12 sierpnia 2014

Pamiątka po babci



Moja babcia dożyła sędziwego wieku w swoim domku dla czterech rodzin, z podwórkiem, na którym zaanektowała aż trzy miejsca na ogródki. Pamiętam malwy, margarytki, lilie, nagietki i bratki. Pamiętam wakacje w metalowej balii, na słońcu, hamak z koca i sałatki z trawy. Pamiętam, jak przenosiłam winniczki, żeby nie właziły na chodnik. Pamiętam monotonne terkotanie maszyny do szycia i pochyloną nad płótnem babcię.



Kiedy zmarła, byłam w innym miejscu. W pracy, w mieście, u progu kariery, u progu miłości. Rodzice zajęli się rozmontowywaniem jej mieszkania, wystawianiem mebli, rozdawaniem opuszczonych przedmiotów ludziom, którym były one potrzebne. Zrobili dużo dobrego. Kołdrą, poszewką, obrusem, ręcznikiem uszczęśliwili niejedną osobę w potrzebie.

Zabrali tylko to, co pozwalało pamiętać o babci. Porcelanowy dzbanek w kwiaty.

Nigdy nie weszłam do mieszkania babci, by zobaczyć ogołocone ściany. Wolałam pamiętać je jako pełne bibelotów, widzieć w wyobraźni biały kredens, szafę trzydrzwiową z kolorowymi sukienkami, które sama sobie szyła, toaletkę z poznaczonym starością lustrem, okrągły stół i krzesła z miękkimi poduszkami. Moją lalkę o imieniu Niespodzianka, projektor slajdów, pierwsze klocki z literami i statek, który rozkładał się po otwarciu książki.

- Masz, pamiątka po babci - powiedziała raz moja mama i rzuciła w moją stronę paczkę żelków haribo.

Oprócz tego, że babcia szyła jak w transie i codziennie stawiała przede mną talerz jagodzianek, znana była z tego, że nosiła w kieszeni cukierki, mentosy albo żelki. W kieszeni płaszcza trzy-czwarte. Oczywiście uszytego własnoręcznie. Żelki, które dostałam, czekały na swoją kolej. Rozdawała je wszystkim dookoła. Zawsze miała zapas.

Nie śmiałam ich tknąć. Włożyłam do szuflady w kuchni. Ilekroć wyciągałam widelec albo łyżkę, myślałam o babci.

Pewnego dnia, gdy się obudziłam, usłyszałam jak osoba, z którą mieszkałam, szeleści opakowaniem. Otworzyłam oczy i zamarłam. Wkładał do ust żelka. Żelka mojej babci. Był już w połowie paczki.


Rozpłakałam się.

Spytał, co się stało.

Powiedziałam. Odparł, że odkupi.

Odkupi… Jak można odkupić żelki babci?

To, co udało się ocalić, zamknęłam z powrotem w szufladzie i bezwzględnie zakazałam dotykać. Sprofanowane żelki nadal przypominały babcię, ale oprócz wspomnień, pozostawiły jakąś zadrę. To głupie, prawda? Żelki. Ale były jedyną pamiątką.

Żelki przepadły gdzieś przy przeprowadzce. Tamta osoba już ze mną nie mieszka. Nie, nie z powodu żelek. Ja się zmieniłam, on się zmienił.

Babcia pozostaje w pamięci niezależnie od tego, czy trzymam w szufladzie jakikolwiek związany z nią przedmiot. Po prostu jest. Tyle chwil z nią przeżyłam, że dałoby się wypełnić ocean wspomnień.

Ostatnio sprzątałam w szafce. Przeglądałam pudełka ze szpargałami. Nie, nie znalazłam otwartej paczki haribo. Znalazłam coś innego. Dwa zdjęcia obok siebie, wiekową ręką wciśnięte w okładkę przerobioną z reklamy leków. Na reklamie napis „mój najdroższy skarb”. A obok zdjęć odręcznie "Pamiątka ode mnie. GS." Na stemplu na kopercie widniała data 26 sierpnia 2005 r.

Babcia umarła w pierwszych dniach listopada. Nie chciała jechać z nami na wszystkich świętych. Źle się czuła.

Okładkę z reklamy leków z napisem "mój najdroższy skarb" trzymam na biurku. Bez obaw, że ktoś ją sprofanuje. Nie TEN ktoś. Przykryłam kalendarzem, bo nie byłabym w stanie oglądać jej codziennie. A tak, uchylam kartkę styczeń, kwiecień, sierpień i widzę dwa zdjęcia: ja i moja mama, w tym samym wieku, mamy mniej więcej po osiem lat, wyglądamy identycznie. Wyobrażam sobie babcię, gdy była dzieckiem. Ciekawe, czy wyglądała tak samo? Zastanawiam się nad tym i znów jestem dzieckiem, w hamaku, w balii, na podwórku. Zza uchylonego okna ze szprosami dobiega jednostajny terkot maszyny do szycia. Lato jest ciepłe. Pod ścianą komórki czerwienią się kielichy malw.

Pamiątki mogą zniknąć w najbardziej banalnych okolicznościach, lecz nie pozbawią nas zapamiętanych obrazów, zapachów i dźwięków.



4 komentarze:

  1. Niesamowite jest to, że przedmioty, na które nie zwracamy uwagi, czasami nas przeżyją. Paczuszka żelków przypominała Ci o babci, ale kiedy ich zabrakło, babcia dalej była z Tobą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie? W ogóle... żelki :-) Niewiarygodna rzecz. Wiesz, że nadal nie potrafię ich kupić bez nostalgii?

      Usuń
    2. :) Zazdroszczę ci takiej dobrej babci. Na pamięć mojej własnej ciarki przechodzą mi po plecach!

      Usuń
    3. Mówisz? A myślałam, że z czasem w pamięci zostają tylko dobre dobre wspomnienia ;-)))

      Usuń

Zanim skomentujesz, zapoznaj się z zasadami bloga :-)