Pisanie jak wycieczka na tropikalne wyspy - rozmowa z Kasią Sikorą
Kasia Sikora to moja przyjaciółka po piórze. Ona
mieszka pod Genewą, ja w Warszawie. Trzy lata temu poznałyśmy się na forum
pisarskim. Od razu poczułam, że Kasia to moja bratnia dusza.
W czerwcu tego roku po raz pierwszy spotkałyśmy się
w realu. Stanął przede mną wulkan energii i zaraźliwy optymizm. Wszędzie jej
było pełno, rozpalała grilla, rozlewała kapuśniak, urządzała wycieczki do
sklepu. A jak się śmiała, to inni też wyciągali chusteczki. Cieszę się, że się
spotkałyśmy. Teraz, gdy rozmawiam z nią na czacie, widzę tego szaleńca, który
zawsze gdzieś się spieszy. Jedną ręką pisze, drugą pieli ogródek. Widzę też jej
skupienie nad ekranem laptopa i ekscytację zachowaniem ulubionego bohatera. Wykreowane
postacie traktuje jak własne dzieci, za powieścią skoczyłaby w ogień. Obie
dążymy do tego, by pisanie stało się naszym sposobem na życie i wierzymy, że
nam się to uda. A kiedy jednej z nas zabraknie motywacji, może
liczyć na pozytywnego kopa od tej drugiej.
Podziwiam Kasię za jej twórczy upór, pisarską
płodność, pomysły, trzymające w napięciu historie i jestem pewna, że któregoś
dnia dotknę okładki jej książki i przeczytam to, na co obie tak długo
czekałyśmy. Właściwie można powiedzieć, że prowadzimy swojego rodzaju
przyjacielski wyścig. Bo w to, że któraś z nas zostanie
wydana, nie wątpię.
Opowiadania Kasi zdobywają wyróżnienia na
konkursach i zbierają niezliczone komplementy. Należę do wielbicielek jej
prozy. Ale dosyć już tego opisu. Przyszedł czas na dialogi!
![]() |
foto: archiwum Kasi |
Kasiu, bardzo fajnie siebie określasz: autorka
wielu jeszcze nienapisanych powieści. Skąd takie określenie?
Kasia: To nie stwierdzenie, to fakt. Mam w
głowie setki pomysłów. Jak tylko nauczę się, jak napisać chwytliwą powieść,
będę odpalać jedną od drugiej.
Kiedy po raz pierwszy napisałaś coś na poważnie?
(I nie pytam o dziecięce wierszyki i wpisy do pamiętnika)
Kasia: Na czterdzieste urodziny kupiłam sobie
udział w kursie Pasji Pisania. Wychodzi na to, że cztery lata temu napisałam
pierwsze opowiadanie. Dla mnie na poważnie, uczestnicy kursu musieli odnieść
wrażenie, że mają do czynienia z ułomkiem :-)
Nie kokietuj! O czym było to opowiadanie?
Kasia: To była historia z mojego poprzedniego
życia. Opisałam wydarzenie: zabrałam grupę rosyjskich klientów do
szwajcarskiego kurortu narciarskiego. Jeden z panów omal nie złamał karku na
muldach, drugi przeciął sobie arterię w ramieniu (było dużo krwi), a trzeci
zachorował na zapalenie płuc. Nie muszę się silić na oryginalne pomysły. Wciąż
zdarzają mi się podobne historie.
No właśnie. Tego typu historie to Twoja
specjalność. Czy dobrze myślę, że najlepiej znajdujesz się w kryminałach? Do
jakich odbiorców kierujesz swoje opowiadania i powieści? Kto według ciebie
powinien je czytać?
Kasia: Kryminały lubię pisać, bo to świetna
gimnastyka dla mózgu. Zawiązywanie intryg, wymyślanie motywów, to dla mnie
wyzwanie. Ale najbardziej odprężam się przy pisaniu komedii. Mam dwie takie
długie historie o dziewczynach typu Bridget Jones. Obie historie liczą około
dwudziestu tysięcy słów. A na napisanie każdej poświęciłam zaledwie tydzień.
Świetnie, że wspomniałaś o dziewczynach typu
Bridget Jones. Miałam przyjemność czytać Twoje powieści i opowiadania i
zauważyłam, że Twoje bohaterki to kobiety energiczne, zaradne. Ile jest Ciebie
w Twoich bohaterkach? Skąd bierzesz pomysły na charaktery?
Kasia: One maję tę energię po „mamusi”, znaczy
po mnie. ;-) A co do charakterów, to staram się obserwować ludzi wokół.
Rozmawiam z kasjerkami w supermarkecie, obserwuję reakcje znajomych. I staram
się zaakceptować fakt, że oni postępują w większości sytuacji inaczej niż ja
bym postąpiła.
Czy oprócz obserwowania ludzi masz jakieś inne
pisarskie rytuały? Co jest niezbędne, byś zaczęła pisać?
Kasia: To dość głupie, możesz się śmiać. Mam
chyba ADHD, wciąż mnie nosi. Zanim usiądę do komputera, muszę załatwić milion
spraw i wtedy myślę. Myślę do momentu, kiedy nie zaczną mnie swędzieć opuszki
palców. Tak jakby moje ciało informowało mnie, że pomysł nadaje się na
opowieść.
Wiem, że pracujesz z tablicą. Co to takiego?
Kasia: W moim przypadku to płachta pleksi 80/120
cm. Naklejam na nią żółte karteczki samoprzylepne. Spisuję kolejne sceny, kto
jest w nich bohaterem i jaki wątek otwieram lub zamykam. To pomaga przy pisaniu
wielowątkowych powieści. Mnie pomaga. Pewnie są osoby, które znają swoje dzieła
na pamięć i pamiętają każdy wątek.
Kasia: Robię dwie rzeczy na raz. Poprawiam moją
drugą powieść „Seryjnego fotografa”, bo kilku wątków jednak nie zamknęłam, i
piszę powieść o perypetiach polskiej lekarki zatrudnionej w szwajcarskim
pensjonacie.
Zapowiada się nietypowe miejsce akcji i znów
dynamiczna bohaterka, Twoja specjalność zakładu. Już nie mogę się doczekać. A
mówiąc o przyszłości, jak wyobrażasz sobie swoją pisarską przyszłość?
Kasia: Dziękuję, mam nadzieję, że tym razem
wydawcy będą zachwyceni. No wiesz, w wyobraźni widzę moje powieści na listach
bestsellerów. Hahaha! Ale prawda jest taka, że wciąż dopadają mnie wątpliwości.
Raz przeżywam chwile nirwany, innym razem zastanawiam się, czy nie jestem za
głupia, aby zaczarować czytelnika moją opowieścią. Staram się nie wybiegać za
daleko w przyszłość, dopóki mam frajdę z pisania, tworzę.
Ok, zatem powiedz w trzech słowach, dlaczego
pisanie to frajda? Użyj np. niezalecanych w kręgach pisarskich przymiotników.
Kasia: Pisanie jest dla mnie jak darmowa
wycieczka na tropikalne wyspy albo koło podbiegunowe. Wszystko to potrafię
sobie wyobrazić, a jeżeli nie, robię reaserch. Podróżuję w czasie i przestrzeni
z fajnymi ludźmi, których sama wymyślam.
A trzymając się tej liczby, Twoje trzy pisarskie
wzory do naśladowania?
Kasia: Na pierwszym miejscu Stephen King, na
drugim Kurt Vonnegut, a dalej to może być kontrowersyjny wybór, ale chciałabym
nauczyć się od Mankella, jak spowolnić opowieść i zbudować nastrój.
Chyba wiem, co masz na myśli. Nastrój jest
ważny, by wciągnąć czytelnika w opowieść.
Kasia: Dokładnie tak, nastrój to magia, nie musi się
wiele dziać. Bohater i nastrój wystarczą, żeby mnie uwieść.
Mnie również i ja również stawiam sobie Kinga za
wzór.
Na zakończenie: piszesz blog. Jak zachęciłabyś
czytelników do odwiedzin?
Kasia: Trudno mi reklamować mój pisarski blog,
skoro w branży pisarskiej dopiero raczkuję. To może tak… Jeżeli masz ochotę
uczyć się na moich błędach, zapraszam :-)
Znów kokietujesz, ale znam Ciebie i Twoje
pisanie i o nic się nie martwię. Kasiu, bardzo dziękuję za rozmowę i życzę
wielu pisarskich sukcesów!
Kasia: Ja również serdecznie dziękuję i życzę
nieustającej weny. Przymiotnik zastosowałam celowo ;-)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kasia Sikora to autorka nagradzanych opowiadań "Nasza
czterdziesta wigilia", "Po prostu bądź", "Uratuję ten
cholerny świat", "Hotel pod skałą śmieci". Mieszka w malowniczym
miasteczku pod Genewą, gdzie spędza czas z rodziną oraz na pisaniu kryminałów i
prowadzeniu bloga.
Aby poznać Kasię lepiej, kliknij tutaj
Kasiu, po takiej serii komplementów chyba dzisiaj nie usnę. Sprawiłaś mi ogromną radość. Zaraz zabieram się za pisanie. I niech wena będzie z Tobą:)
OdpowiedzUsuńAleż to prawda!
UsuńKto mi sprawdza te wszystkie opowiadania, kopie wirtualnie w tyłek, każe się wziąć w garść i przesyła masę pozotywnej energii jak nie Ty? :-)
Dziękuję!:) Nie mogłam się spodziewac tak miłego początku tygodnia. W dodatku w nagrodę, za kopanie Cię po tyłku;)
UsuńNie no, za kopanie policzymy się przy najbliższej okazji. Co się odwlecze, to nie uciecze ;-)
UsuńAch, te Kasie.. Świat bez nich byłby szary i smutny! Naprawdę! Jak ja Was lubię! Obie naraz i każdą z osobna :-) Świetny wywiad!! Daję do niego linka, niech się ludzie od Was uczą optymizmu, poczucia humoru i pisania o pisaniu! Ha! Wywiad Kasi z Kasią! Tego jeszcze nie było.
OdpowiedzUsuńHahaha! Dziękuję (-my) za komplement :-)
UsuńI zapraszamy do naszej paczki kopiących się w tyłek ;-)
Dzięki za ten wywiad! To jak ponowne spotkanie z Wami!
OdpowiedzUsuńMusimy się spotykać tak często, jak to możliwe :-)
UsuńAch, te Kasie!... że powtórzę za Zuzanną M.
OdpowiedzUsuńKochane, gratuluję Wam zgrabnego wywiadu. Wręcz jednej Kasi zazdroszczę, a do drugiej puszczam oko - może i na mnie przyjdzie czas... :)
:-))) Jak jest feeling, to wywiad sam się tworzy.
Usuń