5 lutego 2015

Główny bohater, czyli trudny rachunek

Zadrżałam o moich głównych baoheterów, ponieważ przeczytałam wpis na stronie Spisku Pisarzy Jak stworzyć bohatera? Pięć pułapek, których możesz uniknąć. Jako jedną z pułapek wymieniają umieszczenie w powieści pierdyliarda bohaterów. Ups...


Ok, autor artykułu twierdzi (żeby nie było: lubię jego artykuły), że autorzy wybitnych dzieł mogą sobie pozwolić na mnożenie głównych bohaterów i milion punktów widzenia (znanych w środowisku jako POV, czyli perspektywa, z jakiej odbywa się narracja). Jest to jednak cholernie trudne i najlepiej zrobisz, niedoświadczony autorze ty, jeśli będziesz się trzymał sprawdzonego schematu: jeden główny bohater i maksymalnie trzech drugoplanowych. To pozwoli czytelnikowi faktycznie zidentyfikować się z bohaterem, zamiast miotać się od jednego do drugiego, przypominać sobie o Johnie, zapominając o Dicku itd. itp. Podobno taki system autorowi też ułatwia życie, bo ma czas na detale: osobowości, rekwizyty.


Ok.

Naprawdę lubię Spisek Pisarzy i jest to z mojej strony jedynie przyjacielska polemika. Właściwie nawet nie polemika, ponieważ ze Spiskiem się zasadniczo zgadzam. Macie rację, wasza rada jest przednia, gdzie mam się podpisać. Problem w tym, że jestem już na sześćdziesiątej ósmej stronie powieści, a głównych bohaterów mam czterech, plus mniej więcej trzech drugoplanowych, znanych z imienia, nazwiska, obdarzonych osobowościami i detalami. Nie licząc statystów.

Do diaska! Co ja teraz pocznę? Zupełnie nieświadomie wdepnęłam w krowi placek. Wcale nie czuję się obyta z piórem na tyle, by podejmować karkołomne próby na miarę George'a RR Martina, ale samo jakoś tak poleciało. Może dam radę, może nie. Póki co, mam sceny rozpisane co do minuty i w niczym się nie gubię. Najwyżej czytelnik dostanie do przeczytania sześćset stron powieści, ale to już nie mój problem, tylko czytelnika.

Trochę sobie żartuję, czytelniku wpisu, przecież nie zrzucę ci na głowę cegły, ale postaraj się zrozumieć: nie zrezygnuję z moich bohaterów! Czuję ich. Rozpisałam sobie każdy centymetr kwadratowy tych ludzi. Współczuję i chcę pomóc nieborakom. Chcę pokazać ich porażki i sukcesy, chcę żebyś polubił lub znienawidził ich razem ze mną.
 
A jeśli mi się nie uda? Trudno. W następnej powieści spokornieję i głównym bohaterem uczynię uładzoną Kasię z małej miejscowości, która przeprowadziła się do wielkiego miasta. Nuda? Cóż, takie życie. Zatem proszę mi tu nie narzekać na przelewające się wiadro bohaterów ;-)

Wpadnij też na FB fanpage K.A. Kowalewska

7 komentarzy:

  1. Nie będę narzekać. Obiecuję hehe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha! Super! Widzę, że nie jestem jedyna o takich preferencjach :-)

      Usuń
  2. Ja na centymetry nie rozpisuję, a też mam wiadro bohaterów - i choć jestem tylko pisarką domową, PANUJĘ NAD NIMI. Kasiu, radzisz sobie doskonale. Kolejne wiadra twórz i już. :)

    Hania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu, ekstra :-) Czyli, gdyby moich i Twoich umówić na jakąś wspólną imprezę, nie starczyłoby miejsca w lokalu ;-)

      Usuń
  3. Ahaha! No to klops. Słuchaj, jeśli wolno mi dać nieproszoną radę, to leć dalej z tym pierdyliardem bohaterów, skoro ich czujesz. Po prostu, jeśli nie wyjdzie (nie życzę, ale jest takie ryzyko!), to wiedz, że pewnie przez to. Nie dlatego, że taki z Ciebie kiepski twórca, tylko dlatego, że zmierzyłaś się ze zbyt ambitnym zadaniem.

    PS.
    Przywiały mnie tu internetowe roboty, które uznały, że skoro się o mnie mówi, to będę zainteresowany. Nie wiem, skąd im się to wzięło. Ale cieszę się, że poznałem przy okazji spoko bloga. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, cóż za niespodzianka! Roboty przywiodły do nas siebie, byśmy mogli polemizować sobie one-to-one :-))) Bardzo mi miło!

      A propos robotów: mi one nagminnie podpowiadają, żebym kupiła swoją powieść ;-) Gdzie nie zajrzę, tam okładka mojej powieści! Może to jakiś znak, że kiepsko się sprzedaje i sama powinnam jej pomóc?

      A wracając do Twojego komentarza: no skoro mam błogosławieństwo fachowca, to jadę z tym pierdyliardem dalej ;-) Rzeczywiście, jak mi nie wyjdzie, to będzie to wyłącznie moja wina. Poza tym czytam dużo Kinga, a mistrz nauczył mnie, że jak wyjdzie za dużo bohaterów, wystarczy zrzucić na nich bombę i pozbyć się w ten sposób 90% ludzi. Najwyżej wypróbuję jego metodę. Facet całkiem nieźle przędzie dzięki pisaniu, więc może mieć rację. A jeśli i to nie zadziała, rytualnie spalę manuskrypt, posypię głowę popiołem i pod każdym tekstem z poradami na Spisku będę pisać "Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina" :-)))

      Dzięki za fajny koment i do zgadania!

      Jeśli kiedykolwiek jeszcze w tym życiu ujrzysz moja drugą powieść w sklepach, znaczy, że ktoś z nas miał rację :-))

      Usuń
  4. Hej, hej, podobno szukasz "Na klęczkach"? Mam jeszcze kilka egzemplarzy, napisz na: rpraszynski@gmail.com - prześlę Ci! :)

    OdpowiedzUsuń

Zanim skomentujesz, zapoznaj się z zasadami bloga :-)