruchomić swoje kontakty.) Konkurs odbywa się pod hasłem "A wszystko przez tę książkę", które nieudolnie ilustruje poniższy plakacik mojej produkcji:


Uwierzcie mi, prawdziwy plakat jest o wiele ładniejszy, a przede wszystkim profesjonalny, ale że nie mam do niego praw autorskich, postanowiłam wrzucić coś z własnej manufaktury. (A przy okazji dać upust swojemu zamiłowaniu do bajeranckich efektów w programie do obróbki zdjęć.)

W pierwszym konkursie na opowiadanie wigilijne nie zrobiłam kariery. Nikt nie docenił mojego przepełnionego miłością, opartego na prawdziwych motywach opowiadania o psie, czego do dziś nie przebolałam. Drugi konkurs był moim największym sukcesem. Moje opowiadanie Take a walk on the wild side zdobyło chyba drugą nagrodę publiczności, ale nie będę się rozpisywać, bo czytaliście o tym już pewnie w siedmiu notkach, na ośmiu ścianach na fejsie i wyciągaliście Take a walk... z lodówki razem z serem żółtym na kanapkę. 

Trzeci konkurs grupy Jak minął... zakończył się nie tak dawno. Napisałam na niego czarną komedię Moja rodzinka. Czytaliście? Mnie się podobała. Jury nie. No trudno.

A tu dziś proszę państwa został ogłoszony konkurs pod hasłem "A wszystko przez tę książkę". Temat możemy zinterpretować w dowolny sposób i tu akurat o pomysły się nie martwię, bo jak ktoś, kto przez cały dzień czyta albo pisze książki (z przerwą na pracę), miałby nie mieć na ich temat nic do powiedzenia. Problem w tym, że już przy okazji ostatniego konkursu nie miałam czasu (nie chciało mi się) czytać i oceniać wszystkich opowiadań (50!!!). A w tej edycji konkursu jest to obowiązek. Istnieje szansa, że wymóg podziała jako straszak i odpędzi kilku interesantów (w tym mnie), dzięki czemu zmaleje liczba opowiadań do sprawdzenia. Ale uff, tym razem każdy może napisać tylko jedno opo. Spoko.

Waham się: pisać, nie pisać, czy jury doceni moje wiekopomne dzieło, czy znów kompletnie zignoruje mój niewątpliwy talent, ale historia uczy, że sukces odnosi się co drugi raz, więc wypada, że teraz laury otaczające moją głowę będą tak gęste, że przysłonią mi widoczność.

Dobra, konkurs trwa do 20 marca. Jeśli wezmę w nim udział, opowiadanie napiszę dopiero pod koniec, kiedy już się zorientuję, ile mam do przeczytania i ocenienia. Dobry plan? Dobry. A morał z tego taki, że opowiadanie, które się spodoba, wyląduje w pokonkursowej antologii. Antologia zostanie wydana w formie ebooka i każdy człowiek na Ziemi będzie mógł ją pobrać. Czy taki rodzaj promocji twórczości jest dobry, czy zły? Nadal się waham. Ale czy taki no-name jak ja ma cokolwiek do stracenia? Poza tym udział w konkursie mogę potraktować jako dobrą zabawę. Przynajmniej coś napiszę, zamiast jojczyć na brak weny.

Masz jakieś zdanie na ten temat?

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

8 komentarzy:

  1. Mam zdanie na ten temat! Ale nie powielaj go.
    Brałam udział we wszystkich konkursach, o których wspominasz. Też z różnym szczęściem. Największy sukces osiągnęłam w tym pierwszym. Wydawałoby się, że jeśli w człowieka zaraz na początku walnie sukces, to potem tym trudniej mu przyjąć jego brak. A ja mam inne odczucia. Im więcej konkursów, tym mniej emocji, większy dystans, a mniejsze nadzieje. To jest podobno złe myślenie. Chcesz odnieść sukces, masz myśleć: NA PEWNO GO ODNIOSĘ! I tego Ci, Kasiu, życzę. Bo ja myślę: eeeee tam.... ;)

    Ostatnie wersy Twojego wpisu brzmią: "Ale czy taki no-name jak ja ma cokolwiek do stracenia? Poza tym udział w konkursie mogę potraktować jako dobrą zabawę. Przynajmniej coś napiszę, zamiast jojczyć na brak weny."

    I to jest właśnie moje zdanie na ten temat.
    (moje, czyli Hani B.S.)

    OdpowiedzUsuń
  2. P.S.
    WEŹ UDZIAŁ W KONKURSIE! OCZYWIŚCIE!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasiu, Twoje opowiadania były urocze. Czekam na następne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za dobre słowo :-) Idę pisać następne!

      Usuń
  4. Weź i koniec. Nie ma nad czym się zastanawiać!

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja bym chciała zapytać: jaki no-name??? Tyś znana i lubiana K.A. Kowalewska, fani czekają na drugą książkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, dobra, idę pisać... ;)

      Usuń

Zanim skomentujesz, zapoznaj się z zasadami bloga :-)