9 czerwca 2015

Gówniany pierwszy szkic

W poradniku pisarskim wyczytałam bardzo cenny komunikat: pierwszy szkic czegokolwiek, co piszesz, zawsze jest gówniany. 


Teraz uwaga, będzie zwierzenie. Napisałam tydzień temu posta... Dżizas! O tym, jak to życie (moje, dłuuugie...) zatoczyło koło, że niby najpierw mieszkałam w lesie, potem przeprowadziłam się do miasta, a teraz znów podoba mi się natura. Pasjonujące, prawda? 

Na Domo+ jest taki program o mieszczuchach, którzy odkryli swój wiejski zen i zajmują się teraz na przykład wyplataniem rzeźb z siana. Jeśli zasadzę np. lawendę albo przygarnę kilka czarnych owieczek, może i do mnie wpadnie ekipa Domo, by ukazać światu moje nowe, wiejskie ja.

Koniec autoironii. Na szczęście post ten wylądował w, o losie, szkicach. Celem późniejszego dopracowania. Skończył jednak jako całkowicie wycięty. I znów potwierdza się teoria z poradnika. Drugi szkic jest tak naprawdę tym właściwym. Dopiero wtedy, po dniu przerwy (w moim przypadku tygodniu, o ile to ma znaczenie) zaczynasz widzieć kanty i nierówności, a super bajerancki i chwytliwy lead objawia się nagle dopiero na drugiej stronie tekstu. A co z leadem, od którego zaczęłaś? Prawda jest okrutna: do wywalenia!

Tym oto sposobem z pierwotnego tekstu zostało tylko zdjęcie. Ale o to zdjęcie właśnie mi chodziło. To nie bajka, panowie, tylko prawdziwe miejsce. Tędy zdarza mi się chodzić do pracy! Stwierdziłam, że się podzielę.



Ps. Istnieje jeszcze trzeci szkic. Ostatni. Autorka poradnika przyrównała go do wizyty u dentysty. Trzeci szkic to naprawianie ubytków, a czasem nawet (nie do wiary!) odnajdywanie zdrowych zębów. Trzeci szkic tego posta nie powstał, bo uciekł przed wewnętrznym krytykiem. Ale to już temat na oddzielną historię.

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

2 komentarze:

Zanim skomentujesz, zapoznaj się z zasadami bloga :-)