28 lipca 2014

Pisanie jak wycieczka na tropikalne wyspy - rozmowa z Kasią Sikorą




Kasia Sikora to moja przyjaciółka po piórze. Ona mieszka pod Genewą, ja w Warszawie. Trzy lata temu poznałyśmy się na forum pisarskim. Od razu poczułam, że Kasia to moja bratnia dusza.
W czerwcu tego roku po raz pierwszy spotkałyśmy się w realu. Stanął przede mną wulkan energii i zaraźliwy optymizm. Wszędzie jej było pełno, rozpalała grilla, rozlewała kapuśniak, urządzała wycieczki do sklepu. A jak się śmiała, to inni też wyciągali chusteczki. Cieszę się, że się spotkałyśmy. Teraz, gdy rozmawiam z nią na czacie, widzę tego szaleńca, który zawsze gdzieś się spieszy. Jedną ręką pisze, drugą pieli ogródek. Widzę też jej skupienie nad ekranem laptopa i ekscytację zachowaniem ulubionego bohatera. Wykreowane postacie traktuje jak własne dzieci, za powieścią skoczyłaby w ogień. Obie dążymy do tego, by pisanie stało się naszym sposobem na życie i wierzymy, że nam się to uda. A kiedy jednej z nas zabraknie motywacji, może liczyć na pozytywnego kopa od tej drugiej.
Podziwiam Kasię za jej twórczy upór, pisarską płodność, pomysły, trzymające w napięciu historie i jestem pewna, że któregoś dnia dotknę okładki jej książki i przeczytam to, na co obie tak długo czekałyśmy. Właściwie można powiedzieć, że prowadzimy swojego rodzaju przyjacielski wyścig. Bo w to, że któraś z nas zostanie wydana, nie wątpię.
Opowiadania Kasi zdobywają wyróżnienia na konkursach i zbierają niezliczone komplementy. Należę do wielbicielek jej prozy. Ale dosyć już tego opisu. Przyszedł czas na dialogi!

foto: archiwum Kasi


Kasiu, bardzo fajnie siebie określasz: autorka wielu jeszcze nienapisanych powieści. Skąd takie określenie?
Kasia: To nie stwierdzenie, to fakt. Mam w głowie setki pomysłów. Jak tylko nauczę się, jak napisać chwytliwą powieść, będę odpalać jedną od drugiej.
Kiedy po raz pierwszy napisałaś coś na poważnie? (I nie pytam o dziecięce wierszyki i wpisy do pamiętnika)
Kasia: Na czterdzieste urodziny kupiłam sobie udział w kursie Pasji Pisania. Wychodzi na to, że cztery lata temu napisałam pierwsze opowiadanie. Dla mnie na poważnie, uczestnicy kursu musieli odnieść wrażenie, że mają do czynienia z ułomkiem :-)
Nie kokietuj! O czym było to opowiadanie?
Kasia: To była historia z mojego poprzedniego życia. Opisałam wydarzenie: zabrałam grupę rosyjskich klientów do szwajcarskiego kurortu narciarskiego. Jeden z panów omal nie złamał karku na muldach, drugi przeciął sobie arterię w ramieniu (było dużo krwi), a trzeci zachorował na zapalenie płuc. Nie muszę się silić na oryginalne pomysły. Wciąż zdarzają mi się podobne historie.
No właśnie. Tego typu historie to Twoja specjalność. Czy dobrze myślę, że najlepiej znajdujesz się w kryminałach? Do jakich odbiorców kierujesz swoje opowiadania i powieści? Kto według ciebie powinien je czytać?
Kasia: Kryminały lubię pisać, bo to świetna gimnastyka dla mózgu. Zawiązywanie intryg, wymyślanie motywów, to dla mnie wyzwanie. Ale najbardziej odprężam się przy pisaniu komedii. Mam dwie takie długie historie o dziewczynach typu Bridget Jones. Obie historie liczą około dwudziestu tysięcy słów. A na napisanie każdej poświęciłam zaledwie tydzień.
Świetnie, że wspomniałaś o dziewczynach typu Bridget Jones. Miałam przyjemność czytać Twoje powieści i opowiadania i zauważyłam, że Twoje bohaterki to kobiety energiczne, zaradne. Ile jest Ciebie w Twoich bohaterkach? Skąd bierzesz pomysły na charaktery?
Kasia: One maję tę energię po „mamusi”, znaczy po mnie. ;-) A co do charakterów, to staram się obserwować ludzi wokół. Rozmawiam z kasjerkami w supermarkecie, obserwuję reakcje znajomych. I staram się zaakceptować fakt, że oni postępują w większości sytuacji inaczej niż ja bym postąpiła.

 
Czy oprócz obserwowania ludzi masz jakieś inne pisarskie rytuały? Co jest niezbędne, byś zaczęła pisać?
Kasia: To dość głupie, możesz się śmiać. Mam chyba ADHD, wciąż mnie nosi. Zanim usiądę do komputera, muszę załatwić milion spraw i wtedy myślę. Myślę do momentu, kiedy nie zaczną mnie swędzieć opuszki palców. Tak jakby moje ciało informowało mnie, że pomysł nadaje się na opowieść.
Wiem, że pracujesz z tablicą. Co to takiego?
Kasia: W moim przypadku to płachta pleksi 80/120 cm. Naklejam na nią żółte karteczki samoprzylepne. Spisuję kolejne sceny, kto jest w nich bohaterem i jaki wątek otwieram lub zamykam. To pomaga przy pisaniu wielowątkowych powieści. Mnie pomaga. Pewnie są osoby, które znają swoje dzieła na pamięć i pamiętają każdy wątek.
Nad czym obecnie pracujesz?
Kasia: Robię dwie rzeczy na raz. Poprawiam moją drugą powieść „Seryjnego fotografa”, bo kilku wątków jednak nie zamknęłam, i piszę powieść o perypetiach polskiej lekarki zatrudnionej w szwajcarskim pensjonacie.
Zapowiada się nietypowe miejsce akcji i znów dynamiczna bohaterka, Twoja specjalność zakładu. Już nie mogę się doczekać. A mówiąc o przyszłości, jak wyobrażasz sobie swoją pisarską przyszłość?
Kasia: Dziękuję, mam nadzieję, że tym razem wydawcy będą zachwyceni. No wiesz, w wyobraźni widzę moje powieści na listach bestsellerów. Hahaha! Ale prawda jest taka, że wciąż dopadają mnie wątpliwości. Raz przeżywam chwile nirwany, innym razem zastanawiam się, czy nie jestem za głupia, aby zaczarować czytelnika moją opowieścią. Staram się nie wybiegać za daleko w przyszłość, dopóki mam frajdę z pisania, tworzę.
Ok, zatem powiedz w trzech słowach, dlaczego pisanie to frajda? Użyj np. niezalecanych w kręgach pisarskich przymiotników.
Kasia: Pisanie jest dla mnie jak darmowa wycieczka na tropikalne wyspy albo koło podbiegunowe. Wszystko to potrafię sobie wyobrazić, a jeżeli nie, robię reaserch. Podróżuję w czasie i przestrzeni z fajnymi ludźmi, których sama wymyślam.
A trzymając się tej liczby, Twoje trzy pisarskie wzory do naśladowania?
Kasia: Na pierwszym miejscu Stephen King, na drugim Kurt Vonnegut, a dalej to może być kontrowersyjny wybór, ale chciałabym nauczyć się od Mankella, jak spowolnić opowieść i zbudować nastrój.
Chyba wiem, co masz na myśli. Nastrój jest ważny, by wciągnąć czytelnika w opowieść.
Kasia: Dokładnie tak, nastrój to magia, nie musi się wiele dziać. Bohater i nastrój wystarczą, żeby mnie uwieść.
Mnie również i ja również stawiam sobie Kinga za wzór.

Na zakończenie: piszesz blog. Jak zachęciłabyś czytelników do odwiedzin?
Kasia: Trudno mi reklamować mój pisarski blog, skoro w branży pisarskiej dopiero raczkuję. To może tak… Jeżeli masz ochotę uczyć się na moich błędach, zapraszam :-)
Znów kokietujesz, ale znam Ciebie i Twoje pisanie i o nic się nie martwię. Kasiu, bardzo dziękuję za rozmowę i życzę wielu pisarskich sukcesów!
Kasia: Ja również serdecznie dziękuję i życzę nieustającej weny. Przymiotnik zastosowałam celowo ;-)
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Kasia Sikora to autorka nagradzanych opowiadań "Nasza czterdziesta wigilia", "Po prostu bądź", "Uratuję ten cholerny świat", "Hotel pod skałą śmieci". Mieszka w malowniczym miasteczku pod Genewą, gdzie spędza czas z rodziną oraz na pisaniu kryminałów i prowadzeniu bloga.
Aby poznać Kasię lepiej, kliknij tutaj

10 komentarzy:

  1. Kasiu, po takiej serii komplementów chyba dzisiaj nie usnę. Sprawiłaś mi ogromną radość. Zaraz zabieram się za pisanie. I niech wena będzie z Tobą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ to prawda!
      Kto mi sprawdza te wszystkie opowiadania, kopie wirtualnie w tyłek, każe się wziąć w garść i przesyła masę pozotywnej energii jak nie Ty? :-)

      Usuń
    2. Dziękuję!:) Nie mogłam się spodziewac tak miłego początku tygodnia. W dodatku w nagrodę, za kopanie Cię po tyłku;)

      Usuń
    3. Nie no, za kopanie policzymy się przy najbliższej okazji. Co się odwlecze, to nie uciecze ;-)

      Usuń
  2. Ach, te Kasie.. Świat bez nich byłby szary i smutny! Naprawdę! Jak ja Was lubię! Obie naraz i każdą z osobna :-) Świetny wywiad!! Daję do niego linka, niech się ludzie od Was uczą optymizmu, poczucia humoru i pisania o pisaniu! Ha! Wywiad Kasi z Kasią! Tego jeszcze nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha! Dziękuję (-my) za komplement :-)
      I zapraszamy do naszej paczki kopiących się w tyłek ;-)

      Usuń
  3. Dzięki za ten wywiad! To jak ponowne spotkanie z Wami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musimy się spotykać tak często, jak to możliwe :-)

      Usuń
  4. Ach, te Kasie!... że powtórzę za Zuzanną M.
    Kochane, gratuluję Wam zgrabnego wywiadu. Wręcz jednej Kasi zazdroszczę, a do drugiej puszczam oko - może i na mnie przyjdzie czas... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-))) Jak jest feeling, to wywiad sam się tworzy.

      Usuń

Zanim skomentujesz, zapoznaj się z zasadami bloga :-)