5 września 2014

Francuska Kalifornia

Biarritz - miasto w południowo-zachodniej Francji. Z jednej strony wzburzony ocean rozbijający się falami o brzeg Zatoki Baskijskiej, z drugiej malownicze szczyty Pirenejów. Niegdyś miejsce wypoczynku europejskiej arystokracji, dziś mekka surferów, zwana francuską Kalifornią.

I ja tam byłam, miód i wino piłam.


Biarritz
W tym miejscu odbywało się wydarzenie, w którym brałam udział. Wyszłam na taras widokowy, żeby porobić zdjęcia. Podeszła do mnie miejscowa starsza pani i powiedziała, żebym przyszła jeszcze raz... o siedemnastej. Wtedy przypływ jest największy. Wyobraźcie sobie, że to, co teraz widać, to nie jest szczyt możliwości oceanu u wybrzeży Biarritz.

kasyno miejskie
Jeszcze spokojny, pogodny dzień. Z prawej strony kasyno miejskie, do którego zaproszono nas na kolację. O mało nie straciłam wtedy aparatu. Ochroniarz, który mnie przyłapał, dał się na szczęście udobruchać i skończyło się na usunięciu kilku zdjęć pod jego bacznym spojrzeniem.
W czasie przypływu tego piasku w ogóle nie będzie widać.



Dowód? Oto na zdjęciu poniżej stoję na tarasie rzeczonego kasyna. To ten podest ze słonecznego zdjęcia, po którym przechadzają się ludzie.
Biarritz Francja
Biarritz surfing
 Sprawy zaczęły przybierać poważny obrót... Surferzy szykować deski...

Biarritz
Wydostające się spomiędzy chmur promienie słońca nazywają się podobno palcem bożym. Dla mnie to wyglądało jak dramatyczna próba złagodzenia wnerwu oceanu. W ogóle, czy to ocean, czy wrząca zupa?

Biarritz ocean
Tuż obok przystanęła rodzinka, by popatrzeć na wzburzoną wodę. Za długo nie postali, bo zalała ich wielka fala.

Biarritz miasto
Ale żeby nie zakończyć tak dramatycznie, w Biarritz w końcu wychodzi słońce i jest przyjemnie i kolorowo.

Na koniec zdradzę wam wielką tajemnicę. Podczas kolacji w kasynie nie tyle urzekł mnie program artystyczny, co dekoracja na stole. Ta miniaturowa deseczka surfingowa tak mi się spodobała, że moja pani dyrektor, niewiele myśląc, zawinęła ją w chusteczkę i wcisnęła mi do torebki ;-) Fajna babka, nie? Deska stoi teraz u mnie w salonie. Co prawda nie nadaje się do pływania, ale wywołuje ciepłe wspomnienia.

Piękne miasto.

5 komentarzy:

  1. deseczka super! kiedyś kolekcjonowałam magnesy na lodówkę, ale od najbliższej podróży szykuję coś innego ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczne miejsce, nadzwyczajne. Czyżbyś mieszkała we Francji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to był tylko wyjazd służbowy. Całe życie mieszkam w Polsce :-)

      Usuń
  3. Dobrze robisz. Ja jutro wracam do Włoch, przykro mi się robi. Ale pewnego dnia może znów w Polsce zamieszkam:)

    OdpowiedzUsuń

Zanim skomentujesz, zapoznaj się z zasadami bloga :-)