28 sierpnia 2014

Głupia byłam

I wcale nie zmądrzałam, ale przynajmniej podjęłam męską decyzję.

Kierowałam się kiedyś zasadą, że każdą książkę muszę przeczytać do końca. Nieważne jak była nudna, jak bardzo nie trafiała w mój gust, jakie męki przeżywałam, czytając. Dawałam jej jedną, drugą i trzecią szansę. Rezygnowałam z ciekawszych zajęć, jak umycie podłogi czy zrobienie prania, i z bólem w skroniach, mówiąc pięknemu światu wokół "papa", ślęczyłam nad utworem, który dawno powinnam zamknąć i wyrzucić do śmieci.

Autor: Jukka Zitting, źródło: flickr.com
To może cię wkurzyć, zwłaszcza gdy wymienię twoje absolutnie ulubione lektury, ale mówi się trudno. Gdybym wcześniej podęła swoją męską decyzję, nie męczyłabym się do końca nad Kaprysikiem. Damskimi historiami Mariusza Szczygła, czyli małą różową książeczką, którą Szczygieł napisał chyba tylko po to, żeby sobie dorobić. Nie załamaływałabym rąk nad Głosem pana Stanisława Lema, o którym w kajeciku napisałam wielkimi literami: ZA DUŻO GADANINY, ZA DUŻO TEORETYZOWANIA, ZA DUŻO FIZYKI, ZA DUŻO CHEMII, ZA DUŻO FILOZOFII, NUĄŻCE I MĘCZĄCE. A, i jeszcze: "bohater przedstawia się tak, że od początku go nie lubię."

Nie zmuszałabym się do docenienia Pióropusza Mariana Pilota, bezdialogowego, powolnego utworu, którego specjalnością zakładu jest męczący strumień świadomości. Nie starałabym się na siłę zostać koneserką Umberto Eco, którego Tajemniczy płomień królowej Loany uświadomił mi jedynie, że jestem za głupia i za mało oczytana, a o Cmentarzu w Pradze napisałam w zeszycie "NUDA! RAMOTA! Po co ja to w ogóle czytałam?"

Wreszcie nie gnębiłabym się Klarą Izy Kuny, której cechami szczególnymi jest zero akcji, za to plus nieskończoność wulgaryzmów. Jeszcze gorsza okazała się Przenajświętsza Rzeczpospolita Jacka Piekary, gdzie podczas lektury miałam ochotę wymiotować. W życiu nie czytałam tak obleśnej książki, zarazem pierwszej, którą postanowiłam oddać chętnemu i nigdy nie żądać zwrotu. Niestety do dziś nie znalazłam na nią amatora.


 
Jednak odkąd podjęłam męską decyzję i stwierdziłam, że już nigdy nie będę męczyć książki, która mi nie pasuje, wywaliłam Wyznania gejszy, bo po prostu nudzą mnie użalające się nad sobą panienki, odłożyłam daleko na półkę Regulamin tłoczni win Irvinga po tym, gdy na pierwszych stronach ujrzałam wyrażenie "małe kutasiki" czy coś takiego (no po prostu przekomiczne! :-) ).

Dziś postanowiłam też, że zarzucę lekturę Przebudzenia de Mello, ponieważ irytują mnie mędrcy, którzy pozjadali wszystkie rozumy i posługują się wyrażeniami typu "większość ludzi twierdzi", "większość ludzi nigdy", "jeśli tak myślisz, jesteś w błędzie", "ludzie tak naprawdę nie chcą". Pytam: kto mu dał glejt na jedyną słuszną prawdę? Nie dyskutuję z głoszonymi przez niego tezami. Po prostu nie cierpię takiego dyskursu, tego uczucia przebywania w kościele i słuchania grzmiącego z ambony pana w sukience, który uważa, że przejrzał wszystko i wszystkich. Poza tym przeczytawszy jedną czwartą książki mam wrażenie, że de Mello, by tylko udowodnić głoszoną tezę, sam sobie momentami zaprzecza.

Oddam dziś do biblioteki niedotyczanego de Mello (jak dobrze, że za niego nie zapłaciłam), ponieważ, aby w swoich rekolekcjach trafić do umysłów słuchaczy, posługuje się następującą retoryką:

Młody człowiek przychodzi i żali się, że jego dziewczyna odeszła, że grała nieuczciwie. Na co się żalisz? Spodziewałeś się czegoś lepszego? Spodziewaj się zawsze najgorszego, masz do czynienia z egoistycznymi ludźmi. To ty jesteś idiotą - idealizowałeś ją, czyż nie tak? Sądziłeś, że jest księżniczką. Myślałeś, że ludzie są bardzo mili. Nie są! Nie są mili! Są równie źli, jak ty - źli, rozumiesz?
Anthony de Mello. Przebudzenie. Zysk i S-ka, 2004. s. 37

Oczywiście de Mello powiedziałby, że myślę tak dlatego, że śpię, jeszcze nie przebudziłam się z iluzji, jestem egoistką i brakuje mi duchowości. Wiesz co? Mam to gdzieś. Idę spać.

Na koniec: wczoraj porzuciłam (również po jednej czwartej lektury) wielce polecany kryminał Sen nocy letniej Arne Dahla. Podobnie było z czymś tam Patricii Cornwell. Mam problem z kryminałami. Pioruńsko poważny problem, ale o tym w oddzielnej notce.


4 komentarze:

  1. Jeśli lubisz kryminały, absolutnie polecam cykl Millenium Stiega Larssona. Jak dla mnie - odkrycie dziesięciolecia. Trzy grube tomy czytałam niczym jakiś nałogowiec w każdej wolnej chwili. Po czym przeczytałam od nowa. Nawiasem mówiąc, bezbłędny ten nowy widok twego bloga. I wtyczka fb jest na miejscu... Może i ja zmienię na standardowy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dzięki, że mi przypominałaś o Millenium. Czytałam dosyć dawno, ale też miałam pozytywne odczucia. Ok, to Millenium nieco uratuje notkę ;-)

      Jeśli chodzi o widok, to postanowiłam zaeksperymentować. Wkurzało mnie jak wiele elementów, mimo że było dodanych w szablonie, po prostu się nie wyświetlało. Niektóre opcje (np. komentowanie) też nie chciały mnie słuchać. Jeden gościu prowadził nawet bloga na temat widoku dynamicznego, ale po kilku postach zarzucił i, co gorsza, nie odpowiedział na moje pytania. Wydaje mi się, że widok dynamiczny, jakkolwiek atrakcyjny, nie został jeszcze w pełni dopracowany.

      Wiem, że też korzystasz z widoku dynamicznego. Zobaczę, jak zmiana podziała na statystyki i najwyżej powiem Ci, czy polecam, czy nie :-)

      Usuń
  2. PS. Pochlebia mi, że mój blog figuruje w odwiedzanych przez Ciebie stronach...

    OdpowiedzUsuń

Zanim skomentujesz, zapoznaj się z zasadami bloga :-)