17 lipca 2014

Koń jak rozbita karawela w powieści McCarthy'ego

Cormac McCarthy to pisarz, który maluje słowem. Oszczędza słowa do tego stopnia, że każde jego zdanie wydaje się przemyślane w najdrobniejszym szczególe, pozbawione ozdobników, a jednak mówiące wiele, wszystko.

W powieści W ciemność dominuje mrok, przemoc, ból. Bohaterami kierują pierwotne instynkty, a skoro już o tym mowa, McCarthy umiejętnie pokazuje również przyrodę.

W jednej ze scen główna bohaterka Rinthy, przemierzają bezkresne terytoria Ameryki początku XX wieku, natyka się na taki widok:

Po chwili od strony wschodzącego słońca niemrawym cwałem nadbiegł drogą wielki, samotny koń, tak zmęczony, że trudno było poznać, co to za zwierzę. Rinthy kucnęła w krzakach i przyjrzała się, niewątpliwie był to jednak koń, wyłonił się jakby ze środka tarczy słonecznej, wychudzony, ale poza tym cały i zdrowy, i przepłynął obok niej niczym rozbita karawela. Żebra sterczały mu złowrogo pod skórą, był czarny, miał oszalałe spojrzenie, na grzbiecie niósł sfatygowane siodło, a strzemiona dyndały luźno po bokach, zastukał cicho kopytami na piaszczystej drodze i pobiegł dalej przed siebie, ogromny, wynędzniały i rozsierdzony, i po chwili jego tętent umilkł przy odległym akompaniamencie oklasków, rozbrzmiewających w wiecznie pustej sali.

Opis konia z powieści W ciemność to mój ulubiony literacki obraz. Widzę go. Sylwetkę konia na tle wschodzącego słońca. Nic nie przerywa ciszy i skupienia. Pierwotny pejzaż. Coś wspaniałego!

W ciemność


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zanim skomentujesz, zapoznaj się z zasadami bloga :-)